Na Nordkapp i z powrotem
Strona domowa W górę

Na Nordkapp i z powrotem

W latach 1989 i 1990, jako młody chłopak, byłem w Norwegii z moim Ojcem, bratową i bratem. Pojechaliśmy tam, aby trochę zarobić  - zbieraliśmy jagody. To był mój pierwszy wyjazd na tzw. "Zachód". Norwegia mnie zauroczyła - zarówno wspaniałe krajobrazy, jak i mili i życzliwi ludzie. Zawsze pragnąłem tam wrócić jako turysta. Przez wiele lat powstrzymywały mnie zarówno wysokie koszty wyjazdu jak i konieczność przejechania samochodem ogromnych odległości. Wreszcie się udało. Na przełomie czerwca / lipca zrobiliśmy z moją żoną Olą pętlę - 9158 km z Polski przez Niemcy, Danię i Szwecję do Norwegii i z powrotem przez Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę Podróż przebiegła bez większych przygód, ze sprzyjającą, jak na Skandynawię pogodą ( dopiero cztery dni przed końcem zaczęło porządnie padać ). Przed podróżą wykupiłem ubezpieczenie assistance w firmie HDI Asekuracja , na szczęście nie musiałem z niego korzystać. Zapraszam do przeczytania relacji z naszego wyjazdu.

galeria zdjęć z wyjazdu

 

17.06.2007 Rano troche zaspaliśmy –  wstaliśmy zamiast o 6:00 to o 7:30. Wyruszamy trochę po 9:00. Jedziemy drogą na Poznań, a potem na Łódź do Strykowa . Autostrada najpierw jest bezpłatna, a potem płatna 3 x 11 zł na bramkach. Po ostatniej bramce zatrzymujemy się na postój w Miejscu Obsługi Podróżnych. Korzystamy z toalety i pijemy kawę z automatu ( 2,50 zł ). Zauważam, że schodzi powietrze z koła. Jedziemy autostradą do końca, a potem zjeżdżamy nie do Świecka, a do Nowego Tomyśla. Szukamy wulkanizatora – zatrzymujemy się przy jakimś hotelu – pytamy się pana w recepcji, ale on mówi, że zakłady wulkanizacyjne są zamknięte ( niedziela ). Wracamy – napotykamy wulkanizatora, który sprawdza nam koło, ale wszystko wygląda OK., dajemy mu 10 zł. Jedziemy na granicę – droga całkiem OK., Kopenhaga - syrenka Na granicy nie ma długiej kolejki – z 15-20 minut – sprawdzają paszporty wspólnie Polak i Niemiec. Wjeżdżamy do Niemiec. Jedziemy autostradami – w okolice Berlina,  a potem na północ. Dojeżdżamy do Roztoki ( niem. Rostock ). Zjeżdżamy zjazdem nr 7  do hotelu Etap. Płacę 50 Euro za pokój dwuosobowy ( wcześniejsza rezerwacja przez internet, ale nie ma za dużo ludzi ). Jemy jedzenie, gotujemy herbatę. Postanawiamy przejść się. Zauważam, że nie zabrałem skarpetek z domu. Pytamy się o supermarket – jest niedaleko, czynny od 8:00 następnego dnia ( w niedzielę zamknięty ). Chodzimy po okolicy – sprawdzamy ceny Kopenhaga benzyny ( 1,339 w Jet i 3,349 w Shellu ).
18.06.2007 Około 8:00 jedziemy do supermarketu w pobliżu , ale to tylko sklep spożywczy – kupujemy śmietankę i ciasteczka. W sklepiku w tym centrum handlowym też nie mają skarpet. Wracamy do hotelu i się wymeldowujemy. Tankujemy na stacji Jet ( super, bo 95 a normalna to chyba 91 )- po 1,359 Euro, normalna była po 1,349 Euro. Potem szukamy innego supermarketu, zajeżdżamy do budowlanego, a potem do Aldiego / Media Markt, tam jest jakiś dyskont odzieżowy – właśnie go otwierają.. Kupuje 3x3 skarpetki ( po 1,99 Euro ). Jedziemy do terminalu portowego – autostradą. Dojeżdżamy po kilkunastu minutach. Stoimy na parkingu – przed sklepem z tanimi alkoholami ( wina tańsze niż w Polsce)..W terminalu mówią, aby zapłacić przy wjeździe na prom. Wpuszczają od 10:00. Płacimy 110 Euro ( łącznie z biletem na most w Oresund ). Wjeżdżamy na prom. Wypływamy  o 11:00. Pijemy kawę ( po 3,22 Euro )za duża kawę). Dopływamy i wyjeżdżamy o 12:45. Jedziemy około 150 km – wpierw normalną drogą, a potem autostradą. Po godzinie 15 dojeżdżamy do hotelu w Kopenhadze  – Cab Inn Scandinawia. Płacę za pokój i 60 DKK za parking ( razem 705 DKK ). Parkujemy na parkingu hotelowym. Po  rozgoszczeniu w pokoju, jemy trochę ( banany ) i wychodzimy. Korzystam z internetu ( za darmo ) itp. Potem idziemy na zwiedzanie – najpierw na pobliską stację metra. Kupujemy bilet w automacie ( pomaga nam jakiś chłopak, który sam kupował bilet ). Bilet kosztuje 19 DKK na dwie strefy. Jedziemy 2 stacje i wysiadamy. Oglądamy z zewnątrz Amalienborg, „Marble Church”, idziemy do Kopenhaga - bramasyrenki, a potem do fortyfikacji ( nadal częściowo zajmowanych przez wojsko ).  Wracamy przez miasto do hotelu. Zakupy w sklepie 7/Eleven. – piwo i cola – razem 32 DKK. Jeszcze raz sprawdzam pocztę ( odrzucona przez serwer pocztowy poczta do „Alta River Camping” ). Wypijamy piwo. Oglądamy TV, myjemy się i idziemy spać.
19.06.2007. Idę rano na internet – udało się zrobić trochę rezerwacji w Norwegii. Pakujemy sięKopenhaga - drzewa - rzeźba do samochodu. Zatrzymujemy się przed sklepem spożywczym. Ola kupuje za pozostały bilon koron duńskich colę i ciasteczko. Jedziemy – autostradą przez most Oresund – przepiękny widok, bramki za mostem, akceptują nasz voucher z Gedser ( Niemcy ). Potem wjeżdżamy do Szwecji i jedziemy autostradą. Przed Goteborgiem  - objazd ( budują autostradę ) obok browaru Carlsberga - zajmuje około 1h. Potem przejeżdżamy przez Goteborg. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Potem mamy problem z powrotem na autostradę – błądzimy trochę ( złe znaki ). Przed granicą z Norwegią autostrada zmienia się w zwykłą drogę – ograniczenia prędkości – nawet do 50 km/h, kamera itp. – budują autostradę, oczekiwanie, korki. 

