Tanzania
Strona domowa W górę

Tanzania

Dar es Salaam - ulica 1 Dar es Salaam - ulica 2 Dar es Salaam - ulica 3 Dar es Salaam - katedra katolicka 1 Dar es Salaam - katedra katolicka 2 Dar es Salaam - katedra katolicka - kapliczka Dar es Salaam - katedra katolicka - ogród - Ola Dar es Salaam - katedra katolicka - ogród - uczniowie Dar es Salaam - kobieta 1 Dar es Salaam - kobieta 2 Dar es Salaam - kościól anglikański Dar es Salaam - nad morzem - Ola Dar es Salaam - nad morzem Dar es Salaam - nad morzem - pranie Dar es Salaam - nad morzem - rodzina Dar es Salaam - nad morzem - rodzina i Ola Dar es Salaam - szpital 1 Dar es Salaam - szpital 2 Dar es Salaam - szpital 3 Dar es Salaam - szpital - ja Dar es Salaam - szpital - baobab Dar es Salaam - szpital - kwiatki 

W  Dar es Salaam dostajemy wizę tranzytową na 13 dni za 30 $ ( taniej niż informowała nas polska ambasada ). Na lotnisku czekają na nas ludzie z hotelu Safari Inn, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg przez internet. Bez problemu wybieram z bankomatu pieniądze kartą Visa. Za taksówkę płacimy 18 000 Tsh ( przepłacamy, ale była zarezerwowana ). W hotelu pokój z wiatrakiem i TV kosztuje nas 18 500 Tsh. Cola na dole w recepcji kosztuje 300 Tsh za 350 ml i 200 Tsh - 200 ml. Rano idziemy na śniadanie ( jest w cenie pokoju, ale za jajecznicę muszę dopłacić 300 Tsh ). Spacerujemy do terminala Scandinavian Bus, gdzie kupujemy bilety do Lusaki na następny dzień ( po 65 000 Tsh od osoby ). Potem zwiedzamy miasto - katedrę katolicką ( zamknięta ) i budynki kolonialne. W kościele anglikańskim (jakoś dziwnie nie pasującym do otoczenia) trwa nabożeństwo. Kiedy wchodzimy tam po jego zakończeniu, w środku jest jeszcze kilka  osób, które głośno, wręcz żywiołowo modlą się. Kościół jest kameralny, jakby stworzony do spotkań  i modlitwy. Wychodzimy z niego prosto w upał i gwar miasta. Po drodze zaczepiają nas liczni naciągacze. Idziemy do ogrodu botanicznego, który znaleźliśmy na mapie miasta, ale nie robi on dobrego wrażenia – jest mały i zaniedbany. Na pocieszenie pijemy colę w fajnym ogródku nieopodal. Potem wędrujemy na plażę, robimy trochę zdjęć i zwiedzamy położony nad morzem stary szpital. Pracował tu kiedyś Robert Koch, budynek jest pięknie odnowiony przez ONZ, obecnie mieści się tu klinika onkologiczna. Z plaży wracamy przez centrum miasta. Jemy w Chef’s Pride – dobre kurczaki i cola za 8 000 Tsh. Wracamy do hotelu, odpoczywamy, a wieczorem wychodzimy jeszcze raz na miasto. Kupujemy ciastka w małym supermarkecie – po 200 Tsh, w hotelowej restauracji pijemy herbatę i colę. Ja jem frytki (500 Tsh) – takie sobie. Korzystam z Internetu w hotelu ( 500Tsh za pół godziny), wracając do pokoju kupuję jeszcze wodę (400 Tsh)  i miejscową supa colę (200 Tsh za 300 ml). Zamówiliśmy taksówkę na dworzec autobusowy na 4:30 rano – ma kosztować 5 000 Tsh, bo to wczesna pora.
7.09.2005 Wstajemy ok. 4:00, myjemy się i pakujemy. Taksówka czeka jak było umówione – jedziemy na dworzec Scandinavian Bus. Jeszcze jest zamknięty, więc czekamy wraz z grupą innych pasażerów przed budynkiem. Gdy otwierają i wchodzimy zaczepiam nogą o jakąś dziurę , potykam się i skręcam kostkę. Wsiadamy do autobusu, dają nam bilety na bagaże. Jedziemy na dworzec Upanga ( główny terminal autobusowy w Dar es Salaam dla wszystkich kompanii ). Tam czekamy aż do 10:00, bo okazuje się, że coś się zepsuło z akumulatorem – wreszcie po zreperowaniu ruszamy. Jazda jest dość monotonna, ale po drodze są ładne krajobrazy. Zatrzymujemy się na jedzenie – cały obiad : zupa, kurczak z frytkami i sałatka owocowa na deser kosztuje 3500 Tsh. Wieczorem stajemy bo droga jest zablokowana ( autobus uderzył w ciężarówkę ). Przyjeżdża policja itd. Wreszcie ruszmy, ale na granicy jesteśmy za późno – przejście jest już zamknięte. Fundują wszystkim  pasażerom obiad w knajpie – kurczak raczej kiepski, ale zjadamy. Można spać w autobusie, ale my idziemy do pobliskiego hotelu ( namawia nas na niego miejscowy cinkciarz). Za pokój płacimy 15 000 Tsh ( są też po 25 000 Tsh ) – czysty, ładny, jest ciepła woda. Niestety obok jest dyskoteka i nie da się spać do 2:00. Potem trochę śpię, mam gorączkę.
