Wietnam
Strona domowa W górę

Wietnam

UAZ Wodospad Sapa - Hmongowie Sapa - Hmongówny

20.08.1999 po przejściu mostu granicznego wchodzimy do Wietnamu - miejscowość Lao Cai. Od razu mamy przyjemność poznać tutejszą mentalność. Zarówno służba imigracyjna, jak i celniczka żądają od nas po 1$ opłaty. Gdy prosimy o pokwitowanie - okazuje się, że zabrakło formularzy. Po zapłaceniu bez problemu dostajemy zgodę na pobyt 30 dniowy ( czyli taki, na jaki opiewały wizy ). Gdy jednak moi współtowarzysze zaczynają wykłócać się z celniczką, ta zamyka nasze formularze wjazdowe w szufladzie i ... wychodzi. Teraz oni muszą za nią biegać i prosić ją o przyjęcie pieniędzy. Za to bagażu prawie nam nie przeszukują. Wymieniamy w banku pieniądze ( 1$ = 13830 Dongów ). Później szybko okaże się, że większość opłat i tak trzeba regulować w dolarach. UAZ ( radziecki samochód terenowy ) do miejscowości Sapa, kosztuje nas 2$ od osoby. Po drodze psuje się co prawda z siedem razy, ale wspaniałe krajobrazy umilają podróż.  
Sapa , to niewielka miejscowość, o typowo turystycznym charakterze już od czasów kolonialnych.  Rozłożona jest na wielu wzgórzach, w centrum znajduje się mocno zdewastowany park i rozpadający się kościółek. Można wybrać się na wycieczkę do wioski Cat Cat ( wstęp 5 000 Dongów ) zamieszkałą przez Hmongów, odwiedzić pobliski wodospad, albo wybrać się na targ. Hotel kosztuje nas 2$ od osoby, w miłej restauracji "sajgonki" ( "spring rolls" ) z mięsem kosztują  5 000 Dongów, pizza 25 000, smaczny napój pomarańczowy 5 000, a butelka coli 3 000 Dongów. Na mieście cola w puszce to wydatek około 5 000 Dongów, w butelce 1500 - 2000 Dongów, woda 1,5 l - 6 000 - 8 000 Dongów. Na targowisku stare kobiety sprzedają trawę ( torebka 10 000 ), ale dość podłej jakości. 
Chcemy jechać do Hanoi, przez Lai Chau. Gdy okazuje się, że nie ma biletów na minibus, wynajmujemy na 3 dni UAZa ( 165 $ za samochód z kierowcą i paliwem ). Wieczorem mamy okazję podziwiać wspaniały widok na Fanispan, najwyższy szczyt Indochin.

Pólnocny Wietnam 1 Pólnocny Wietnam 2 Pólnocny Wietnam 3 Pólnocny Wietnam 4 Pólnocny Wietnam 5 Pólnocny Wietnam 6 Pocisk

Po zapłaceniu 80 $ zaliczki wyruszamy. Mijamy wodospad "Thac Bat" ( "srebrny" ) - najwyższy w Indochinach., potem przez słynną przełęcz "Tram Ton". Droga robi się coraz gorsza, ale widoki coraz piękniejsze. Obserwujemy niesamowitą burzę w oddali, chodzimy po wiszących mostach, zaglądamy do wiosek. Bieda jest tutaj niesamowita. W domach nie ma niczego, dzieci biegają zupełnie nagie, wszędzie błoto i nieczystości. Wszystko jest takie niesamowite, jakby żywcem wzięte z filmu dokumentalnego. Wieczorem docieramy do Lai Chau. Hotel to wydatek 3$ na osobę. Następny dzień jest równie ekscytujący, jak poprzedni - przejeżdżamy przez wioski mniejszości, m in. Tajów czarnych i Tajów białych. Dzieciaki biegają za nami, ale boją się podejść bliżej. Kierowca zawozi nas zawsze do najdroższych restauracji - ma tam za darmo jedzenie. My staramy się znaleźć coś tańszego, ale nie jest to takie proste ( gdy tylko wchodzimy, ceny od razu skaczą do góry ). W dwóch wioskach wiszą łuski po bombach, z czasów wojny wietnamskiej. W Son La nie jest łatwo znaleźć hotel - śpimy w prawdziwej norze za 2$/osobę. Na dodatek właściciel oszukuje nas - wpierw śniadanie miało być w cenie, potem musimy za nie dopłacić. 
Reszta grupy zapada na chorobę oczu. Całe nabiegają krwią. Później okaże się, że to specyficzny rodzaj zapalenia oczu. 
Ostatni etap do Hanoi przyjeżdżamy w dość dużym pośpiechu. Na miejscu jesteśmy około 17:00.