Most do Norwegii jest płatny – 20 NOK, potem autostrada w Norwegii w budowie – liczne ograniczenia nawet do 50 km/h, 2 x płatna jeszcze po 20 NOK. Na jednej z bramek pani mówi nam po polsku „dzień dobry”. Na oslo - skocznia Holmenkollen autostradzie, poza odcinkami budowanymi, dozwolona jest prędkość 90 - 100 km/h. Wjeżdżamy do Oslo. Źle jakoś jedziemy, bo wyjeżdżamy za miasto i musimy płacić znowu 20 NOK, aby wjechać. Trochę błądzimy w tunelach, ale w końcu trafiamy do hostelu Anker. Nie ma gdzie zaparkować, Ola zostaje w samochodzie ( parkowanie kosztuje nawet 44 NOK /h przez całą dobę ). Ja idę do recepcji, płacę 1320 NOK za dwa noclegi i parking ( w podziemiach hostelu ). Pokój jest skromny, słabo sprzątnięty. W samochodzie z lewego koła chyba trochę schodzi powietrze. Odpoczywamy, a potem idziemy na miasto. Wchodzimy do supermarketu – najtańszy chleb  kosztuje 3,59 NOK. Niektóre rzeczy mają znośne ceny, inne drogie. Widzimy sklep z farbami z napisem po polsku „Najlepsze ceny farb w mieście” .Słyszymy jakiś Polaków pod knajpą z tanim piwem. Mimo godziny 22-23 jest jasno. Idziemy pod pałac królewski, który jest odnowiony. Oslo jawi się nam jak typowe miasto europejskie, tylko bardzo drogie. Wracamy do hotelu. Korzystam z Internetu – 10 minut = 10 NOK, robię rezerwacje na noclegi.
20.06.2007 Wstajemy około 8:30. Zanim zjedliśmy, umyliśmy się była 10:50. Pytam się w recepcji o bilety całodobowe – pani potwierdza, że są ważne na Hollmenkollen i Bydgoy. Można je kupić w kiosku niedalekoOslo - park Vigelanda - monolit hostelu za 60 NOK / osobę. Idziemy do kiosku i kupujemy bilety, a potem na ulicę Storgata do stacji metra. Wchodzimy do informacji turystycznej ( nic ciekawego ) i na dworzec kolejowy. Potem kasujemy bilety ( data ) i jedziemy metrem na Hollmenkollen – na górę wjeżdża bardzo powoli. Jest dość wysoko. Ola nie czuje się dobrze. Okazuj Oslo - twierdza Akershus się, że wstęp na platformę widokową jest też płatny ( a myślałem, że tylko na skocznię ) – koszt 70 NOK od osoby. Więc nie wchodzimy. Ale przy restauracji poniżej są fajne widoki na fiord. Wracamy do metra. Razem z nami jadą jakieś Polki, które tu pracują – sprzątają. Wysiadamy w okolicach parku Vigelanda. Kupujemy wodę w sklepiku – 25 NOK !!! Idziemy do parku Vigelanda i oglądamy rzeźby. Oli się średnio podobają, bardziej róże. Potem jedziemy do twierdzy Akerhus – obchodzimy ją, nie wchodzimy do części, gdzie trzeba płacić. Potem wracamy tramwajem. Idziemy do supermarketu. Kupujemy chleb za 3,99 NOK i dwie wody – razem 32 NOK. Idziemy do hotelu. Krótki odpoczynek , a potem jedziemy do National Galery – różna sztuka, głównie norweska, impresjoniści, Munch ( w tym sławny „Krzyk” ). Potem spod galerii idziemy do pałacu królewskiego i ulicąOslo - parlament Storgata, obok parlamentu, aż do dworca kolejowego Oslo Sentral. Wracamy obok katedry ( w remoncie, szczelnie opakowana w folie i rusztowania ) do Mc Donald`s, gdzie są lody po 5 NOK w promocji. Jemy te lody, są OK. Wracamy do hotelu, jemy i myjemy się. Ja korzystam z internetu w recepcji – 20 NOK za 30 minut.
21.06.2007 Wpierw jedziemy kupić chleb. Ale ulica Storgata ma zakaz wjazdu – musimy objeżdżać. A potem mamy Stavanger - fiord kłopoty z parkowaniem. Wreszcie udaje się nam zaparkować. Ola idzie kupić chleb Kneipp. Kupuje i jedziemy . Wyjeżdżamy dość szybko na drogę do Kristiansand i Stavanger. Droga OK. – czasami jest to autostrada – wtedy maksymalnie 90 km/h, czasami zwykła droga, w miasteczkach ograniczenie nawet do 50 km/h, a raz do 40 km/h. Mnóstwo tuneli ( maksymalnie 3,2 km ) i mostów nad fiordami. Tankuję na stacji Shella ( bodajże 11,78 NOK / litr ) i  dopompowuję powietrze do kół. Dwa razy błyskają i trąbią na mnie TIRy, bo jadę za wolno. Zatrzymujemy się jakieś 120 km przed Stavanger – piękny widok na fiord.

Dojeżdżamy około 18:30 do Stavanger. Zjeżdżamy za wcześnie z autostrady, błądzimy. Pytamy się wpierw jakiś Pakistańczyków w domu, a potem dwa razy na stacjach paliw – Pakistańczyk kieruje nas do Stavanger, na pierwszej stacji paliw też, na drugiej kierują nad dokładniej. Pewne kłopoty przy opłacie myta ( po drodze było kilka miejsc opłaty myta, w niektórych był człowiek, w innych nie – tylko przyjmowały monety ! ) – było zepsute, nie drukowało potwierdzenia ( wcześniejsze też było zepsute i wyrzuciło monety, choć wydrukowało, że zapłacone ). Znajdujemy drogowskaz na kemping i dojeżdżamy. W recepcji miła pani – płacimy 2 x 150 NOK ( za dwa noclegi ). Rozstawiamy namiot. Dość zimno. Zachmurzone niebo.
22.06.2007 Noc w miarę OK. Rano bierzemy żetony ( tokeny ) na kąpiel – po 10 NOK, inne dla mężczyzn, inne dla kobiet. Żetony starczają na sześć minut kąpieli. Myjemy się ( sześć minut jest OK ), jemy śniadanie. Na kempingu pracują Polacy. Jedziemy do Stavanger - PreikestolenPreikestolen. Wpierw autostradą, potem drogą do Lauvik ( malownicza ), a potem promem ( 76 NOK za samochód z dwiema osobami ) i drogą przez tunele do parkingu pod Preikestolen ( 50 NOK ) . Spod parkinguStavanger - starówka idziemy na słynną skałę – droga momentami dość ostra – przez kamienie, łąkę ( droga z drewnianych desek ), kamienne zbocze. Widok z góry jest niesamowity – niestety pogoda kiepska – chmury. Wejście wg przewodnika LP to 2 h nam zajęło 1,5 h. Zejście trwało by około 1,25 h ( wg przewodnika 2h ), potem na końcu trochę odpoczywamy i niestety błądzimy, więc trwało dłużej. Jesteśmy przemoczeni – przebieramy się, łykam aspirynę. Jedziemy z powrotem. Jeszcze zajeżdżamy do Stavanger – chcemy zaparkować na pustym placu, ale nam mówią jacyś chłopcy w samochodzie, że to teren prywatny. Parkujemy więc na ulicy – pani nas upewnia, że to za darmo ( zapewniamy ją, że parkujemy na 2-3 godziny ). Idziemy do supermarketu ( chleb, woda ), potem zwiedzamy starą, drewnianą dzielnicę i  oglądamy centrum ( wszędzie są Polacy ) i katedrę z zewnątrz ( zamknięta ). Wracamy do samochodu i jedziemy na kemping.