8.09.2005
Wstajemy o 6:15, niestety nie można się umyć bo nie ma wody. Podobno w knajpie obok dają śniadanie na podstawie biletu z autobusu, ale nam nie chce się jeść. Każą nam iść podstemplować wizy wyjazdowe, ale biuro imigracyjne jest jeszcze zamknięte, więc wracamy. Idziemy tam znowu o 8:00 – tym razem jest otwarte, podstemplowują nam wyjazd. U jednego z cinkciarzy wymieniam 10$ po kursie 1$ = 4300 Kwacha. Nasz autobus przejeżdża na stronę zambijską.

Mbeya - na ulicy Mbeya - pomnik nosorożca Mbeya - ulica

26.09.2005 Po przejściu granicy z Malawi  granicy łapiemy minibus do Mbeya – 4000 Tsh od osoby. Mamy 120 km do przejechania, bus ma jechać 1,5 h, a jedzie 2,5 h i chce nas wysadzić na opłotkach miasta. Kłócimy się i wsadzają nas do autobusu Scandinavian, który bezpłatnie dowozi nas do dworca autobusowego. Po drodze mijaliśmy plantacje bananów i herbaty. Na dworcu postanawiamy zostać jeden dzień w Mbeya – tak jesteśmy zmęczeni. Bierzemy taksówkę do Mbeya Peak Hotel ( 2000Tsh ). Całkiem przyzwoita dwójka z łazienką kosztuje 15000 Tsh. Jemy kolację w hotelowej restauracji – kurczak 3000 Tsh, 2 cole +woda  2000Tsh.
Następnego ranka wstajemy ok. 10.00, idziemy do miasta. Idziemy do informacji turystycznej Sisi-Kwa-Sisi, ale jest zamknięta. Obok malutka statua nosorożca – pomniczek przyjaźni tanzańsko-japońskiej. Idziemy na dworzec autobusowy i dowiadujemy się o transport do Dar-es-Salaam, Są autobusy: zwyczajny (6.30 – 17 000Tsh), semi-luxury (7.00 – 20000 Tsh), air-con (26000Tsh). Bierzemy semi-luxury. Wracamy – jemy w Sombrero: ja stek z ziemniakami za 3000 Tsh, Ola vegetable curry za 2500 Tsh, cola 300 Tsh  Idę na  Internet do Nana Informations Center – 500 Tsh za godzinę, dość wolny. Potem troszkę zdjęć – statua nosorożca, widoczki miasta, ludzie itp. Wracam do hotelu. Idziemy coś zjeść na kolację – sprawdzamy jakąś kurczakarnię, ale w końcu idziemy znowu do Sombrero – spagetti bolonese – 3000Tsh od osoby + piwo (Safari – 1000 Tsh, mieli też Tusker  i coś tam jeszcze w tej samej cenie). Myślimy, żeby pojechać do parku narodowego Mikumi, ale postanawiamy jednak udać się do Dar-es-Salaam i tam sprawdzić ofertę Coastal Travels. Recepcjonista ma nam na jutro na 6.00 zamówić taksówkę. Nie mogę zasnąć – leci jakaś woda. W nocy dostaję silnej gorączki i boli mnie brzuch. Biorę leki. Zanim minie gorączka trzeba wstawać. Ktoś z recepcji przywołuje taksówkę (oczywiście wczoraj jej nie zamówili) – 1500 Tsh za dojazd do dworca. Tam czekamy, aż zaczną ładować nasz autobus. Wyruszmy prawie punktualnie ok. 7.00. Podróż mija właściwie bez problemów, tyle, że boli mnie brzuch i mam na początku gorączkę (trochę mam nudności, ale to szybko mija). Dają ciasteczka, colę, wodę. Kilka krótkich postojów, jeden dłuższy. Gdy przejeżdżamy przez Park Narodowy Mikumi (wolno, bo są garby na drodze) widzimy blisko drogi zebry, słonie, impale i pawiany,  nieco dalej żyrafy. Przed  Dar-es-Salaam korki. Zamiast 11 h podróż trwa 12,5 h. W Upanga (główny terminal autobusowy wsiadają dwaj morani (wojownicy Masajów ) – prawdopodobnie pracują jako obsługa Scandinavian Express na dworcu, otwierają bramę. Z terminalu Scandinavian jedziemy taksówką za 3000 Tsh do hotelu Safari Inn

