Peru
Strona domowa W górę

Katedra w Arequipa Klasztor św. Katarzyny 1 Klasztor św. Katarzyny - dziedziniec pomarańczowy mapa kanionu Colca kanion Colca 1 kanion Colca 2 kanion Colca 3 kanion Colca 4 Cruz de Condor

 

 

 

28.06.2000 dotarliśmy do Tacny z Chile. Nasz taksówkarz za niewielkim napiwkiem ( 7 soli od osoby ) pomaga nam w zakupie biletów na autobus do Arequipy ( kosztuje 20 soli ). Wymieniamy dolary po kursie 1$ = 3,45 sola. Po drodze mamy kontrolę celną ( już za miastem ). Widzimy przepiękna pustynię i białe czapy wulkanów. Po 6 godzinach jazdy docieramy na miejsce. Od razu kupujemy bilety do  Cabanaconde ( kanion Colca ) za 15 soli od osoby. W Arequipie śpimy w hotelu  El Rayo ( 12 soli od osoby ). W mieście zwiedzamy klasztor Santa Catalina ( św. Katarzyny ), wzniesiony w XVI w. Było to kiedyś praktycznie samodzielne miasto za murami, w którym żyło 450 sióstr. Obecnie można za 12 soli obejrzeć większą jego część. Przepiękne korytarze i dziedzińce są naprawdę warte obejrzenia. Później idziemy na Plaza de Armas, centralny plac, nad którym góruje wspaniała katedra ( niszczona przez pożary i trzęsienia ziemi - niesamowita na zewnątrz i mało ciekawa w środku ). Nad katedrą widać ośnieżone wierzchołki wulkanów. W Museo Santuarios Andinos ( 15 soli i 5 soli dla przewodnika ) można obejrzeć mumie dziewczynek, składanych w czasach Inków na ofiarę dla bogów na szczytach wulkanów. wieczorem wymieniamy  czeki podróżne po kursie 1$ = 3,44 sola w Interbanku. Kolacja kosztuje 8,5 sola ( hamburger z frytkami i mate de coca ), Internet 2,5 sola / h.. Następnego dnia wyruszamy do kanionu Colca o 4:00 rano. Po 4,5 godziny jazdy przez przepiękne i przeraźliwie zimne okolice docieramy na miejsce. W Hotel Fuerto płaci się 8 soli od osoby, w dość prostym, ale miłym wnętrzu. Dostajemy mapkę kanionu i wyruszamy w dół. Zejście  zajmuje 2,5 h, mijamy miejscowych z osiołkami, widoki na kanion są niesamowite. Gdy słońce zaczyna operować, robi się niesamowicie gorąco. Na dole jest camping Oasis i most nad rwącą rzeką. Niestety marsz w ostrym słońcu z odkrytą głową zrobił swoje i dostaje udaru. Czuję się fatalnie i zostaje na noc na dole. Jest całkiem przyjemnie, nocleg ze śniadaniem kosztuje 20 soli. Z samego ranka wyruszam do góry. S ławek wychodzi do mnie z wioski, ale i tak ostatni odcinek muszę przejechać na mule. Bardzo żałuję, że nie mogłem iść wczoraj - Sławek widział kondory z bardzo bliska. W hotelu szybko dochodzę do siebie, jem pieczeń z alpaki za 5 soli. Oglądamy miejscową fiestę - tańce przy bardzo hałaśliwej muzyce. W nocy przeżywamy niewielkie trzęsienie ziemi. Z samego rana ( 4:30 ) jadę do Cruz de Condor. Jestem pierwszy( o 6:00 ) i w przeraźliwym zimnie czekam na pojawienie się ptaków. Dopiero po pól godzinie widzę pierwsze kondory, a później dalsze. Niektóre podlatują całkiem blisko, choć nie tak, jak w kanionie. O 8:30 łapię autobus do Chivay ( 3 sole ). Tam jemy obiad ( 8 soli za całkiem dobrą rybę ). Miasteczko jest ładne i czyste. Stamtąd wyruszamy o 12:30 i po 3 godzinach wracamy do Arequipy ( 12 soli ). Tam kupujemy bilety na nocny autobus do Nazca linią Cruz del Sur  ( 25 soli ). W międzyczasie jedziemy do miasta ( taksówka z dworca do miasta 3 sole - jako taksówki jeżdżą głównie Daewoo Tico ) i jemy tanio w tzw. kurczakarni ( 5 soli za ćwiartkę kurczaka z frytkami i napojem ). Żeby wejść do autobusu trzeba opłacić specjalna opłatę dworcową ( 1 sol ) i okazać ja przy wejściu z dworca do autobusów ( później przekonam się  jest to typowe w krajach tego rejonu świata ). Część pasażerów jedzie na stojąco tą 10 godzinną podróż. 