23.06.2007 Rano jedziemy do Stavanger. Parkujemy koło poczty. Kiedy idę zapłacić, pani która też tam parkuje mówi mi, że parkometr jest zepsuty i parkowanie jest za darmo. Idziemy do biblioteki publicznej – korzystamy z internetu. ( 5 minut na początek, potem prosimy o więcej i w sumie jeszcze siedzimy 22 minuty ). Wracamy do samochodu i jedziemy do Bergen. Na początek przejeżdżamy długi tunel podmorski. Potem jest przeprawa promowa ( płatna ≈ 170 NOK ), a potem zaraz następna ( zamiast zamkniętego tunelu, bezpłatna ) i jeszcze jedna ( płatna ≈ 216 NOK za samochód z kierowcą i pasażerem ). Potem trochę błądzimy  i wreszcie znajdujemy kempingi – pierwszy z domkami po 420 NOK, a drugi ( Bratland ) z domkami za 390 NOK. Zostajemy na tym drugim kempingu. Ponieważ jest ładne słońce, jedziemy do Bergen. Mamy zaparkować na dużym parkingu przy stacji autobusowej. Ale się mylę przy skręcaniu i jeździmy długimi tunelami ( w tym jednym za miasto ). Wreszcie parkujemy na tym ogromnym parkingu – płaci się przy wjeździe. Idziemy do centrum. Bergen - Bryggen Obchodzimy stare Bergen – oglądamy drewniane domy, katedrę itp. Świeci piękne słońce nawet o koło 22:00. Widzimy wiele różnych wycieczek. Słyszymy trochę Polaków ( chyba tu pracują ). Jest też trochę pijanej młodzieżyBergen - Muzeum Hanzeatyckie norweskiej. Wracamy około północy. Płacimy za parking 30 NOK. Znowu się mylę i jedziemy długim tunelem. Dobrze, że tutaj za wjazd do miasta się nie płaci bezpośrednio, tylko robią zdjęcia i przysyłają do domu ( czyli nie będę płacił ). Udaje się nam wrócić na dobrą drogę i na kemping. Myjemy się ( mycie płatne 10 NOK, trzeba wrzucić monetę, na wyświetlaczy pokazuje czas do końca opłaconego terminu ). Idziemy spać około 1:00.
24.06.2007 Wstajemy około 9:30. Jedziemy do Bergen. Tym razem bez większego problemu trafiamy na parking – tak jak poprzedniego dnia prawie pusty. Idziemy do miasta, trochę spacerujemy po Brygen ( starym mieście ), robimy zdjęcia kamieniczek, potem idziemy do Muzeum Hanzeatyckiego ( 45 NOK za osobę ), obejmuje też Schotstuene – rekonstrukcja miejsca, gdzie się potykali kupcy hanzeatyccy, ogrzewanego zimą. Muzeum Hanzeatyckie mieszczące się w oryginalnych wBergen - kempingnętrzach, pokazuje jak żyli kupcy hanzeatyccy w XVIII w Oba miejsca są bardzo fajne.  Po obejrzeniu muzeum idziemy do Mc Donald`s  na lody w promocji po 5 NOK. Czekamy długo, bo stanęliśmy  w kolejce obsługiwanej przez  powolną wysoką blondynkę J. Potem idziemy do otwartego supermarketu – tania woda po 5 NOK + opłata za butelkę ( razem za cztery wody, ciastka i torbę płacimy 37,20 NOK ). Niedaleko jest też otwarty Kiwi ( ten sam, w którym byliśmy w Oslo ), ale w obu nie ma taniej śmietanki do kawy, ani chleba. Potem chodzimy jeszcze po mieście , robimy trochę zdjęć. Za parking płacimy 60 NOK. Wracamy bez błądzenia i problem na kemping. Robimy pranie ( 20 NOK za pralkę ), a potem suszymy ( dwa razy, bo raz nie dało rady dobrze wysuszyć, każde suszenie 20 NOK ). W międzyczasie zrobiliśmy małą wycieczkę po okolicy – ładnie, pasące się konie.
Loen - lodowiec Josteldalsbreen  25.06.2007 Zmywamy podłogę w domku, oddajemy klucze od domku i jedziemy. Tankujemy na stacji Statoil na parterze budynku. Długimi tunelami ( w których błądziliśmy w poprzednie dni ) jedziemy drogą E39, przepływamy promem za 117 NOK, zdążamy właściwie wjechać na prom z marszu. Na promie na naszą prośbę Niemcy robią nam zdjęcie razem, pytają gdzie jedziemy i czy do pracy. Potem jedziemy dalej. Droga miejscami wąska. Niedaleko Byrkjelo zjeżdżamy z E39 na drogę numer 60. Droga miejscami dość kręta – wpierw jedziemy przez przełęcz – wysokość 630 m.n.p.m., piękne widoki i ostry zjazd. Potem nad fiordem – wąsko. Zjeżdżamy na pierwszy kemping w OldenNaesset. Nikogo nie ma w recepcji. Jest kartka, żeby sobie wybrać hyttę, a pomiędzy 19 a 22 ktoś się zjawi w celu rejestracji i Loen - lodowiec Josteldalsbreen pobrania pieniędzy. Oglądamy hytty. Wybieramy hyttę numer 12 za 300 NOK za dwie osoby. Zostawiamy w chatce rzeczy i jedziemy do języka lodowca Kjennadlsbreen. Droga w pewnym momencie jest b. wąska, aż staje się wąziutka i jest napis, że jest prywatna i jedzie się na własne ryzyko. Za przejazd płaci się 30 koron. – wrzuca się je w kopercie do pudełka ( kara za nie wrzucenie 100 NOK ). Podjeżdżamy najpierw drogą asfaltową, a potem szutrową, między innymi przez drewniany mostek. Na parkingu zostawiamy samochód ( parking, czyli plac ze żwirem i kamieniami ). Potem idziemy do lodowca – Olden - jezioro polodowcowe piękny biały i niebieski ( błękitny ) lód., podejście po kamieniach. Gdy wracamy na parking wychodzi słońce. Jedziemy jeszcze do kawiarni ( należącej do właściciela drogi ), gdzie podziwiamy piękne widoki  jeziora polodowcowego i gór. Wracamy wąską drogą ( tą samą, którą przyjechaliśmy ), częste mijanki. Jacyś Norwegowie nam dziękują po polsku- „dziękuję”. Postanawiamy podjechać do drugiego lodowca ( jęzora ) Brikdalbreen – koło Olden. Jedziemy wąską drogą , w tym przez ciemne nieoświetlone tunele ( jeden w rurze, tylko w jedną stronę, drugi betonowy ). Lodowiec podziwiamy z daleka, bo parking to wydatek 50 NOK ( skąd się idzie 5 km pod lodowiec – nie chce się nam ). Wracamy – nad pięknym polodowcowym jeziorem. Gdy zaczynamy jeść zjawia się pani z obsługi – rejestrujemy się i płacimy 300 NOK. Potem oglądamy piękny widok na fiord z chatki ( stał nawet statek, ale odpłynął ). Ola nie ma ciepłej wody, mimo wrzucenia 10 NOK, a ja mam.