droga do parku Mikumi - plantacja sizalu park Mikumi - sępy na drzewie park Mikumi - brama park Mikumi - zebra 1 park Mikumi - zebra z młodym 1 park Mikumi - zebra z młodym 2 park Mikumi - zebry 1 park Mikumi - bawół 1 park Mikumi - bawół 2 park Mikumi - bawoły 1 park Mikumi - bawoły 2 park Mikumi - biegnące zebry park Mikumi - gnu 1 park Mikumi - gnu - przewodnik stada 1 park Mikumi - gnu - przewodnik stada 2 park Mikumi - guziec park Mikumi - impale park Mikumi - krokodyl 1 park Mikumi - krokodyl 2 park Mikumi - krokodyl 3 park Mikumi - mały krokodyl 1 park Mikumi - mały krokodyl 2 park Mikumi - pawian park Mikumi - pawiany park Mikumi - słonie nad jeziorkiem 1 park Mikumi - słonie nad jeziorkiem 2 park Mikumi - słonie nad jeziorkiem 3 park Mikumi - słonie nad jeziorkiem 4 park Mikumi - słonie nad jeziorkiem 5 park Mikumi - słonie nad jeziorkiem 6 park Mikumi - stado bawołów park Mikumi - stado gnu 1 park Mikumi - stado gnu 2 park Mikumi - szyja żyrafy 1 park Mikumi - szyja żyrafy 2 park Mikumi - żyrafa 1 park Mikumi - zebra 1 park Mikumi - zebry 1 park Mikumi - zebry dwugłowe park Mikumi - zyrafa 2 park Mikumi- słoń 1 park Mikumi - słoń 2 park Mikumi - słoń 3 park Mikumi - słoń w trawie park Mikumi - słoń z małym 1 park Mikumi - słoń z_małym 2 park Mikumi - słonie 1 park Mikumi - słonie 2 park Mikumi - żyrafa z obrożą park Mikumi - żyrafy 1 park Mikumi - żyrafy 2 park Mikumi - sępy park Mikumi - kości gnu 1 park Mikumi - kości gnu 2 park Mikumi - przy wodopoju 1 park Mikumi - przy wodopoju 2 park Mikumi - drzewo i żyrafa park Mikumi - słonie 3 park Mikumi - słonie 4 park Mikumi - słonie 5 park Mikumi - słonie 6 park Mikumi - słonie 7 park Mikumi - słonie 8 park Mikumi - słonie 9

29.09.2005 Dobrze spałem, lepiej się czuję – nie mam gorączki, brzuch mniej boli. Mimo to postanawiamy iść do lekarza – wybieramy Regency Medical Centre, bo jest w miarę blisko. Przyczepia się do nas jakiś naganiacz. Chcemy wymienić pieniądze w pierwszym napotkanym biurze. Każą nam czekać, aż doniosą szylingi. Potem okazuje się, że jednak nie mają wystarczającej sumy. Szukamy hotelu Royal Palm, gdzie podobno jest kantor. W końcu wymieniamy w kantorze w hotelu Mowenpick – kurs troszkę gorszy. W hotelu klimatyzacja, super elegancko . Potem idziemy do biura Coastal Travel obejrzeć ich oferty safari, ale najtańsze są za ok. 300$ od osoby. W innym biurze jeszcze droższe. W Easy Travel proponują nam 210$ od osoby za 2 dni i 1 noc w Parku Narodowym Mikumi. Idziemy do kliniki. Płacę 500 Tsh za otwarcie rejestru i 3000 Tsh za wizytę u lekarza. Lekarz bada mnie stetoskopem przez koszulkę i obmacuje brzuch na siedząco. Wypytuje o różne rzeczy i zleca badania. Idziemy do laboratorium, ( jest całkiem OK, ma strzykawki jednorazowe i probówki próżniowe ). Za badania płacę 16500 Tsh. Wracamy do hotelu, po drodze odwiedzamy jeszcze biuro podróży niedaleko hotelu. Chcą 560$ za 2 osoby za safari w Mikumi, ale są gotowi do negocjacji. Idziemy na internet, sprawdzamy biuro Easy Travel – wygląda poważnie, jest w oficjalnym rejestrze. Odbieramy wyniki badań, przyjmuje nas inny lekarz, też Hindus zresztą. Orzeka, że wszystko jest w porządku, nie mam malarii. Gdy się dowiaduje, ze Ola jest lekarzem, to się z nią konsultuje. Przepisuje mi jakieś lekarstwo na katar – wykupujemy je za 2000 Tsh w aptece przy klinice. Biorę faktury, może mi coś zwrócą z ubezpieczenia. Idziemy do Easy Travel, i negocjujemy cenę 400$ za 2 osoby do Parku Narodowego Mikumi. Musimy