Droga do Parfume Pagoda 1.jpg (18854 bytes) Droga do Parfume Pagoda 2.jpg (56045 bytes) Parfume Pagoda

Wieczorem 23.08.1999 jesteśmy w Hanoi. Ruch jest niesamowity - mało samochodów, ale mnóstwo motocykli i rowerów. Ciekawe są ceny hoteli. Jeden ( nawiasem polecany w Lonely Planet ) oferuje prawdziwą norę za tą samą cenę co inny fajny fotel. W końcu zostajemy w Hotel Camelia za 3 USD od osoby za noc w super warunkach. Mieszkamy w Starym Mieście. Dawna kolonialna dzielnica ma swój niewątpliwy urok. Wiele ulic wzięło swoje nazwy od nazw różnych zawodów, którzy mieli tam swoje warsztaty. Częściowo przetrwało to naszych czasów. W wielu miejscach można kupić "sztuczne" pieniądze, które pali się w czasie pogrzebów. Czasami trudno się przecisnąć przez wąskie uliczki zastawione motocyklami.
Nasi chorzy udają się do lekarza do kliniki międzynarodowej. Ceny są tam horrendalne np. wizyta u okulisty to wydatek 35 USD. Ja następnego dnia jadę wraz z zorganizowaną wycieczką do Parfume Pagoda. Kosztuje to 15 USD. Wyruszamy rano i jedziemy nad rzekę. Tutaj przesiadamy się do metalowych łódek. Jest trochę dziwnie, bo wiosłują kobiety i dzieci. Wpierw odwiedzamy pagodę na wyspie z XVII w, a po ciekawej podróży ( krajobraz trochę przypomina ten z Guilin z Chin ) do tej właściwej. Tutaj też jest kilka świątyń - w pierwszej możemy obserwować obrzędy buddyjskie. Droga do następnej to 2 km wspinaczka. Świątynia mieści się w grocie. Tutaj mieszkał i zmarł słynny mnich, a teraz znajduje się mnóstwo posążków Buddy. Potem czeka nas już tylko lunch i powrót. Wycieczka była dość dobrze zorganizowana, choć nasi przewodnicy mówili dość dziwnym językiem angielskim ( później zorientuję się, że jest to typowy "wietnamski angielski" ). 
W Hanoi można skorzystać z Internetu - kosztuje to około 300 - 400 Dongów za minutę.

Halong 1 Halong 2 Halong 3

Wykupujemy wycieczkę do Zatoki Halong na 2 dni za 16 USD ( trzydniowa to wydatek 27 USD ). Wyjazd zorganizowany to dobry pomysł. Na miejscu okazuje się, że podobnie , jak  w reszcie Wietnamu, trudno jest coś zorganizować taniej samemu. Podróż na miejsce trwa 5 godzin. Po rozmieszczeniu się na statku idziemy na lunch ( ryba i owoce morza ), a potem na statek. Chociaż pada deszcz to widoki są niesamowite. Legenda głosi, że to smok zgubił kamienie, z którymi leciał i tak powstały te wynurzające się z morza wyspy. Obiad na statku jest wyśmienity - znowu wspaniała ryba i owoce morza. Fajne jest też towarzystwo ( min Chińczyk, który uciekł na łódce i mieszka w USA, oraz 75 letnia Niemka - podróżniczka ). Na wodzie spędzamy 5 godzin i wracamy na noc do miasta Haiphong, gdzie nie ma nic interesującego. Drugiego dnia dalej pływamy - oglądamy fajną grotę ( tylko trochę przerobioną na modłę chińską ). Z czasem zaczyna padać coraz mocniej, a niebo rozświetlają błyskawice. Wracamy do Hanoi.