Mumia z Nazca 4 Mumia z Nazca 2 Mumia z Nazca 1 Mumia z Nazca 3 mapa lini w Nazca Nazca - lotnisko Nazca - pajak Nazca- koliber Nazca-kondor Nazca - drzewo) samolot z Nazca

Około 6:00 rano docieramy do Nazca. Tutaj łapie nas pewien naganiacz i sprzedaje przelot nad słynnymi liniami oraz zwiedzanie starożytnego cmentarza za jedyne 50$. Ponieważ chmury są nisko zaczynamy od przejazdu na cmentarz Chauchillo ( starym, ledwie poruszającym się samochodem amerykańskim ). Są tam liczne groby i mumie ludu Nazca. Ponieważ rabusie rozkopywali groby w poszukiwaniu złota, wszędzie porozrzucane są ludzkie kości. Jak w wielu kulturach przedandyjskich ludzi chowano w pozycji "płodowej", zawiniętych w płótno. po zwiedzeniu cmentarza wracamy do miasta i oglądamy pokaz wyrobu "starożytnej" ceramiki ( może coś kupimy ) i wydobycia złota ( "dobrowolny" datek 1 sola ). Wreszcie pogoda poprawia się i możemy zrealizować najważniejszy punkt programu. Lecimy małym samolotem - 5 osób i pilot. Samolotem trochę rzuca, ale widzę rzeczywiście większość tajemniczych linii. Czy ich twórcami był starożytny lud Nazca, czy kosmici :-). Cały lot trwa około 45 minut.
Paracas-kandelabr Paracas-lwy morskie 1 Paracas-lwy morskie 2 Paracas-lwy morskie 3 Paracas-lwy morskie 4 Paracas-lwy morskie 5 Paracas-lwy morskie 6 Paracas-ptaki Paracas-kormoran Paracas-klif Paracas-duzy klif Paracas-katedra 1 Paracas-katedra 2Paracas-katedra 3 Paracas-ptaki 2 Po wylądowaniu jedziemy do Ica ( 5 soli ), a potem do skrzyżowania drogi "panamericana" z odgałęzieniem do Pisco. Przejazd do miasta kosztuje nas 1 sola. Budzimy duże zainteresowanie u czarnoskórego "konduktora" ( w okolicy znajduje się wioska czarnoskórych ). Znajdujemy całkiem fajny hotel Comercial za 10 soli od osoby z prywatną łazienką, niedaleko od Plaza. Wykupujemy wycieczkę na Islas Ballestas i do Paracas ( 10$ z biurze Zarcillo ). Jem świetna kolację z owoców morza za 7 soli. Korzystam z Internetu w Bill Gates cafe ( :-) ), za 3,5 sola / h. Następnego dnia wyruszamy rankiem na wycieczkę. Niestety jest dość pochmurno, co utrudnia robienie zdjęć. Najpierw płyniemy szybka łódką ( dla nas zabrakło oczywiście kamizelek ratunkowych ) koło tajemniczego kandelabru ( nie wiadomo, czy jest dziełem ludu Nazca, czy XVI wiecznych piratów. Potem docieramy  do wysp - rezerwatu przyrody. Widzimy lwy morskie ( żyją w stadach, każdy samiec ma swój harem samic, ich ryk jest niesamowity ), pingwiny Humbolta, różnego rodzaju kormorany, niesamowite kształty skał, pokłady guana. Po powrocie z wycieczki morskiej jedziemy do parku narodowego Paracas ( wstęp 5 soli ). W miejscowym muzeum ( 2 sole ) można obejrzeć między innym zdeformowane głowy ( ludy miejscowe nadawały swoim czaszkom przeróżne kształty za pomocą deszczułek ). Z bardzo daleka oglądamy flamingi, a potem jedziemy do tzw. "katedry" - skały fantazyjnie wyrzeźbionej przez morze. Daleko w morzu pluskają delfiny, nad skałami szybują ptaki. Oglądamy jeszcze mała lagunę i wracamy do miasta. Tam kupuję i wysyłam pocztówki do Polski ( znaczek 2,64 sola ) oraz odbieram pranie ( 17 soli ). Nabywamy bilet do Limy w biurze "San Martin" ( 10 soli ). Wyjeżdżamy następnego dnia rano i po 4 godzinach jesteśmy na miejscu.