zaczekać pół godziny na potwierdzenie noclegu i samochodu, wiec idziemy się przejść – kupujemy wodę w supermarkecie i pijemy fantę w eleganckiej knajpie City Garden ze śmiesznymi figurami dzikich zwierząt. Wracamy do Easy Travel - wszystko potwierdzone – płacimy 400$, jedziemy następnego ranka. Wracamy w okolice hotelu i jemy obiadokolację w Chef’s Pride – rybę grilowana i gotowaną (King Fish) po 4000 Tsh za porcję – bardzo smaczna. Włóczymy się po okolicach hotelu, trochę błądzimy. Rozmawiamy z hinduskim właścicielem sklepu, pytamy gdzie można kupić alkohol. Znajdujemy stragan z alkoholami ( amarula – 14000 Tsh ). Nastepnego dnia o  8.30 ma przyjechać przewodnik i zabrać nas na safari. Spóźnia się, tłumaczy, że to z powodu korków. Jedziemy przez miasto, a potem mijamy plantacje kokosów, drzew mango i sizalu ( zaczęły powstawać w 1935 r., ale obecnie znikają z powodu małego popytu ). Dojeżdżamy do hotelu Genesis w Mikumi. Na powitanie dostajemy szklankę zimnego soku i pokój z dwoma  podwójnymi łóżkami w bungalowie. Po jedzeniu wyruszamy do parku. Opryskują nasz samochód płynem przeciwko muchom. Jeździmy po parku. Widzimy bawoły, trochę impal, hipopotamy w małym zbiorniku wodnym, krokodyle – jednego dużego i dwa zupełnie małe (młode), stado zebr i gnu, rodzinę słoni. Gdy wracamy musimy przejechać blisko słonicy z młodym (bo stoi przy drodze), samica denerwuje się, ale szybko odjeżdżamy. Piękne krajobrazy sawanny, ale zwierząt niezbyt dużo. Kolacja „przy świecach”, ja jem stek, Ola coś warzywnego, pijemy piwo (1500 Tsh za butelkę Kilimandżaro lub Safari – sami płacimy za napoje). Następnego ranka wstajemy o 5.45, czekamy chwilę na kierowcę i znowu  jedziemy do parku. Tym razem wjeżdżamy dużo dalej – widzimy stada gnu, bawołów, zebr, słonie, kości gnu i sępy przy nich. Niestety nie widzimy lwa. Za to żyrafy i guźce. W drodze powrotnej do bramy  parku psuje się nam samochód. Najpierw kierowca naprawia go, ale gdy potem stajemy zrobić zdjęcie rodzinie słoni z malutkim słoniątkiem, to już nie możemy ruszyć. Dość długo czekamy – kierowca gdzieś dzwoni przez komórkę. Podjeżdżamy do bramy parku autobusem z turystami ze Szwecji i miejscowymi. Po jakimś czasie kierowca dołącza do nas i łapiemy na drodze jakiś pickup do hotelu. Jemy późne śniadanie (jest już 12.00), a kierowca ma dowiedzieć się o autobus. Przybiega w trakcie śniadania i krzyczy, że właśnie złapał jakiś autobus na drodze, dziwi się, że nie jesteśmy spakowani. Wściekam się na niego, kończymy śniadanie i pakujemy się. Kierowca rozmawia przez komórkę ze swoim szefem i proponuje nam albo jeszcze jeden nocleg w hotelu i powrót innym samochodem jutro, albo powrót dzisiaj autobusem. Wybieramy autobus, ale jesteśmy wściekli. Kierowca zatrzymuje jakiś autobus, płaci za nasze bilety i daje nam 10000 Tsh na taksówkę do hotelu. Do Morogoro siedzimy na schodkach z powodu tłoku, potem dostajemy miejsca siedzące. Autobus jest dość kiepski i bardzo zatłoczony. Dojeżdżamy do dworca Upanga w Dar-es-Salaam. Nasze plecaki są bardzo brudne, mój w jakimś smarze. Taksówka do hotelu kosztuje 8000Tsh ( taksówkarz nam wyliczył 1km=1000tsh ). W hotelu pan z obsługi wnosi plecak Oli – dajemy mu 500 Tsh ( tak jak poprzednio). Idziemy do Chef’s Pride – bierzemy ryby, ja King Fish z barbecue, Ola po hindusku; napoje, sałatka owocowa – razem płacimy 12600 Tsh.