Nasza kolacja Kolacja z węża 1 Kolacja z węża 2 One Pillar Pagoda Mauzoleum Ho Chi Minha Muzeum Ho Chi Minha Pagoda Literatury Katedra w Hanoi

Wieczorem, po powrocie z wycieczki mamy udać się na kolację z poznanym wcześniej Wietnamczykiem, mieszkającym na stałe w Polce ( Huey ). Jednak kolacja ma być specyficzna - wszystkie dania będą z węża. Mimo szalejącej ulewy jedziemy. Bierzemy 2 taksówki. Nasza restauracja mieści się w dzielnicy, gdzie wszyscy specjalizują się w podobnych potrawach. Korki są niesamowite, co powoduje że koszt przejazdu to 2 x 100 000 Dongów. I tu występuje pierwszy zgrzyt. Choć Huey płaci za taksówkę, to jego kolega, który jedzie z nami - już nie. Kolacja jest bardzo ciekawym przeżyciem. Na naszych oczach wyciągają z klatki kobrę i ją zabijają. Jemy zupę z węża, sajgonki z mięsem z węża, zmielone kości z węża, chrupki ze skóry węża, zupę z lotosu i węża, wreszcie pijemy wódkę z krwią węża oraz wódkę na narządach płciowych węża, a jeden z nas także kieliszek z bijącym jeszcze sercem gada. Za wszystko płacimy 1 650 000 Dongów. Jednak nasi Wietnamscy znajomi nie poczuwają się do płacenia i wszystko pokrywamy z własnej kieszeni. Wracamy taksówkami także na nasz koszt. I jak można mieść po czymś takim dobre zdanie o Wietnamczykach ? Ale kolacja była świetna. 
Następnego dnia idziemy do ambasady Kambodży po odbiór wiz. Musimy przyjść później ( bo pani konsul sobie gdzieś poszła ... ), ale w końcu dostaniemy wizy ( 20 USD - taniej niż w konsulacie w Sajgonie :-) ). W tym czasie idziemy na krótką wycieczkę po Hanoi. Oglądamy "One Pillar Pagoda" ( malutka, ale ładna ), mauzoleum Ho Chi Minha ( tylko zewnątrz ), oraz jego dawny dom, obecnie muzeum ( z wystawą osiągnięć socjalistycznego Wietnamu ). Tamże mamy także okazję podziwiać koncert tradycyjnej muzyki wietnamskiej, na tradycyjnych instrumentach. Szybko oglądam także Pagodę Literatury. Niedaleko jest polska ambasada. Jeszcze ostatni spacer po Starym Mieście, zobaczenie katedry ( wierni wprowadzają do środka rowery ) i już wyjeżdżamy na południe. A właściwie część z nas wyjeżdża - rozdzielamy się po raz kolejny. Bilet do HoiAn kosztuje 13$ ( kupiony w jednej z kawiarni ).