Lima-pałac prezydencki Lima-katedra Lima-Muzeum Złota - nóż ceremonialny kultury Chimu Lima-pomnik Pizarra 

Dzielnica, w której wylądowaliśmy jest niezbyt ciekawa. Taksówka za 6 doli zawozi nas do hotelu Wiracocha. Pokój dwuosobowy z łazienką kosztuje tu 35 soli, a sam hotel znajduje się tuż przy Plaza de Armas. Kupujemy pobliskim biurze Fertur Peru bilety lotnicze do Iquitos ( 59$ ). Na Plaza, przed pałacem prezydenckim, trwa właśnie kolejna demonstracja przeciwko prezydentowi Fujimori, w pobliskich zaułkach widać liczne oddziały prewencji, gotowe do interwencji. Główną budowlą jest katedra, niestety ( miejscowym zwyczajem ) zamknięta. Przechodzimy głównym deptakiem Jirion de la Union do Plaza San Martin. Jest on zatłoczony, po obu stronach mieszczą się banki, eleganckie sklepy, fastfoody ( w KFC zestaw kosztuje 10 soli, lód 1,5 sola ). Bierzemy taksówkę ( 15 soli ) i jedziemy do Mueum Złota. Mieści się ono w eleganckiej  dzielnicy, wstęp kosztuje 20 soli. W środku wyroby ze złota, ceramika ( dużo wyrobów o tematyce seksualnej ), tkaniny, mumie. W tym samym budynku mieści się Muzeum Tkanin i Muzeum Broni, w którym zgromadzono eksponaty od zbroi japońskiego samuraja po karabiny Kałasznikowa, elementy munduru esesmana i  mundury galowe generałów Franco i Pinocheta. Wszystko jest ciekawe, ale robi wrażenie ogromnego bałaganu. Przy muzeum znajdują się sklepiki z różnego rodzaju pamiątkami ( pocztówka 1 sol, mały posążek lamy - 3-7 soli, miedziane talerze 15 soli ). Wracamy na Plaza San Martin, a stamtąd na Plaza de Armas. Oglądamy pomnik Pizarra. Ktoś proponuje mi zakup trawki, więc szybko się oddalamy. Próbujemy dowiedzieć sie czegoś o możliwość przejazdu koleją Malinowskiego , ale niestety stacja kolejowa jest zamknięta, a cieć informuje nas, że taka podróż jest niemożliwa. Dość smaczna kolacja w knajpce "Machu Picchu" to wydatek 12 soli. Następnego dnia rano jedziemy taksówką na lotnisko ( 15 soli, oczywiście taksówka to Tico ). Lotnisko krajowe jest dość proste, choć czyste. Do samolotu na płycie idzie się na piechotę( wcześniej trzeba zapłacić opłatę lotniskową ). Hamburger i lody w barku kosztują 19 soli. Lecimy liniami AeroContinente samolotem Boeing 737. Podróż trwa 1,5 h, dostajemy niewielki poczęstunek, przelatujemy nad Andami i dżunglą.
Iquitos-żelazny dom Iqiutos-ulica Iqiutos-widok na Amazonkę Iquitos-autobus Iqiutos-Belen 1 Iqiutos-Belen 2 Iqiutos-Belen 3 Iqiutos-Belen 4 Iqiutos-Belen 5 Amazonia-dżungla 1 Amazonia-dżungla 2 Amazonia-na lianie Amazonia-papuga Amazonia-hamak Amazonia-kurczaki dżungli Amazonia-papugi Amazonia-leniwce Amazonia-anakonda 1 Amazonia-anakonda 2 Amazonka-zachód słońca 1 Amazonka-zachód słońca 2 Amazonia-rzeka Rio Negro 1 Amazonia-wioska Indian 1 Amazonia-wioska Indian 2 Amazonia-wioska Indian 3 Amazonia-rzeka Rio Negro 2 05.07.2000 o godzinie 12:30 jesteśmy w Iquitos. Miasto wita nas tropikalna pogodą - jest gorąco i wilgotno. Jacyś naganiacze wiozą nas do hostelu Alfert ( 10 soli od osoby z łazienką ). Mieści się on tuż na skraju dzielnicy na palach Belen i roztacza się z niego przepiękny widok na Amazonkę. Zwiedzamy miasto - centralną Plaza z żelaznym domem ( dzieło Eiffela, tego od wieży, przywiezione z Francji w XIX w, czasach kauczukowej prosperity ). Prawie na każdym kroku ktoś namawia nas na pobyt w "lodgy". W końcu zdecydujemy się wykupić 2 dni za 70$. Kupujemy także bilet powrotny do Limy - linie Taca za 59$. Korzystamy z Internetu  ( szybkie łącze za 3,5 sola / h ) oraz króciutko odwiedzamy dzielnicę Belen, przedzierając się przez błoto. Następnego ranka postanawiam iść do tej dzielnicy. Przez niektórych nazywana jest "Wenecją  Amazonii", przez innych po prostu slumsami. Ktoś proponuje mi przejażdżkę łódką za 5 soli. Część domów, bliżej brzegu, jest na palach. Inne swobodnie pływają po rzece/  Doprowadzony jest prąd elektryczny, główne kanały są oświetlone. Wracam do hotelu, zabieramy plecaki ( zostawiamy je w agencji turystycznej ) i jedziemy na przystań. Tam spotykamy się z Davidem - naszym przewodnikiem. Płyniemy łodzią do "lodgy" około godziny. Razem z nami jedzie cała peruwiańska rodzina - od dzieci do babć. Są to drewniane domki, położone niedaleko brzegu, nad dopływem Amazonki. Na początku robimy mały spacer po okolicznej dżungli - nasz przewodnik opowiada nam o roślinności, oglądamy termity, próbujemy huśtać się na lianie. Wokół naszych domków chodzą różnokolorowe papugi i warczące "kurczaki dżungli". Jedzenie jest bardzo dobre. Po południu płyniemy łódką na drugi brzeg Amazonki do łowcy zwierząt - pokazuje nam złapane leniwce, boa, tarantulę, żółwia i ocelota. Można u niego kupić leczniczy wywar z drzew dżungli, skóry węży ( zależnie od wielkości 40 i 70 soli ), czaszkę małpy. Wracając obserwujemy z oddali pluskające różowe delfiny. Późnym wieczorem wyruszamy na łowienie kajmanów. Widać tylko kilka razy ich czerwone oczy. Za to nocne odgłosy dżungli ( w tym olbrzymich żab "byczych" ) są niezapomniane. Podziwiamy także gwiazdozbiory południowej półkuli - tukana i krzyż południa. Następnego dnia z rana płyniemy rzeką Yanayacu ( Rio Negro - Czarna Rzeka ).Nasza niewielka  łódka zgrabnie przepływa  przez tereny zalane, wśród mangowców, orchidei. Obok nas przelatują bajecznie kolorowe ptaki i motyle. To chyba najpiękniejszy element pobytu w dżungli. Docieramy do wioski Indian Yagua. Są oni dość cywilizowani, ale bardzo biedni. Robią dla nas pokazy tańców ludowych i strzelania zatrutymi strzałkami ( truciznę wyrabia się z trującej żaby, żyjącej w kwiatach orchidei ). Za parę soli można kupić u nich naszyjniki i inne wyroby. Po powrocie mieliśmy łowić piranie, ale okazuje się, że nie ma to sensu i były to tylko obiecanki dla zdobycia klientów.  Na obiad jemy min. palmę ( wygląda, jak zielone spaghetti ), maniok i smażone banany. Przed powrotem mamy okazje obejrzeć jeszcze walkę "kurczaka dżungli" z jadowitym wężem. W drodze powrotnej widzimy Indian pracowicie wiosłujących do Iquitos. Przy  nabrzeżu cumują statki handlowe wiozące ogromne bale drewna oraz okręty wojenne floty peruwiańskiej. Jedziemy na lotnisko, miły lot do Limy ( z poczęstunkiem ). Śpimy znowu w hotelu Wiracocha.
Cordillera Blanca-widok z Huaraz Huaraz-kobieta Cordillera Blanca-widok znad jeziorka Cordillera Blanca-turkusowe jeziorko Cordillera Blanca-Puyas de Raimondi Cordillera Blanca-dolina Cordillera Blanca-lodowiec Cordillera Blanca-widok  Rano jedziemy do Transporte Rodrigez. Stamtąd mamy autobus do Huaraz za 25 soli. Po 9 godzinach jazdy - najpierw nad morzem, potem górskimi serpentynami, docieramy na miejsce. Tutaj wyłapuje nas już jakiś naganiacz. Śpimy w hoteliku El Jacal - 10 soli od głowy ( potem okaże się, że musimy zapłacić 12,5 sola ). Wykupujemy u naszego "opiekuna" ( Jhon - Che ) całodzienną wycieczkę do Pastoruri ( 30 soli ). Dostępne są też wyjazdy do laguny Llanganuco ( widoki gór ) i starożytnego miasta Chavin w tej samej cenie. Kolacja ( kurczak z frytkami i colą ) kosztuje 7 soli, Internet 1 sol za 10 minut Następnego ranka jedziemy na wykupioną wycieczkę.  Najpierw przez pomyłkę chcą nas zabrać w inne miejsce, ale w końcu trafiamy do właściwego minibusu. Opłata za wjazd do Parku Narodowego - 5 soli za dzień. Wpierw dojeżdżamy do źródełka gorącej wody mineralnej. Jest tam niesamowity widok na okoliczne szczyty. Potem oglądamy niesamowite jeziorko z wodą koloru turkusowego i roślinę z rodziny ananasowatych Puyas de Raimondi. Wyglądają niesamowicie, kwitną raz na 100 lat, potem umierają, a ich kwiat sięga 12 m. Stamtąd minibus wspina się do góry, aż dojeżdżamy do Nevado de Pastoruri. Z parkingu wspinamy się do lodowca. Droga jest łatwa, ale wysokość 5300 m n.p.m. robi swoje - oddycha mi się ciężko. Na górze możemy porzucać śnieżkami, niektórzy jeżdżą na nartach. Wejście i powrót zajmują jakieś 2 godziny. Wracając do Huaraz odwiedzamy jeszcze dwie dość nieciekawe jaskinie. Po powrocie kupujemy bilet do Limy w Ekspreso Turismo ( 15 soli - taniej niż w tą stronę ). Po zjedzeniu kolacji, odebraniu plecaków i posiedzeniu w parku na ławce w końcu wyruszamy o 22:00. Siedzenia w autobusie są jeszcze bardziej niewygodne niż zwykle. Rano jesteśmy na miejscu. Tam zmieniamy terminal i autobusem firmy Molina Union wyruszamy za 30 soli do Ayacucho.