widok na Dar es Salaam z promu na Zanzibar widok z promu na Zanzibar 1 widok z promu na Zanzibar 2 widok z promu na Zanzibar 3 widok z promu na Zanzibar - dhow widok z promu na Zanzibar - rybacy 1 widok z promu na Zanzibar - rybacy 2 Zanzibar - dhow widok na Zannzibar z morza Zanzibar - ogrody Forodhani 1 Zanzibar - ogrody Forodhani 2 Zanzibar - Dom Cudów - działa. Zanzibar - widok z Domu Cudów Zanzibar - Dom Cudów Zanzibar - Dom Cudów - Ola Zanzibar - Dom Cudów - ja Zanzibar - Dom Cudów - historyczne samochody Zanzibar - Dom Cudów - kot Zanzibar - Dom Cudów - samochód Zanzibar - Dom Cudów - napis na samochodzie Zanzibar - Dom Cudów - widok Zanzibar - amfiteatr w cytadeli Zanzibar - cytadela Zanzibar - pałac sułtana Zanzibar - nadbrzeże Zanzibar - odrestaurowany dom Zanzibar - drzwi 1 Zanzibar - drzwi 2 Zanzibar - drzwi 3 Zanzibar - drzwi 4 Zanzibar - drzwi 5 Zanzibar - dziecko Zanzibar - orkiestra uliczna Zanzibar - plantacja Zanzibar - drzewa mango Zanzibar - kardamon Zanzibar - gożdziki Zanzibar - mrowisko Zanzibar - kwitnące banany Zanzibar - owoce jackfruit Zanzibar - pieprz Zanzibar - owoc kakaowca Zanzibar - wanilia Zanzibar - jaskinia niewolników Zanzibar - plaża 1 Zanzibar - plaża 2 Zanzibar - plaża 3 Zanzibar - plaża 4 Zanzibar - plaża Nungwi 1 Zanzibar - plaża Nungwi 2 Zanzibar - plaża Nungwi 3 Zanzibar - plaża Nungwi - dhow 1 Zanzibar - plaża Nungwi - dhow 2 Zanzibar - plaża Nungwi - ja 1 Zanzibar - plaża Nungwi- ja 2 Zanzibar - plaża Nungwi - łódź Zanzibar - plaża Nungwi - Ola 1 Zanzibar - plaża Nungwi - Ola 2 Zanzibar - plaża Nungwi - Ola 3 Zanzibar - plaża Nungwi - Ola 4 Zanzibar - plaża Nungwi - rozgwiazda Zanzibar - plaża Nungwi - rybak Zanzibar - plaża Nungwi - skacząca Ola  1 Zanzibar - plaża Nungwi - skacząca Ola 2 Zanzibar - plaża Nungwi - skaczący ja Zanzibar - plaża Nungwi 4 Zanzibar - plaża Nungwi - Ola i ja Zanzibar - uliczki 1 Zanzibar - uliczki 2 Zanzibar - uliczki 3 Zanzibar - skaczące do wody dzieci Zanzibar - uliczki 4 Zanzibar - uliczki 5 Zanzibar - uliczki 6 Zanazibar - uliczki 7 Zanzibar - w bramie Zanzibar - widok z hotelu 1 Zanzibar - widok z hotelu 2 Zanzibra - centrum Kamiennego Miasta Zanzibar - hotel - tradycyjne łóżko Zanzibar - hotel - tradycyjne łóżko - detal 

2.10.2005 Rano idziemy kupić bilety na prom na Zanzibar. Kupujemy w jakimś stoisku na wolniejszy prom Aziza, bo podobno dzisiaj Flying Horse nie pływa. Bilety kosztują nas 20$ od osoby. Sprzedający namawia nas do kupienia biletów powrotnych na szybszy prom – po 35$. Namawia nas także na zarezerwowanie noclegu w Jambo Guest House – 10$ od osoby. Chce abyśmy mu coś zapłacili za pokój tytułem przedpłaty – my chcemy zrezygnować, wiec już nas nie namawia, tylko rezerwuje nam pokój przez komórkę. Wracamy do hotelu, jemy śniadanie  i przed 11.00 wychodzimy z plecakami do portu. Zachodzimy na miejsce, gdzie ludzie czekają na prom, ale okazuje się , że na inny (Flying Horse, który odpływa po południu), a Aziza stoi gdzie indziej. Jakiś człowiek przyczepia się do nas i prowadzi nas do Azizy, chce potem za to pieniędzy, ale nic mu nie dajemy. Na promie są różne klasy, my jesteśmy w I – klimatyzacja, TV, wygodne kanapy. III klasa to po prostu ławki na pokładzie – w większości osłonięte przed słońcem. Ruszamy, trochę śpię. Po ok. 2 godzinach raptem zawracamy – okazuje się, że ratujemy rozbitków z wywróconej łodzi rybackiej. Rzucają im koło ratunkowe i wciągają na pokład. Mocno kołysze, nie za dobrze się czuję. Potem trochę się uspokaja. Płyniemy bardzo długo – 6 ½ godziny (miało być 3 ½ ). Wreszcie zawijamy do portu. Tłum zaczyna opuszczać prom – trochę to trwa, wiele osób ma liczne paczki i tobołki. Ktoś z hotelu już na nas czeka. Zabierzemy jeszcze jakąś parę Niemców. Musimy wypełnić karty wjazdowe i podstemplować paszporty w Immigration. Pokój jest całkiem przyjemny., ale okazuje się, że hotel zamykają z okazji Ramadanu i nie będziemy mieli gdzie spać w ostatnią noc pobytu. Postanawiamy rano przenieść się do innego hotelu – od razu idziemy do pobliskiego Flamingo i rezerwujemy pokój na następny dzień – za 20$ dostajemy