My Son 1 My Son 2 Dom kupca w Hoi An Dom w Hoi An Małpa z mostu japońskiego 

Po całonocnej podróży jesteśmy bardzo zmęczeni. Droga Nr. 1 jest fatalnej jakości, a czasami wręcz nie ma jej wcale. Jednak docieramy do Hue - dawnej cesarskiej stolicy. Nie mamy czasu na odwiedzenie słynnych grobowców cesarzy. Dlatego chcemy tylko odwiedzić Cytadelę i Zakazane Miasto. Zostały one zniszczone w czasie wojny wietnamskiej i teraz rośnie tam tylko trawa.. Ponieważ za wstęp do Zakazanego Miasta chcą 5$, nie wchodzimy tam. Po całkiem dobrym obiedzie ( 20 000 Dongów za stek ) wsiadamy w następny autobus i po 3 h 20 min. jesteśmy wieczorem w HoiAn. Zatrzymujemy się w hotelu do którego dojechaliśmy 10$ za trójkę. Wykupujemy zorganizowaną wycieczkę do My Son - ruin dawnej stolicy królestwa Champa. Samo miasto jest bardzo ładne. Na kolacje jem za 20000 Dongów świetne sajgonki z krewetkami. Następnego dnia rano wyruszamy do My Son. Po godzinnej podróży wchodzimy na teren ruin ( 50000 Dongów ). Jeep dowozi nas na miejsce. Po królestwie zostało niewiele - duże zniszczenia przyniosła wojna wietnamska. Najlepiej zachowany zespół to właściwie kupa cegieł.  Styl budowli przypomina Kajuraho w Indiach ( z zachowaniem odpowiednich proporcji ). Po południu wracamy i idziemy oglądać miasto.  Za 50000 Dongów kupuję bilet wstępu do trzech budynków w mieście. Na obiad jemy miejscową specjalność - Cao Lau w przepięknie położonej nad brzegiem rzeki restauracji. Przy wspaniałej słonecznej pogodzie oglądam miasto, zachowane doskonale od czasów swojej świetności ( XVII - XIX w. ). Idę na most japoński ( zbudowany przez japońskich kupców ), oglądam dom kupca chińskiego ( fajny oprowadzający ) i zgromadzenia kupców chińskich. Kupuję trochę pamiątek. Później idziemy na plażę ( całkiem ładna ), a wieczorem jem na kolację niesamowitą rybę z grilla ( 30000 Dongów ).Wtedy spotykamy Polaków, którzy byli wcześniej w Birmie i Laosie. Do hotelu wracamy dopiero nad ranem ...

Suszenie papieru ryżowego Caodai 1 Caodai 2 Caodai 3 Pułapka na Amerykanów Tunel Viet Congu

Rano wyruszamy w długą podróż do Sajgonu ( oficjalnie miasto Ho Chi Minh ). Bilet kosztuje nas w jednej z licznych hoteli i restauracji. Po drodze kilkakrotnie zatrzymujemy się na plażach. Niektóre z nich są niesamowite - biały piasek, woda, palmy... Chciałoby się zostać na dłużej. Autobus zmieniamy w Nha Trang. U sympatycznego kaleki można umyć się i coś zjeść. Przez całą noc jedziemy i nad ranem docieramy do Sajgonu. Gdy usiłujemy znaleźć jakiś hotelik spotyka nas niemiła przygoda. Kłócimy się i przepychamy z miejscowym chłopakiem, którzy niby pomagał nam w szukaniu miejsca do spania. Robi się nawet dośc groźnie, ale sytuacja szybko się uspokaja. Tyle złego opowiadano nam o tym mieście, a teraz to. Jednak znajdujemy Guesthouse za 5,5$ ( jedynka ) i 7$ ( dwójka ). W ogóle to miasto jest droższe niż inne w Wietnamie. Za 70000 Dongów zmieniamy na naszej wizie tzw. exitpoint ( trwa to 1 dzień ). W banku ANZ można z bankomatu wypłacić dolary i to bez prowizji. W samym Sajgonie - jest niewiele do oglądania - ciekawa pagoda ":Jade Emperor",i chińska dzielnica Cholon ( nie ma tam prawie Chińczyków bo uciekli na łódkach ), katedra katolicka. Można za to dokonać ciekawych zakupów - pirackie płyty z muzyką i CD-ROMY, fajne T-Shirty(1 $), wódkę z kobrą, kapelusze i wiele innych pamiątek. Wykupuję wycieczkę do tuneli ( 3,5 $ ). Wyruszam na nią następnego dnia. Zatrzymujemy się w wytwórni papieru ryżowego, służącego potem min. do wyrobu sajgonek. Na początku jedziemy do siedziby religii Caodai. Jest to wyznanie typowo wietnamskie, powstałe w 1926, będące mieszaniną różnych wyznań, z kultem różnych postaci ( np. Wiktora Hugo ). Czasy jego potęgi przypadały na okres przed zjednoczeniem Wietnamu, obecnie ma kilka milionów wyznawców.  W Tay Ninh mieśći się cały kompleks, w tym piękne ogrody. Kapłani i kapłanki ubrani są w piękne kolorowe stroje, również Wielka Świątynia ma ciekawy wygląd. Uczestniczyliśmy w nabożeństwie, potem zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do Cu Chi, gdzie są osławione tunele Viet Congu.( VC - dla Amerykanów Victor Charlie ). Po obowiązkowym filmie i krótkiej prelekcji mogliśmy obejrzeć pułapki zastawiane na żołnierzy USA, przeciskać się przez tunele partyzantów, widzieć salę posiedzeń i szpital polowy. Był także zniszczony amerykański czołg. Mogliśmy sami się przekonać, że wejścia do tuneli były tak konstruowane, że mógł przecisnąć się nimi szczupły Wietnamczyk, a nie mógł biały. Nasz przewodnik okazał się byłym żołnierzem armii Południa, który spędził 3 lata w obozie reedukacyjnym po zjednoczeniu. Dopiero niedawno mógł podjąć lepszą  pracę niż kierowca rikszy. Wieczorem wróciliśmy do Sajgonu. Wymieniam pieniądze ( 1$ = 13900 Dongów ) i dzwonię do domu ( na poczcie aż 53 000 Dongów za minutę ! ).