Ayacucho-kobieta na targu Ayacucho-dom kolonialny Ayacucho-katedra Ayacucho-ulica Ayacucho-ogłoszenia wyborcze Andahuaylas-kobieta Najpierw jedziemy do Pisco. Tam mamy postój i obiad ( tortilla z groszkiem za 6 soli, duża, ale mało smaczna ). Potem wjeżdżamy w góry ( do 4 800 m n.p.m. ). Krajobraz najpierw jest suchy z małymi jeziorkami. Potem pojawia się więcej zieleni i drzew. Po 18:00 jesteśmy na miejscu Zamieszkujemy w hotelu Huamanga - 30 soli za 2-osobowy pokój z łazienką i ciepłą wodą. Jemy kolację w knajpce Los Alamos ( 9 soli za kanapkę, sok i colę ). Chcemy wykupić wycieczkę do pobliskich ruin z czasów Inków, ale są tylko bardzo drogie wycieczki wynajętym samochodem. Następnego dnia rano budzą nas śpiewy z pobliskiej szkoły ( hymn ? ). Wymieniam czeki w Banco Credito ( kurs 1$ = 3,42 sola ). O dziwo tym razem w Interbanku chcieli prowizję ( czyli każdy oddział ma własną politykę ). Kupujemy bilety na następny dzień do Cusco ( Ayacucho Turs - 45 soli ). Jemy świetne śniadanie na Plaza ( kanapka z miejscowym, ręcznie robionym serem - 2 sole, sałatka z lodami 3,50 sola, sok - 2,50 sola, wszystko wyśmienite ). Oglądamy siedzibę miejscowych władz, mieszczące się w starym, kolonialnym budynku z drzewem pośrodku  dziedzińca. Oglądamy klika kościołów z XVI - XVII wieku. Później idziemy do bardziej odległych dzielnic Nad rzeką, zamienioną w ściek mieszczą się prawdziwe slumsy. Resztę dnia spędzamy na ławce w parku. Słoneczko przyjemnie przygrzewa, a my mamy okazję oglądać uczniów zbierających na biedne dzieci, pucybutów i pogrzeb z orkiestrą. Wieczorem rozpętuje się prawdziwa burza, pierwsza podczas naszego pobytu w Ameryce Płd. Na szczęście szybko przechodzi. Następnego ranka o 5:30 wyruszamy ( okazuje się, że nasz autobus jest firmy Wari Express ... ). Nasza trasa prowadzi przez niesamowite góry, mijamy stada pasących się lam, przejeżdżamy przez wioski z domami krytymi strzechą. Pod wieczór dojeżdżamy do Andahuaylas. Po krótkim odpoczynku i kolacji, przesiadamy się do nowego autobusu. Jest ciasno, okna nie domykają się, jest zimno, a wsiadający Indianie za każdym razem otwierają okna. W nocy pada deszcz i nasze plecaki, jadące na dachu, przemakają. Przejeżdżamy przez Abancay, jedziemy wzdłuż głębokiego wąwozu rzeki i nad ranem docieramy do Cuzco.