mały pokój ale z łazienką. Potem idziemy do Forodhani Gardens, żeby coś zjeść. Przez labirynt uliczek prowadzi nas mały chłopczyk ( spytaliśmy kogoś o drogę i posłał z nami tego chłopca ) – dajemy mu 500 Tsh. Forodhani Gardens to rodzaj skweru na nadbrzeżu. Wieczorem rozstawiają się tam stragany z jedzeniem, które od razu  grilują – kupujemy King Fish (po 1000 Tsh), ciapatę (po 500 Tsh) i colę (po 500 Tsh). Ja jem jeszcze grilowanego banana za 1000 Tsh. Trochę spacerujemy i podziwiamy malownicze widoki, a potem wracamy do hotelu. Gubimy się w uliczkach, ale w końcu odnajdujemy drogę. Rano przenosimy się do hotelu Flamingo. Zaczynam się dopytywać o różne wycieczki i od razu wykupujemy „spice tour” za 10$. O 9.30 przychodzi pan i prowadzi nas do biura.. Podobno było zbyt dużo chętnych i muszą podstawić drugi samochód. Robimy zdjęcia ładnych drzwi w okolicy. Po 10.00 przyjeżdża po nas mini-ciężarówka z ławeczkami. Jedziemy poza miasto na plantację przypraw. Tam dołączamy do dużej grupy ( czeska wycieczka z przewodniczką) . Oglądamy różne rośliny: drzewa mango, lemon grass, imbir, pieprz (rośnie na innych drzewach, ale nie jest pasożytem). Cztery rodzaje pieprzu otrzymuje się poprzez różne suszenie i gotowanie. Widzimy też kardamon ( nasiona na kłączach ), cynamon ( kora, używa się także liści ), gałkę muszkatołową (używa się lokalnie jako napoju stymulującego np. przy tańcach na weselach), maniok (kłącza je się jak ziemniaki, liście jak szpinak), ylang-ylang ( pachnące słodkawo liście, podobno rozrzucone wraz z jaśminem w sypialni kobiety oznaczają „zielone światło” dla mężczyzny ), różowe grejpfruty ( w ich liściach czerwone mrówki budują swoje mrowiska ), banany, goździki ( kiedyś główna uprawa na Zanzibarze, przynosząca ogromne dochody; obecnie ceny spadły wskutek konkurencji z Azji ). Oglądamy także drzewo chininowe, jego kora leczy wiele chorób, także choroby skóry. Potem jedziemy do łaźni sułtana (zażywał tam kąpieli, gdy odwiedzał swoje plantacje). Po drodze oglądamy jeszcze plantacje kawy i wanilię ( jest uprawiana na rynek miejscowy, bo musi być zapylana ręcznie pałeczkami z włókien kokosa; pochodzi z Ameryki Południowej, gdzie zapylają ją specjalne motyle; podobnie jak pieprz rośnie na innym drzewie ) oraz hennę ( prawdziwa henna – potrzebne cztery malowania, aby osiągnąć czarną barwę, ale trzyma nawet 2 miesiące, henna kupiona w sklepie, sztuczna – tylko 2 tygodnie ). Potem odbywa się degustacja różnych owoców: kakaowca, ogromnego jackfruita, gorzkich pomarańczy, kwaśnego starfruita w kształcie gwiazdy, a następnie jemy „lunch”– ryż z kardamonem i warzywami. Wcześniej odwiedzamy sklepik z przyprawami ( woreczek przypraw 500Tsh, szafran 2000Tsh, zestaw herbatek 1500Tsh ). Po jedzeniu zawożą nas do sztucznej jaskini, gdzie trzymano niewolników po wprowadzeniu zakazu niewolnictwa ( handlowano nimi nielegalnie ) – wstęp 1000Tsh. A na koniec udajemy się na plażę – niewielką, ale całkiem ładną. Ola się kąpie, zbieramy muszelki i kawałki korala. W drodze powrotnej częstują nas jeszcze kokosem. Kokos ma różne nazwy zależnie od stopnia dojrzałości. Z trochę starszego pije się mleczko i je miąższ – takim owocem nas częstują. Wracamy do Stone Town. Wysadzają nas przy biurze. Trochę błądzimy, ktoś nas podwozi. Gdy wychodzimy na taras na dachu naszego hotelu ( tu – na samej górze mamy pokój i tu znajduje się kuchenka i stołówka ) spotykamy parę Australijczyków – z pochodzenia Polaków, którzy też mieszkają w tym hotelu. Wyemigrowali z Polski w latach 80-ych. Rozmawiamy z nimi, a potem wspólnie idziemy do Forodhani Gardens. Tam tym razem jem homara – kosztuje 3000Tsh ale jest bardzo smaczny. Robi się niemiła sytuacja, bo od naszych znajomych  sprzedawcy chcą zawyżonych cen za proste wegetariańskie dania. Ostro protestują i w końcu płacą mniej. Po odejściu z ogrodów  dogania nas jakiś facet i twierdzi, że nie zapłaciliśmy za napoje. Okazuje się, że to ktoś z obsługi nie oddał mu pieniędzy za naszą colę. Jest piękny wieczór więc idziemy jeszcze razem na piwo do Sweet & Easy ( drogo – 1 butelka 1800Tsh ) i rozmawiamy.