droga do fiordu Geiranger 26.06.2007 Klucz zostawiamy przy „informacji” kempingu. Jedziemy do Strynu, a potem drogą numer 15. W Stryn jest drogie paliwo – 12,51 – 12,54 za L 95 oktanowej benzyny, a za Strynem stacja Statoil, głównie chyba dla ciężarówek i benzyna 95 oktanów za 11,99 NOK / L. Tankuję do pełna, dopompowuję powietrze do opon, Ola myje trochę szyby w samochodzie. Toaleta płatna i podobno cuchnie zza drzwi ( Ola tak mówi ), więc nie korzystamy. Jedziemy przez kilka tuneli. Za tunelami droga pnie się ostro do góry ( wybieramy drogę numer 15, a nie widowiskową drogę numer 258 ). Przed skrętem na drogę numer 63 do Geiranger  wspaniały widok z jeziorami, ośnieżonymi szczytami i lodem na jeziorze. Potem jedziemy drogą numer 63 – zamkniętą w zimie. Teraz też jest śnieg na poboczu. Stajemy przy kawiarni – piękne widoki. Potem krótki podjazd i bardzo stromy zjazd do Geiranger. Zajeżdżamy do kempingu Grande Hytteutleige og Camping, ale nie ma miejsc, więc idziemy do Geirangerfjorden Feriesenter – mają małe hytty, a właściwie jedną ostatnia za 450 NOK. Oglądamy ją, bierzemy i płacimy kartą. Rozpakowujemy się w domku, a potem jedziemy do miasta. Parkujemy fiord Geiranger samochód w mieście ( bezpłatnie ) i idziemy do centrum turystycznego. Kupujemy mapkę ( dość kiepską ) za 5 koron o pieszych wycieczkach oraz dwa bilety na przejażdżkę łódką ( 110 koron od osoby ). Myślimy, żeby wysiąść z łódki wcześniej i pójść na trekking z farmy Skagefla, ale Ola jest zmęczona, więc rezygnujemy z tej opcji. Pójdziemy na krótszą pieszą przechadzkę. Czekamy na odjazd łódki, siedzimy, gadamy, oglądamy sklep z drogimi pamiątkami – trolle, swetry, a nawet szale z kaszmiru ( mniej więcej dziesięć razy droższe niż w Indiach ). Wreszcie o 14:15 wchodzimyfiord Geiranger - Wodospad Siedmiu Sióstr na pokład i odpływamy. Oglądamy min. wodospady Siedmiu Sióstr ( potężne ). Z głośników płynie trochę napuszony komentarz. Wracamy około 16:00. Piękne widoki.  Przejażdżka OK. Ola jest zmęczona i nie chce iść na przechadzkę. Odwożę ja na kemping, a sam jadę na farmę Vasteras – droga wąska, szutrowa. Tam parkuję samochód i idę do wodospadu Storseter ( fajna samozamykająca się furtka – mechanizm zamykający zrobiony z gumek i kamienia ). Podejście dość strome, trochę błota, ale nie jest strasznie. Na końcu przejście za wodospadem – wspaniałe. W drodze powrotnej wychodzi słońce – ładne widoki. Zbieram troche kwiatków dla Oli. Wracam na kemping, daję Oli kwiatki – bardzo się cieszy. Jemy makaron z sosem słodko – kwaśnym. Ola zmywa naczynia – ciepła woda do zmywania naczyń płatna jedną koronę – bierzemy z umywalki w łazience. Obok naszego samochodu rozbijają się Polacy. Rozmawiamy z nimi. Są OK. Ładują u nas kamerę.
droga z Geiranger 27.06.2007 Wstajemy rano. Polacy jeszcze śpią. Pogoda kiepska – zachmurzenie. Wjeżdżamy na górę – widoki takie sobie, bo jest mgła. Przejeżdżamy przez mgłę. Rozjaśnia się. Ładny płaskowyż. Dojeżdżamy do Drogi Troli. Jest mgła, ale tylko na górze – niżej nawet trochę słońca.  – zjeżdżamy, zatrzymujemy się na punktach widokowych. Na pierwszym wjeżdżam pomiędzy dwa samochody Niemców i nie mogę potem wyjechać – obsuwam się . Potem jeszcze stajemy w punkcie, gdzie jest znak „Uwaga trole” i przy kempingu „Droga Troli” – są tam figurki troli. Potem jedziemy do Adalnes. Tam zatrzymujemy się przy droga Troli supermarkecie Kiwi. Oddajemy używane butelki – dostajemy zwrot dziesięciu koron, kupujemy chleb Loff ( biały ) droga Trolioraz ciastka – razem za dwanaście koron. Potem jedziemy dalej – droga spokojna, wręcz nudna – trochę przystanków po drodze., na stacji benzynowej. Dojeżdżamy do Alesund. Wpierw jedziemy na kemping Princen Strandcamping. Tam mówią nam, że nie mają miejsc, ale telefonicznie rezerwują pokój w hostelu Annecy Guesthouse za 390 koron bez łazienki ( mają też za 490 koron z łazienką ) jednak zajeżdżamy na kemping Volksdalen Camping – tu mają domek za 300 koron( z fajnym rozkładanym łóżkiem ). Pan nam daje za darmo dwa żetony do kąpieli, jeden znajdujemy w domku – chcemy dokupić jeszcze jeden, ale pan w recepcji daje nam za darmo. Jedziemy do Alesund. Parkujemy w parkingu Alesund podziemnym – dwanaście koron za godzinę. Idziemy do Centrum Art Nouveau ( Art. Nouveau Center )  w Jugendstill Seneteret – bilet kosztuje 50 koron od osoby + 20 koron za muzeum ( ale nie bierzemy ). Zwiedzamy wystawę o odbudowie Alesund po pożarze, o sztuce Art Nouveau. Idziemy do kapsuły czasu – multimedialnej prezentacji o pożarze i odbudowie Alesund. Pożar zniszczył w ciągu kilku godzin całe miasto, zginęła tylko jedna osoba, miasto odbudowano ( centrum w stylu Art Nouveau ) Potem oglądamy na piętrze salon w stylu Art Nouveau pięknie zachowany, różne eksponaty w tym stylu, piękne dębowe ( chyba ) schody. NaAlesund dole była apteka – zachowany wystrój – sprzedają tam teraz książki.  – bardzo tani jest tylko zestaw pocztówek o Art Nouveau za 7,99 koron, inne są drogie lub bardzo drogie. Wychodzimy, zabieramy samochód z parkingu – zapłaciliśmy  16 koron. Parkujemy na ulicy ( po 16 za darmo ), ulica pnie się stromo pod górę – zaciągam hamulec ręczny, wrzucam bieg i skręcam Alesund jeszcze koła. Zauważam brak przewodnika Lonely Planet. Zostawiliśmy go w centrum Art Nouveau – wracamy, jest zamknięte. Ola dzwoni do drzwi, jakiś pan został po pracy, otwiera nam. Przewodnik został w księgarni – zabieramy go, dziękujemy panu. Idziemy na miasto. Chodzimy, robimy zdjęcia. Spotykamy pana z muzeum, pokazuje nam ładny motyw na domu, jeszcze raz mu dziękujemy. Potem idziemy do Mc Donald`s na lody po pięć koron. Odwiedzamy centrum handlowe. Ogólnie jest zimno. Wracamy na kemping. W domku jest ciepło – Ola przed wyjazdem włączyła grzejnik. Zauważam, że mamy jeden dzień mniej niż myślałem – trzeba będzie skrócić pobyt w Trysil.