Cuzco-Sacsayhuaman 1 Cuzco-Sacsayhuaman 2 Cuzco-Coricancha 1 Cuzco-Coricancha 2 Cuzco-Coricancha 3 Cuzco-katedra Cuzco-kobiety Inca-Trail 1 Inca-Trail 2 przełęcz Warmiwahusca ( Martwej Kobiety ) 1 Inca-Trail 3 Inca-Trail 4 przełęcz Warmiwahusca ( Martwej Kobiety ) 2 Runturacay  Inca-Trail 5 Sayacmarca ( Dominujące Miasto ) 1 Sayacmarca ( Dominujące Miasto ) 2 Las wyłapujący wilgoć z mgły Machu-Picchu we mgle Machu-Picchu 1 Machu-Picchu-tarasy Machu-Picchu-tarasy 2 Machu-Picchu-świątynia Słońca Machu-Picchu - widok 1  Machu-Picchu - widok 2Machu-Picchu-budynki Machu-Picchu 2 Pisac-tańce ludowe w maskach 1 Pisac-tańce ludowe w maskach 2 Pisac-riuny świątyń Ollantayambo-tarasy Ollantayambo-łączenie kamieni Inków 

Po przyjeździe do dawnej stolicy Inków usiłujemy znaleźć jakiś tani hotel. Po drodze spotykamy dwie Polki. Udaje nam się w końcu zamieszkać w małym hoteliku koło Albergue Muncipal ( 10 soli za noc ). Potem idziemy zwiedzać. Miasto jest przepiękne, tylko te strome schody dają się nam we znaki. Wykupujemy trekking na Inca Trail ( 63$ łącznie z wycieczką do Świętej Doliny ) w biurze Top Vacations. Idziemy do inkaskich ruin Sacsayhuaman. Stroma droga ( 40 minut z Plaza ) jest dość męcząca, ale na końcu czeka nagroda - wspaniały widok majestatycznych ruin, gdzie rozegrała się jedna z najważniejszych bitew konkwisty. Wracamy, dzwonię do Polski ( 6 soli /minutę do Europy ) i idziemy obejrzeć piękny kościół Santo Domingo ( wstęp 3 sole ), zbudowany na ruinach Coricancha - najbogatszej świątyni imperium Inków. W środku oglądamy dobrze zachowane pozostałości kaplic słońca, księżyca, gwiazd, piorunów i tęczy. Na środku dziedzińca znajduje się studnia, gdzie każdego ranka słońce "żywiło się" złotem. Wszystkie te budowle były za czasów Inków pokryte złotymi blachami, zrabowanymi i przetopionym później przez ludzi Pizzarra. Tutaj były trzymane zmumifikowane ciała władców. Bloki skalne, z których wykonano budowle, są starannie dopasowane. Później przechodzimy ulicą Loreto, która z obu stron jest otoczona pozostałościami murów z czasów Inków. Wracamy na Plaza i idziemy zwiedzić katedrę. Wcześniej musimy kupić tzw. Boleto Turistico za 10$, uprawniający do wejścia do niektórych zabytków w Cusco i Świętej Dolinie. Katedra jest wspaniała, aczkolwiek mocno zaniedbana. W środku widzimy wspaniałą zakrystię z portretami wszystkich biskupów Cuzco, stary drewniany ołtarz i nowszy - srebrny. Ciekawy jest obraz ostatniej wieczerzy, na którym głównym daniem Chrystusa i Apostołów jest ... świnka morska. Wieczorem idziemy na zakupy - kupujemy tabletki do odkażania wody ( 12 soli za 25 tabletek na 25 litrów wody ) i pamiątki ( figurka erotyczna - 8 soli, typowe peruwiańskie organki - 6 soli, maska - 15 soli ). 
Następnego ranka wstajemy o 5:30 i idziemy pod siedzibę naszego biura podróży. Stamtąd wyruszamy na Inca Trail. Najpierw dobrą drogą do Ollantaytambo, a później słabą do wioski Chilca ( z krótkim postojem na śniadanie  ). Tam, przy stacji kolejowej ( 82 km z Cuzco ), dostajemy  bilety wstępu na szlak ( w cenie trekkingu, kosztują 17$ ) i wyruszamy. Sami niesiemy własne bagaże, nasi tragarze dźwigają namioty i jedzenie. Pierwszy odcinek jest płaski, po około godzinie mamy obiad ( zupa, spaghetti i mata de coca ). Przechodzimy przez wiszący most, jedne ostre podejście i już widzimy ruiny Llactapata - "miasta na górze". Są one wyraźnie podzielone na 3 części - władcy, pospólstwo i terasy uprawne. W pewnej odległości znajduje się wieża dla celów religijnych. Po 1,5 godziny dalszego marszu docieramy do miejsca pierwszego noclegu. Kolacja jest bardzo smaczna ( na deser popcorn ! ). W pobliskiej chałupie słyszymy odgłosy hodowanych świnek morskich. 
Drugi dzień jest bardzo ciężki. Droga na początku idzie lasem, ostro pnąc się do góry. Dochodzimy do otwartej przestrzeni, gdzie jemy lunch ( zupa + ryba z ryżem ). Teraz czeka naprawdę ostre podejście. Wspinamy się schodami wykutymi przez Inków. Nasi tragarze stosują taktykę szybkiego podbiegania ( niosąc duży ciężar ! ). Tak podobno wchodzono tutaj "od zawsze" i do tego dostosowana jest szerokość schodków. Ja jednak ledwo na coś takiego nie mam sił .... W końcu udaje się wejść na przełęcz Warmiwahusca ( Martwej Kobiety ) na wysokości 4198 m n.p.m. - najwyższy punkt Inca Trail. Rozciągają się stad wspaniałe widoki na zasnute mgłą góry. Po krótkim odpoczynku schodzimy męczącym schodami ( ale już wolę nimi schodzić, niż wchodzić ) nad rzekę ( 3600 m n.p.m. ), gdzie mieści się nasz kemping. Biorę zimny prysznic ( bo tylko taki jest ), co niestety powoduje później gorączkę. W nocy jest bardzo zimno. 