4.10.2005 Wstajemy, jemy śniadanie i idziemy do miasta. Najpierw kupujemy pamiątki – negocjujemy cenę tykw z 35$ za 1 sztukę do 13 000 Tsh za dwie sztuki. Potem idziemy zwiedzać Stone Town. Najpierw odwiedzamy „Dom Cudów ( wstęp kosztuje 3000Tsh ). W środku są różne wystawy prezentujące historię i sztukę Zanzibaru. Największe wrażenie robi stojąca w wysokim holu replika łodzi, którą żeglowano po Oceanie Indyjskim, wykonana bez jednego gwoździa. Ciekawa jest też wystawa pokazująca wystrój typowego domu zanzibarskiego w XIX w. Potem idziemy obejrzeć Stary Fort ( wejście bezpłatne ) i włóczymy się po krętych uliczkach. Kupujemy następne pamiątki: torebkę z sizalu za 6000Tsh, dwie hebanowe miseczki za 3500 i 6000Tsh. Potem idziemy jeszcze do Muzeum Pałacowego (dawny pałac sułtana), ale nie zwiedzamy go w środku. Oglądamy też odnowiony przez fundację Aga Khana dawny dom celny w hinduskim stylu. Niedaleko jest restauracja Mercury’s Zanzibar, podobno gdzieś w pobliżu urodził się Freddy Mercury. Idziemy zjeść do Dolphin Restaurant  dość tanią ( ale nie najsmaczniejszą ) rybę z ryżem. Wieczorem idziemy do Forodhani Gardens, kupujemy jednego dużego homara na spółkę za 5000Tsh. Potrawa nie smakuje Oli. Rzeczywiście ma trochę dziwny smak, więc nie kończymy go. Wracamy do hotelu, płacimy za nocleg i za jutrzejszy wyjazd na plażę Nungwi – 10$ za dwie osoby.
5.10.2005 Wstajemy rano. Trochę boje się czy będzie śniadanie, bo dzisiaj zaczął się ramadan, ale nie ma problemów. O 8.00 prowadzą nas do minibusu, który zawiezie nas na plażę. Trochę czekamy na innych pasażerów, ale o 9.30 jesteśmy na miejscu. Tam mówią nam, że „shared taxi” wracają o 10.30. To dla nas za wcześnie, chcemy pobyć dłużej na plaży, decydujemy się więc na powrót zwykłymi minibusami „miejskimi”. Ale zjawia się jakiś taksówkarz, z którym umawiamy się na powrót do miasta za 10$ o 13.00. Idziemy na plażę. Na brzegu nawisy z koralowców i biały drobny piasek. Woda przejrzysta, kilka metrów od brzegu zaczynają się ostre skały rafy koralowej. Pływając kaleczymy się o nie, Ola wbija sobie w stopę kawałek igły jeżozwierza. W wodzie przy brzegu leżą piękne czerwone rozgwiazdy. Trochę chodzimy, trochę taplamy się w wodzie. Przed 13.00 wracamy do knajpki i pijemy piwo(1500Tsh). W turystycznej części miasteczka nie widać ani śladu ramadanu. Ponieważ nasz taksówkarz przywiózł jakichś ludzi z lotniska, musimy czekać, bo wozi ich żeby wybrali sobie hotel – trochę to trwa. W końcu wyruszamy około 14.00. Taksówkarz wysadza nas koło portu. Wracamy do hotelu. Czuję, że się spaliłem. Biorę aspirynę. Myjemy się i idziemy coś zjeść. Dzisiaj nie jest łatwo, bo część knajp jest pozamykana, a w innych dość drogo. Ja wracam do hotelu, Ola idzie się jeszcze przejść. Po drodze spotyka faceta, który proponuje kurs języka kiswahili (5$ za 5 godzin). Kurs kończy się egzaminem i dostaje się certyfikat. Po powrocie Oli postanawiamy pójść do Forodhani Gardens.  Po zapadnięciu zmroku ulice zupełnie się wyludniły, więc czekamy, aż się wszyscy najedzą. W ogrodach mniej ludzi,  są tam głównie turyści. Kupujemy king fish – 2 porcje + ciapaty + sałatka za 3000Tsh + 2 cole za 1000Tsh. Źle się czuję. Wracamy do hotelu, biorę coś przeciwko gorączce. Następnego ranka nadal nie czuję się najlepiej. Pakujemy się, płacimy za ostatnią noc 20$. Pan zamówił nam taksówkę – za przejazd do portu płacimy 3000Tsh. Przechodzimy przez Immigration, przy wejściu na prom kontrola. Zjawiają się też „polscy” Australijczycy, którzy mieszkali w naszym hotelu. Ruszamy – prom płynie szybko. Na początku jest dobrze., ale potem prawie wszyscy mają nudności. Dopływamy na miejscu po prawie 2 godzinach.