droga do Lilehammer - rzeka 28.06.2007 Śpimy całkiem dobrze. O 7:00 dość trudno wstać. Wpierw jedziemy na stację benzynową zatankować, a potem do supermarketu KiwiOla  kupuje chleb Kneipp. Jedziemy – wpierw do Adalsnes – tunelami ( w tym  jednym, mającym prawie 6 km ), popaduje deszcz, potem do Dombas i Lillehammer. Po drodze zatrzymujemy się, aby obejrzeć kościół Stavkirke  koło Ringedu – opłata za wejście do kościoła czterdzieści koron / osoby. Przebudowany w XVIII, ale i tak ładny, w środku nie można robić zdjęć. Jedziemy dalej, od Lillehammer pada mocny deszcz. Potem się rozjaśnia, dojeżdżamy do Hamar, Elverum, a potem przez lasy ( dozwolone 90 km/h, wszyscy jadą szybciej ) nad jezioro Osensjoen do kempingu Sjoenden. Hyta, domek nad jeziorem za 300 koron. OK. Idziemy na spacer nad jezioro Osensjoen, wspominam dawne czasy, gdy tu byłem w 1989 roku, zbierając jagody. Zbieramy kwiatki, oglądamy opuszczony Ringebu - stavkirke dom i gospodarstwo. Okazuje się, że recepcja kempingu jest czynna tylko wieczorem, rano należy wrzucić klucz do domku do skrzynki. Zaczyna padać, wygania jakiś jedzących na drewnianym stole niedaleko nas Norwegów.
29.06.2007. Jedziemy do innego kempingu nad jeziorem Osensjoen. Parkuję przed wjazdem i wchodzę na teren. Robię jezioro Odensjoen zdjęcia – nie wiem, czy to tu byliśmy w 1989 roku. Ola wpada wcześniej na pomysł, aby nie wracać tą samą drogą, tylko bocznymi drogami jechać do Trysil. Tak też robimy. Jedziemy przez las drogą szutrową, tylko miejscami asfaltową – gdy przechodzi przez  miejscowość. Dojeżdżamy do drogi przy Trysilfijett ( zakazy postoju – narciarze ), wjeżdżamy do ośrodka, ale to nie ten, gdzie byłem w 1989 i 1990 roku. Zjeżdżamy i jedziemy do Trysil, parkuję przed kościołem, przechadzamy się główną ulicą. Całkiem ładne. Ola idzie do supermarketu, ja wracam do samochodu, zahaczam jeszcze o informację turystyczną , skąd biorę różne foldery. Jadę po Olę – kupiła wodę i chleb. Pakujemy się i jadę na stację benzynową Tankuję benzynę poTrysil - kościół 12,14 koron. Jedziemy z Trysil. Po drodze zauważamy wjazd na Trysilfijjet. Droga płatna dwadzieścia koron przy Trysilfijellet wyjeździe, ale mimo to  wjeżdżamy. Ośrodek znacznie się rozbudował od ostatniego mojwgo pobytu i cały czas się rozwija. Oglądamy panoramę okolic Trysil, jeździmy trochę po „placu budowy” i zjeżdżamy w dół. Przy wyjeździe płacimy dwadzieścia koron monetą. Jedziemy dalej do Reny. Jedna z dróg wysypana żwirem ( po remoncie chyba ), który wypryskuje spod kół ( np. ciężarówek z naprzeciwka ). Dojeżdżamy do Reny. Krótka przejażdżka ulicami. To miasto wydawało mi się kiedyś przepiękne. Teraz jest ładne, ale nie aż tak. Jedziemy drogą numer trzy – ograniczenie do 90 km/h, pusta droga. Jedzie się całkiem fajnie, przystanki na stacjach benzynowych na sikanie i odpoczynek.
    Trondheim - mostPrzed Trondheim łączy się z drogą E06. Stacja benzynowa z tania benzyną po 11,75, mijam ja , ale Ola uważa, że warto dotankować, więc tankujemy. Wjazd do Trondheim mozolny, korki itp. Potem trochę jeździmy po mieście, aby dojechać do hostelu – min obok katedry, przez stary most – tuż przed jego zamknięciem o 18:00. Dojeżdżamy, rejestrują nas, pokój kosztuje  620 koron, trochę przedpłaciłem w Polsce, więc dopłacam 558 koron. Rozpakowujemy się. Idziemy na miasto – przez stary most – b. ładny do katedry Nidaros – pięknie oświetlona przez wieczorne słońce. Oglądamy ją z zewnątrz – jutro wejdziemy do środka. Potem chodzimy uliczkami Trondheim z Trondheim ładnymi domkami, oglądamy z zewnątrz drewniany pałac królewski ( można wchodzić do środka ) i ośmiokątny kościół szpitalny. Przed katedrą robimy zdjęcia gargulcom. Bilety do katedry kosztują pięćdziesiąt koron, do pałacu arcybiskupa – pięćdziesiąt koron, do obejrzenia regaliów królewskich siedemdziesiąt koron, bilet łączony – wszystkie trzy miejsca – sto koron. Idziemy do Mc Donald`s – kupujemy lody po pięć koron, a wcześniej na internet ( Spacebar ) –trzydzieści minut za dwadzieścia koron, sześćdziesiąt minut za czterdzieści koron. Jesteśmy trochę dłużej niż pół godziny, ale kosztuje nas to tylko opłatę za trzydzieści minut plus jedna korona za wydrukowanie strony. Trondheim - katedra Nidaros Potem idziemy na plac targowy – Torvet ( Torget ) – plac taki sobie, są przygotowania do jakiś wyścigów. Potem Mc Donald`s przy tym placu, spacer uliczkami i powrót do hostelu. W hostelu jakaś grupa młodzieży trochę rozrabia, ale opiekun  trzyma ich krótko ( musieli wcześniej czyścić samochód, który zabrudzili ). O północy idą spać.