Rankiem czeka nas ostre wejście schodami do ruin Runturacay, gdzie kiedyś mieściła się strażnica, strzegąca całego szlaku. Potem wejście na kolejną przełęcz ( 3999 m n.p.m. ) i długie, męczące zejście do Sayacmarca ( Dominujące Miasto ), skąd dostarczano żywność do innych fortec. Jest ono bardzo dobrze zachowane. Stamtąd schodzimy w dól do rzeki, a potem czeka nas długie, łagodne podejście przez lasy wyłapujące wilgoć z mgły ( oczywiście w gęstej mgle ... ). Lunch jemy na wysokości 3650 m n.p.m. niedaleko Phuyupatamarca ( Miasto Ponad Chmurami )., pieczołowicie odrestaurowanego, z dobrze zachowanymi łaźniami. Teraz już tylko długie zejście i docieramy do ostatniego miejsca noclegu, kempingu z ciepłą wodą ( 5 soli za 10 minut ) i restauracją. Muszę brać lekarstwa na moją gorączkę. Kolacja jest b. dobra - zupa i ryż z ziemniakami i nadziewanym chili. Długo toczymy rozmowy z innymi uczestnikami trekkingu. 
Następnego dnia zrywamy się o 4:00 i idziemy do Machu Picchu. Wcześniej mamy kontrolę biletów i krótki przystanek na Intipunku ( Bramy Słońca ). Stąd roztacza się widok na Machu Picchu, ale teraz zakrywają je mgły. Docieram wreszcie do samego ukrytego miasta. Bagaż można zdać do przechowalni. Okazuje się, że są kłopoty z przewodnikiem - nasze biuro nie zarezerwowało go ! Dopiero po pewnym czasie znajdujemy kogoś. Opowiada nam o różnych teoriach dotyczących powstania miasta ( nie miasto kobiet, jak sądził jego odkrywca Bingham, ale miasto uczonych ), o odporności sejsmicznej. Zwiedzamy tarasy uprawne ( tu najprawdopodobniej próbowano wyhodować nowe odmiany roślin ), ceremonialne łaźnie, Świątynię Słońca, królewskie groby, Główna Świątynię, kamień Intihuatana do wyznaczania pór roku, Świątynię Kondora, gdzie przechowywano mumie zmarłych. Potem, już samodzielnie, idziemy do mostu Inków, skąd rozciąga się pocztówkowy widok na miasto. Sam, drewniany, most jest zerwany, ale idąca do niego, nad przepaścią, droga - przerażająca. Wracamy i oglądamy pozostałe zabudowania. Coraz większe tłumy nie pozwalają w spokoju kontemplować urody tego miejsca. Ponieważ autobus powrotny do Aguas Caliente kosztuje 5$ schodzimy na piechotę ścieżkami ( 1h 20 min ). Mijają nas zbiegające dzieci, które wyprzedzają autobusy i proszą o datki. Na miejscu jest targ pamiątek o dość wysokich cenach. Lokalny pociąg wyrusza do Cuzco o 18:00 ( 8 soli ) i jest na miejscu o 23:30, wlokąc się w iście żółwim tempie. My ( i prawie wszyscy pasażerowie ) wysiadamy w Ollantayambo i za 7 soli docieramy do Cuzco o 21:30. Odbieramy nasze bagaże. Pracownik hotelu chce napiwku, ale na szczęście nie rozumiem ( jeszcze wtedy ) słowa "propina" i nic nie dostaje...
Następnego dnia z samego rana kupuję panoramę Machu Picchu ( 15 soli ) i jedziemy na wycieczkę do Świętej Doliny. Zaczynamy oczywiście od małego targu, a potem udajemy się do Pisac. Tu jest kolejny targ dla turystów i tańce ludowe w maskach. Niedaleko znajdują się ruiny świątyń Słońca i Księżyca. Nastepnym etapem naszej podróży jest Ollantayambo - miejsce jedynej większej bitwy, przegranej przez Hiszpanów. Są tam ogromne tarasy z niedokończoną świątynią na szczycie, fundamenty inkaskiego miasta i głowa boga Wiracochy wykuta w skale. Nasz przewodnik usiłuje przekonać nas, że Inkowie budowali wszystko zgodnie z jakimś planem - pola w kształcie rzutu piramidy, miasto na planie kolby kukurydzy, Cuzco zbudowane na planie jaguara itd. Ostatnim etapem wycieczki jest Chinche, z przepięknym kościołem na starożytnych fundamentach  i muzeum regionalnym. Jest zimno. Po powrocie czuję się źle, muszę brać lekarstwa. Kupujemy bilety do Puno, na następny dzień ( 25 soli ).