Dar es Salaam Dar es Salaam - ulica 1 Dar es Salaam - ulica 2 Dar es Salaam - ratusz Da es Salaam - wieża zegarowa Dar es Salaam - pomnik Askari Dar es Salaam - pomnik wolności Dar es Salaam - w parku

6.10.2005  Żegnamy się z Polakami z Australii – Jadwigą i Zenkiem. Łapiemy taksówkę do hotelu –za 1500 Tsh. Taksówkarz namawia nas usilnie, abyśmy zamówili u niego kurs jutro na lotnisko. W hotelu odpoczywamy, a potem idziemy do miasta. W biurze Swiss potwierdzamy naszą rezerwację, potem kupujemy jeszcze pamiątki: trzy drewniane małpki za 6000 Tsh. Na straganie z alkoholem kupujemy tanzańską whisky „Chesterfield” – 2 butelki po 5000 Tsh, Amarulę – 0,5l za 9000 Tsh i 2 malutkie "małpki" amaruli po 1000 Tsh. Odnosimy zakupy do hotelu, a potem idziemy do Chef’s Pride.
7.10.2005 Po śniadaniu idziemy na internet, wczoraj nie zdążyliśmy, bo pan musiał iść na wieczorną modlitwę do meczetu. Zostawiamy bagaże w recepcji. Idziemy do centrum Nyaraame, gdzie lokalni artyści sprzedają swoje wyroby. Kupujemy mały bębenek za 5000Tsh i 3 saszetki po 2000 Tsh. Potem idziemy do Shoprite. Przed bankiem koło sklepu zamieszanie, pan z karabinem nie chciał nas przepuścić, przeszliśmy druga stroną ulicy. Kupujemy wódkę Konyagi.. Potem po raz ostatni idziemy zjeść do Chef’s Pride – zamawiamy King Fish. Idziemy na przechadzkę uliczkami niedaleko hotelu. Chcemy wejść do zadbanego parku z pomnikiem odzyskania niepodległości, ale okazuje się, że jest zamknięty, nikogo tam nie ma , nie widać nawet ławek. Siedzimy trochę w parku obok, który jest dostępny dla ludzi, ale za to brudny i zaniedbany. Wracamy do hotelu i czekamy na taksówkę. Pan zajmujący się Internetem niecierpliwie czeka na zmierzch i możliwość jedzenia. Taksówkarz jest punktualnie i podróż mimo korków trwa ok. 30 min – płacimy 10000 Tsh. Nie wpuszczają nas do budynku lotniska, bo jeszcze nie zaczęła się odprawa. Czekamy na ławeczkach przed budynkiem, a wraz z nami coraz więcej pasażerów, którzy też nie zostali wpuszczeni. Wymieniam szylingi tanzańskie na dolary. Gdy nas wpuszczają okazuje się, że nasz samolot ma opóźnienie z powodu mgły w Zurichu oraz że musimy zapłacić 8$ dodatkowej opłaty za „bezpieczeństwo”,  nie wliczonej w cenę biletu. Kłócę się, ale w końcu płacimy. Musimy ponownie wypełnić karty wyjazdowe, bo poprzednie zgubiła kobieta z obsługi lotniska. Przechodzimy odprawę paszportową i czekamy na otwarcie bramki. Robimy zakupy w sklepie wolnocłowym. Ogłaszają 2 razy, żeby wchodzić do poczekalni przy bramce, ale człowiek z obsługi nikogo nie wpuszcza i każe czekać. W sklepie jakaś pani łamaną polszczyzną dziwi się, że w Tanzanii spotyka kogoś mówiącego po polsku.. Wreszcie wpuszczają nas do poczekalni a potem do samolotu. Wylatujemy o 22.30. Wpierw spryskują luki bagażowe czymś na owady (przeciwko malarii). Mamy międzylądowanie w Nairobi. Jemy bardzo późna kolacje (ok. 1.00) i bardzo wczesne śniadanie.
 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011