30.06.2007 Schodzimy na śniadanie w hostelu. Śniadanie dość bogate i pożywne – ser, salami, szynka itp., dżemy. Jemy sporo, zabieramy cukier i śmietankę. Idziemy na miasto do katedry. Wychodzimy trochę późno, bo o 10:00 ma być oprowadzanie po angielsku w cenie biletu. Kupuję bilety tylko do katedry – dwa razy po pięćdziesiąt koron. Wchodzimy. Kilka grup oprowadzanych po norwesku. Znajdujemy taką o 10:00 po angielsku. Dość ciekawa historia powstania tej budowli -  św. Olaf, katedra częściowo odbudowana w XIX – XX w. – skończona w latach sześćdziesiątych XX w – nasza Trondheim przewodniczka pokazuje centralny punkt dostępny tylko dla pastora i osób nieświeckich – oktagon oraz źródełko św. Olafa. Potem chodzimy samodzielnie – wieża ze wspaniałymi widokami ( wejście w grupach co godzinę ), krypta z kawałkami różnych grobów znalezionych w katedrze przy jej rekonstrukcji. Potem idziemy z katedry do biblioteki Trondheim - katedra Nidaros publicznej, gdzie jest bezpłatny dostęp do Internetu – piętnaście minut na stojąco ( czasami do trzydziestu  minut ) lub do godziny na siedząco. Rezerwujemy prom powrotny z Svolver do Skutnik, wydruk teoretycznie kosztuje jedną koronę, ale pani nam darowuje. Sprawdzamy pocztę, pogodę itp. Potem wracamy do katedry – o 13:00 jest koncert organowy na organach barokowych ( są też ogromne niemieckie z XX w. ). Koncert piękny. Po koncercie idziemy jeszcze raz do biblioteki na internet, bo mi się przypomniało, ze nie mamy zarezerwowanego promu z Helsinek do Tallina. Potem chodzimy po mieście – zachodzimy do Mc Donald`s na lody po pięć koron, a potem idziemy do katedry –akurat trwa ślub. Robimy zdjęcia. Wracamy przez stary most do hostelu. Zakupy w supermarkecie, nie przyjmują mojej karty, bo kredytowa, płacę gotówką – dżem, ciasteczka. Zabieramy plecaki z depozytu (wejście jak w bunkrze ), wyjeżdżamy do Grong. Droga OK. – kawałki drogi dla samochodów, kilka tuneli( jeden 3,9 km, bardzo OK. ) – dwa razy opłaty, tylko gotówką, dwadzieścia pięć i dziesięć koron. Po drodze obfity deszcz i przepiękna tęcza. Dojeżdżamy do Grong po trzech godzinach – około 19:35, przez most, zgodnie z instrukcjami z motelu. Nie ma nikogo w motelu, szukam pani w drugim budynku, zgodnie z instrukcją na drzwiach, rejestrujemy się, płacę 360 koron, wypakowujemy się. Jesteśmy jedynymi gośćmi, pani mówi, że jeszcze jacyś dojadą, ale nie przyjeżdżają. Jutro wstajemy o 5:00, bo o 6:00 wyruszamy.
droga do Grong01.07.2007 Wstajemy o 5:00. Jemy, robimy kawę na drogę do termosu. Jedziemy drogą E6. Przejeżdżamy przez różne miejscowości. droga do Skutvik - pomnik przewodnika górskiego Pogoda w miarę OK. – trochę zachmurzenia. Po drodze postoje w miejscach ciekawych widokowo lub na odpoczynek i wypicie kawy. Są parkingi w lesie z kibelkami z dziurą w ziemi – trochę śmierdzi, ale jest tam np. papier toaletowy. Przejeżdżamy Mosjoen, zatrzymujemy się za Moirana – postój obok pomnika miejscowego znanego przewodnika górskiego ( według Oli „babuszki” ) i niedaleko wielkiego drewnianego łosia. Jacyś ludzie jedzący tam pozdrawiają nas ( ludzie tu często jedzą przy drogach, wszędzie są ławki i stoły na parkingach ). Potem następny postój na kole polarnymPolar Circle – jest tam płaskowyż z tundrą i centrum z różnego rodzaju pamiątkami – certyfikaty przekroczenia koła polarnego za pięćdziesiąt koron, skóry reniferów za sześćset koron, całe wypchane zwierzę ( chyba rosomak ) za szesnaście tysięcy koron, czapki, kamienie i tego typu produkty. Robimy sobie zdjęcia przy pomniku koła polarnego, zdjęcie pomnika jugosłowiańskich jeńców, którzy tu pracowali, jakiegoś dziwnego pomnika z drewna oraz góry z kopczykami z kamieni. Zaczyna padać – trochę moknę. Jedziemy dalej, kilka postoi na widoki. Głównie jazda przez pustkowia. Po drodze łapie stopa jakiś autostopowicz, ale się nie zatrzymuję. Skręcamy w boczną drogę – roboty drogowe nieoznaczone. Dojeżdżamy do Skutvik około 17:10. Parkujemy, koło podbiegunowe a ja idę się dowiedzieć o koło podbiegunowe możliwość popłynięcia wcześniejszym promem. Kierują mnie do pana sprzedającego bilety. Ten twierdzi, że prom o 18:00 jest pełny i musimy płynąć o 19:00. Czekamy. Prom z Svolver przypływa trochę opóźniony. Ładują samochody, ale nie dla wszystkich starcza miejsca. Pan z obsługi promu pyta o której przyjechaliśmy. Ja mówię o 17:30 i to chyba było za późno, bo nie popłynęliśmy tym promem. Czekaliśmy, aż przypłynął nasz prom. Pan od biletów zabrał nam wydruk z komputera. Wjeżdżamy na prom – zabrał wszystkich i nawet zostało miejsce. Nas upakowali gdzieś z boku. Płynęliśmy dwie godziny. Na promie jest kafejka, salon, można kupić coś do jedzenia. Ola śpi, ja siedzę, trochę robię zdjęcia. Na promie są też chyba inni Polacy. Dopływamy po dwóch godzinach, o czasie.
Lofoty - Svolvaer Jedziemy na kemping Sandsletta – 30 minut, trafiamy bez problemu. Już na nas czekają, dają nam klucze. Rozpakowujemy się, myjemy ( prysznic na monety pięciokoronowe za trzy minuty, na mycie głowy trzeba zużyć dwie monety pięciokoronowe ), robię zdjęcia jeziorka o 0:29. Pierzemy ( trzydzieści koron za pranie i trzydzieści koron za suszenie – drożej niż na Bratland ), Lofoty - kemping po północy nie dosusza się, rozwieszamy na sznurku. Idziemy spać.
02.07.2007 Wstajemy około 9:15. O około jedenastej wyjeżdżamy na objazd Lofotów – do miejscowości A. Wpierw jedziemy do Svolver – do biblioteki- rezerwujemy internet na 12:00. Potem do Rema 1000 – kupujemy chleb. Oddajemy butelki – 7,5 korony do zwrotu, więcej niż koszt chleba – dostajemy 2,5 korony do kieszeni. Ponieważ nie widzimy tanich ciastek to resztę zakupów postanawiamy zrobić później. Wracamy do biblioteki, korzystamy z internetu – połączenie OK. Przy Lofoty - droga do A wyjeździe ze Svolver korek – remontują drogę. Wpierw jedziemy E10, a potem widowiskową 851 nad morzem . Kilka mostów po drodze – fajne, „wypięte”, jeden tunel podmorski i (chyba) dwa pod górą. Liczne przystanki i zdjęcia. Na końcu trasy – od Moskenes – droga wąska, mosty jednokierunkowe, ze światłami. Dojeżdżamy do A – zostawiamy samochód na parkingu, chodzimy po miasteczku – dość małe, liczne mewy ( gniazda na jednym z budynków ), Lofoty - miasto A trochę suszonych ryb na przyczepie, część budynków w czerwonym kolorze – ładna. Wracamy – po drodze zdjęcia, ładna panorama Moskenes, suszące się ryby ( dorsz ? ). Postanawiamy podjechać do miasteczka HenningsvaerWenecji Lofotów” – droga wąska. Chwilę czekamy w korku, bo autobusy mają kłopoty z minięciem się. Po drodze plaża – sporo samochodów, bo dzień  jest ciepły ( wcześniej już widzieliśmy plażę, zatrzymywaliśmy się przy niej ), mostek wąski, jednokierunkowy, ale bez świateł, muszę się mijać z jednym samochodem na Lofoty - droga do A środku na mijance. Chodzimy po Henningsvaer – całkiem fajne.  Wracamy do Svolver. Jedziemy do sklepów – wpierw SuperCoop, a potem Rimi. Kupujemy ciasteczka, rozpuszczalna kawę, wodę. Wracamy na kemping – jemy, myjemy się ( Ola znowu nie musi płacić – jeden z damskich pryszniców jest zepsuty i nie trzeba płacić ). Jakieś dwa polskie samochody przyjechały, wynajęli droższe domki, nie odzywają się. Idziemy spać – jutro pobudka o 4:00.