Rano pani z biura zabiera nas taksówką na dworzec. jedziemy autobusem linii Libertad ( niezbyt czystym ). Mijamy stada lam i przepiękne krajobrazy. przechodzimy 2 kontrole policyjne - najprawdopodobniej szukają liści koki ( nie można ich przewozić za dużo ). Przejeżdżamy przez miasto Juliaca ( nieciekawe ) i po 8 godzinach docieramy do celu.

Wyspy Uros 1 Wyspy Uros-panele słoneczne Wyspy Uros-łódka Wyspy Uros 2 Wyspy Uros 3 Taquila-mężczyźni Taquila-robienie na drutach Taquila-brama wejśćiowa Taquila-widok na jezioro Titicaca Puno-widok na jezioro Titicaca wieże Silustani 1 wieże Silustani 2 jedzenie świnki morskiej

W Puno naganiacz zabiera nas do hotelu Tumi II - dwójka z ciepłą woda - 25 soli. W biurze  Edgar Adventures wykupujemy wycieczki ( ceny są wszędzie podobne ) na wyspy ( 20 soli ) i do wież Silustani ( 15 soli ). Stek na obiad kosztuje 10 soli, Internet 3 sole / h. Następnego dnia o 7:30 zawożą nas na przystań i wsiadamy na statek. Najpierw płyniemy przez płytką zatokę jeziora Titicaca, potem kanałem wśród trzcin. Dobijamy do jednej z wysp Uros. Są one wykonane z trzciny, z tego też materiału zbudowane są domy i łodzie. Podłoże ugina się pod stopami. Jedyny przejaw nowoczesności, to panele słoneczne. Obecni mieszkańcy nie są już czystej krwi ludem Uros i nie mówią tym językiem. Żyją z połowów ryb i turystyki. Na wyspach są nawet szkoły. Pozostałe wyspy można obejrzeć z platform. Jest też muzeum z wypchanymi ptakami i toaleta. Za 2 sole płyniemy tradycyjną łódką na inną wyspę. Można kupić pamiątki, m.in. modele łódek z trzciny ( 3-10 soli ). Po opuszczeniu wyspa płyniemy przez cieśninę i wypływamy na "duże" jezioro, a potem na wyspę Taquila. Z przystani trzeba się wspiąć do wioski, położonej na górze. Żyjący tam mężczyźni noszą czapeczki w różnym kolorze - kawalerowie czerwone z białym pomponem, żonaci czerwone z wzorkiem, starszyzna czarne. Kobiety noszą czarne chusty i zielone spódnice. Mężczyźni robią cały czas na drutach, a kobiety przędą wełnę.. Jemy obiad w restauracji ( cena jest na całej wyspie taka sama - 8 soli ) - miejscowego pstrąga, największego na świecie. Pijemy też herbatkę z miejscowych ziół. Oglądamy główny plac, na którym odbywają się zebrania, rozstrzygające o rozwiązywaniu różnych problemów. Przy placu jest kościół i wspólny sklep ( czapka - 25-30 soli ). Wracamy na przystań i płyniemy z powrotem . Po drodze widzimy liczne ptactwo. 
Następnego dnia oglądamy miasto, kupuję film do aparatu ( Kodak 200, 36 klatek - 13 soli ). Z hotelu zabierają nas na wycieczkę do wież Silustani. Po drodze zatrzymujemy się na wzgórzu z wspaniałym widokiem jeziora Titicaca. Dojeżdżamy do wież, stojących na półwyspie. Są one różne, od pięknych wież Inków, przez gorsze ludu Colla, do schowanych pod ziemią prostych ludzi. Używano ich do spalania zwłok, jeszcze od czasów przed panowaniem Inków. Na pobliskiej wyspie jest rezerwat wikunii ( dziki krewniak lamy ), a na jeziorze liczne ptactwo. W pobliskim muzeum można obejrzeć ceramikę oraz mumie, znalezione pod wieżami  3 królewskie dwoje dorosłych i dziecko, wypchane ekskrementami zwierząt. Spotykamy dwoje Polaków z Chicago. Wieczorem idziemy do restauracji na miejscowy przysmak, czyli cuy ( świnkę morską ). Cała kosztuje 16 soli, połówka 8 soli. Piwo Cusquena kosztuje -  duże 7 soli, małe 4 sole. Potrawa jest dość smaczna, ale ma gruba skórę, małe kostki i niewiele mięsa. Trzeba jeść rękami.
22.07.2000
wyjeżdżamy z Peru do Boliwii. Podróż do granicy trwa około 3 godzin i wiedzie wzdłuż jeziora Titicaca
 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011