 Dżungla w Tram Delta Mekongu Targ na wodzie Stacja benzynowa Uczennice w Sajgonie

02.09.1999 wyruszamy na dwudniową wycieczkę do delty Mekongu ( z jedzeniem 22$, bez jedzenia byłoby 16,5$ ). Taki wyjazd trudno byłoby zorganizować samemu, bo w większości miejsc wynajem łodzi turystom jest kontrolowany przez władze ( policja ściąga indywidualny wynajem ) i dlatego dość drogi. Mamy okazję podziwiać zbiór ryżu, a potem jechać promem przez jedno z ramion Mekongu. Tam spotykamy mnóstwo żebrzących dzieci - niektóre ze strasznie zdeformowanymi kończynami. Potem łodziami płyniemy do lasu Tram. Jest to jedyny zachowany kawałek pierwotnej dżungli ( bo tam ukrywali się partyzanci VC ). Chodzimy po tych moczarach , oglądamy pozostałości bunkrów, z których dowódcy VC śledzili ruchy w pobliskiej ogromnej bazie USA. Jak oni tam mogli wytrzymać po rok, półtora ? Po zjedzeniu lunchu ( kiepskiego ) oglądamy ogród różany ( nic ciekawego ) i udajemy się do miasta Cantho. Naprzeciw naszego hotelu mieści się okazały pomnik Ho Chi Minha, a całkiem niedaleko świątynie buddyjskie - Wietnamska i Khmerska. W obu tych krajach panuje buddyzm ( w Wietnamie jest 10% katolików ), ale w różnych odmianach. Mamy okazję porozmawiać z mnichem Khmerskim, zrobić sobie zdjęcia i obiecać mu wysłanie kartki. Następnego dnia wreszcie mamy okazję płynąć po prawdziwych kanałach. Przez ponad 2 godziny podziwiamy życie toczące się prawie na wodzie, "małpie mostki" poprzerzucane tu i tam, biedne domki ukryte wśród palm, dzieci płynące do szkoły. Na targu wodnym rolnicy z łódek sprzedają swoje produkty, jest też pływająca stacja benzynowa. W jednym z ogrodów kosztujemy ananasów, "dragon fruit" ( miejscowa specjalność ),  bananów i innych owoców, pijemy sok Prawie cały czas jest przepiękna słoneczna pogoda, dopiero pod sam koniec nadchodzi krótka, ale intensywna tropikalna ulewa. Wieczorem wracamy do Sajgonu. Po drodze, w jednej z kafejek,  możemy podziwiać pytona ( 4m, 85 kg ). W mieście spotykamy znowu Polaków, poznanych w Hoian
04.01.1999 wyruszamy do Kambodży. Autobus do samego Phnom Penh wykupiliśmy w kawiarni. Odprawa przebiega bez problemów. Żegnaj Wietnamie ...
 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011