03.07.2007 Wstajemy o 4:00, pijemy kawę, nie jemy śniadania, pakujemy się, o 4:45 wyjeżdżamy, klucz wrzucamy do skrzynki pocztowej. Przebiega przez drogę jakieś większe Lofoty - Henningsvaer zwierzę ( tchórz ?, czy coś ). Jesteśmy przy promach o 5:10. Parę samochodów. Pan od biletów przychodzi o 5:45. Mówi, że wyjeżdżamy, a tu taka ładna pogoda na Lofotach. Wszyscy się mieszczą. Przynoszę Oli koc, a sobie koszulę – jest trochę chłodno. Ola kładzie się spać pod kocem. Zawijamy do portu na wyspie Skrova. droga do Narviku Po opuszczeniu promu jedziemy w stronę Narwiku – wpierw drogą 81, a potem E6. Docieramy do promu z Bognes do Skarberg – 111 koron za samochód z kierowcą i pasażerem. Po przepłynięciu ( 25 minut na pokładzie – całkiem fajne ) jedziemy dalej. W Ankenes pod Narwikiem próbujemy szukać cmentarza polskich żołnierzy, ale nie znajdujemy – objeżdżamy jakiś kościół, ale może należało pojechać do centrum. Niestety mijamy stację, gdzie paliwo jest po 12:10 i tankujemy w  Narwiku paliwo po 12:20. Zatrzymujemy się pod Narvik - cmentarz polskich marynarzyMuzeum WojennymOla idzie się dopytać o cmentarz żołnierzy polskich. Pani średnio mówi po angielsku, ale Ola dostaje mapkę Narwiku z zaznaczonym cmentarzem. Zajeżdżamy tam. Po dłuższych poszukiwaniach  znajdujemy pomnik.  poświęcony polskim żołnierzom ( są również poświęcone angielskim i niemieckim ) oraz informację, że jeszcze jeden cmentarz znajduje się w droga do AltyAnkenes ( tylko gdzie ? ). Jedziemy dalej. Po drodze kilka razy stajemy na zdjęcia. Czasami są pustkowia – prędkość nawet do 90 km/h, a czasami zamieszkane okolice – ograniczenie do 50 – 60 km/h. Widoki są zwykle b. ładne. Pogoda dobra Tuż przed Altą remontują drogę – jest w złej kondycji. Na miejsce dojeżdżamy około 20:00 Kemping – pięćset koron / domek / noc.
Alta - prehistoryczne malowidła naskalne04.07.2007. Wyjeżdżamy do muzeum. Są dwie ścieżki do prehistorycznych rysunków – jedna krótsza, druga dłuższa. Okazuje się, że aby wejść na ścieżki trzeba zapłacić droga na Nordkapp - suszenie dorsza osiemdziesiąt koron od osoby. Decydujemy się wejść i zapłacić ( choć ciężko nam to przychodzi, ze względu na cenę ) – Ola płaci i dostaje dwie naklejki, które trzeba sobie przykleić do ubrania – to całe bilety. Przyklejamy i idziemy na krótszą trasę – zajmuje nam jakieś 25 minut. Bardzo fajnie. Decydujemy się nie iść na dalsze stanowisko, bo jest trochę późno, a ja mam jechać na Nordkapp. Jedziemy na stację benzynową – wszędzie dość drogo – Statooil, Shell jeszcze droższy, Esso najtańszy – 12,32 – tankuję tam za gotówkę. Potem do supermarketu Coop, ale nie ma ani taniego chleba, tylko woda – Ola kupi chleb w Remie 1000, a po inne rzeczy przyjedziemy po moim powrocie. Wtedy też może pojedziemy jeszcze raz do muzeum, żeby obejrzeć dłuższą trasę. Wyruszam. Jadę – droga na Nordkapp prowadzi przez tundrę. Po drodze Sami w kilku miejscach sprzedają suweniry, np. rogi reniferów po trzydzieści – pięćdziesiąt koron, kamienie też po trzydzieści – pięćdziesiąt koron i inne wyroby. Trochę lasu ( ograniczenie do 60 km/h ) potem pustkowie ( ograniczenie do 90 km/h, wszyscy jadą trochę szybciej ), dwie stacje benzynowe ( na jednej benzyna po 12,08 koron ), kilka miejscowości, ze trzy tunele, w tym Nordkapptunel płatny 140 koron w każdą stronę. Część drogi brzegiem fiordu Nordfjord. W jednej miejscowości obserwuję zbieranie wysuszonych ryb do ciężarówki. Po drodze przejeżdżam przez dość solidny deszcz. Na samym Nordkappie ( wyspie ) widzę renifery, choć już dużo wcześniej były ostrzeżenia przed nimi i informacje, że to ich tereny wypasania. Wjeżdżam na Nordkappdroga na Nordkapp - renifery stromym podjazdem. Potem opłata za wejście na Nordkapp 195 koron od osoby. Muszę chwilę czekać aby nabyć bilet, bo przede mną jest dość duża grupa motocyklistów. Parkuję samochód. Strasznie wszędzie wieje. Idę na przylądek – tam jest globus. Przed budynkiem „Nordkapp Mall droga na Nordkapp - renifer pomnik króla Oscara II, a obok rzeźby na podstawie prac dzieci z 1998 roku. Po zrobieniu zdjęć pod globusem, wchodzę do budynku – są tam toalety, sklepik z pamiątkami , poczta. Oglądam salę poświęconą bitwie morskiej o Nordkapp ( zatopiony krążownik niemiecki ), konwojach do Murmańska ( także o  Polakach, Garlandzie i napisie krwią „Niech żyje Polska” ) , wystawki dotyczące wizyt na  Nordkappie, kaplicę ekumeniczną ( krzyż, rzeźba Chrystusa, ołtarz, parę krzesełek ), salę Tajską ( podarunek obecnego króla Tajlandii, bo w 1907 był na Nordkappie ówczesny król Tajlandii, otwarta przez królową Tajlandii ), Grotto bar ( można się napić szampana), King View ( widok na morze, jaki miał król – taras widokowy, wejście z baru – przeszklone okna i potężne stalowe żaluzje, zamykane silnikami ), salę z projekcją filmów wideo. Kupuję certyfikat pobytu na Nordkappie – 35 koron i idę do samochodu. Jeszcze zachodzę na przylądek, skąd robię zdjęcia skały Nordkappu oraz zbieram kamienie – chmury zaczynają wychodzić znad oceanu. Choć nad Nordkappem świeciło słońce ( wiał zimny wiatr ) to w innych miejscach popadało. Zatrzymuję się przy dwóch sklepach z pamiątkami, ale nic nie kupuję. Na jednym postoju spotykam wóz kempingowy Polaków. Droga z Nordkapp Mijam wypadek – chyba motocyklistów – potem mijam trzy karetki i policję jadących w tamtą stronę. Docieram około 20:35 na kemping. Ola była na zakupach, wracała ścieżką rowerową i drogą, ledwo uciekła przed deszczem. Po pewnym czasie jedziemy na zakupy, kupujemy wodę, dżemy Nora na prezenty itp.
05.07.2007 Wstajemy o 7:00. Jedziemy do Muzeum Alty. Chodzimy po drugiej trasie – bardzo fajne miejsce – fajne malunki ( choć jedno miejsce to tylko informacja, że pod trawą fundamenty domów i narzędzia ). Mamy wczorajsze naklejki. Inni turyści których spotykamy mają naklejki w innym kolorze – czyżby się zmieniały ?. W każdym razie nikt nas nie niepokoi i Nordkapp spokojnie sobie oglądamy. Wracamy na kemping – pakujemy się do samochodu, sprzątamy i zmywamy podłogę w domku. Zostawiamy klucz do domku ( z wieszaczkiem z kości renifera ) i wyruszamy. Wpierw jedziemy przez pustkowie do Kautokeino. Tu postanawiamy zrobić zakupy – w Coopie oddajemy puste butelki – 7,5 korony. Widzimy panie w strojach ludowych – jedna nawet w charakterystycznej czapce. W Coopie drogo, chcemy kupić dżem z jagód, ale jest tylko Copa za trzydzieści koron. Alta - widok na fiord Kupujemy tylko małe mleczko do kawy i Nestea. Mamy do wydania sześćdziesiąt dwie korony i 7,5 za butelki. Trochę wydajemy w Coopie. Ola idzie do informacji turystycznej. Podobno młodzi ludzie siedzą na internecie, ale mówią, że jest jeszcze Rema 1000. Jedziemy do Remy. Tam jednak, jak się okazuje wybór dżemów jest jeszcze mniejszy. W rezultacie kupujemy jogurty i lody ( po dwanaście koron, takie podobne do Magnum ). Pani kasjerka w supermarkecie zagaja rozmowę – byłą w Polsce na wycieczce szkolnej. Po zakupach i zjedzeniu lodów jedziemy dalej przez pustkowia.
Finlandia - kołó polarne   Przejeżdżamy granicę z Finlandią. Jedziemy drogą 93, a potem E08 ( 21 ). Ograniczenia zwykle do 100 km/h. Zatrzymujemy się przy dwóch konkurencyjnych ( po obu stronach drogi ) sklepikach z suwenirami. W jednym jest kawa bez ciasteczka ( 0, 50 Euro ) i z ciasteczkami ( 1 Euro ). Chodzimy po obu – kupuję rogi renifera za pięć Euro. Finlandia - koło polarne - sklep Jedziemy dalej. Remont drogi. Zatrzymujemy się przy „Polar Circle” – różne pamiątki – taniej i skromniej niż w Norwegii. Potem kawałek autostrady 16 km od Tomio do Kemi. Potem dość dobra i nawet autostrada do Oulu. Zjeżdżamy jedenastym zjazdem i po oznaczeniach trafiamy na kemping. Budynek recepcji bardzo duży, wjazd na teren przez szlaban na karty. Jedziemy do domku – dość  spory, OK., ma nawet dzbanek i miskę do mycia. Jemy. Chcemy pójść na darmowy internet i na piwo. Zachodzimy, a tu wszystko zamknięte – okazuje się, że tutaj jest inny czas ( Ola to sobie przypomina ) – o godzinę do przodu. Dobrze, że wyszło to teraz, a nie przed wyjazdem na prom. Wracamy do domku. Przestawiamy zegarki i w rezultacie idziemy spać o 1:50 w nocy .
06.07.2007. Wstajemy po 7:00. Pogoda się popsuła. Podjeżdżamy do recepcji. Korzystamy z Internetu. Wyjeżdżamy do Tempere. Droga przez lasy, czasami jeziora. Zaczyna padać. Raz mocniej, raz słabiej. Czasami leje, jak z cebra. Dotankowuję na Neste trochę – dość tania benzyna po 1,339  Euro. W automacie nie chce przyjąć żadnej mojej karty, pisze, że są nieprawidłowe, może przyjmuje tylko fińskie. Zajeżdżamy do dużego centrum handlowego.. Różne produkty są wyraźnie tańsze niż w Norwegii, choć droższe niż w Polsce. Kupujemy czekolady Fazer na prezenty, jogurty ( Danio – 0,90 Euro / sztukę ) – ja Magnum białe truskawkowe – 1,70 Euro, Ola innego. Kiosk z informacją o drogach ( suche / mokre, opady. Jedziemy dalej. Jestem śpiący i zmęczony. Finlandia - Tampere - kempingHelsinki - sobór Uspieński Stajemy dwa razy, w tym przed supermarketem tej samej sieci, co poprzednio – sprzedają truskawki po 3,50 Euro / kg . Dojeżdżamy do Tempere. Są na szczęście drogowskazy na kemping, bo nasz wydruk z Via Michelin nie wiem, czy by się sprawdził. Trafiamy na kemping. W recepcji dość powolna obsługa. Jakiś Anglik dyskutuje o rachunku, pracownicy obsługują i knajpkę i recepcję razem. W końcu po odstaniu w kolejce ktoś nas obsługuje. Coś tam jest nie tak z naszą rezerwacją ( czy ja może coś pokręciłem mu tłumacząc ), ale w końcu płacimy pięćdziesiąt Euro i dostajemy naszą chatkę. Chatka OK., choć taka prosta i trochę zniszczona, chyba gorsza niż w Nalikari. Na kempingu sporo młodzieży – rozrywkowej – w chatkach i sporo wozów kempingowych. Widzę parę młodych ludzi z rowerami, plecaczkiem i chyba namiotem, przechodzących górą przez zamkniętą furtkę z tyłu. Ponieważ nie pada idziemy na spacer nad jezioro oraz do baru – pijemy małe piwo z beczki po cztery  euro za małe piwo ( 0,4 l ). Wracamy do domku. Młodzież chyba trochę rozrabiała, chyba się troche ganiali.
   
Helsinki - plac Senacki07.07.2007 Wstajemy o 8:30. Kaczka z małymi podeszła pod drzwi naszej chatki. Oddajemy klucz w recepcji ( też zajęło to chwilę, jeden pan był przed Olą ). Na werandach chatek młodzieży puste puszki po piwie. Jedziemy autostradą – 100 –120 km / h do Helsinek. Przejeżdżamy przez centrum do linii żeglugowych. Na podstawieHelsinki - kościół w skale rezerwacji dostajemy bilety na prom. Mamy troche kłopotu aby znaleźć miejsce do zaparkowania, ale w końcu się udaje. Rozmieniam pieniądze i płacę za parkowanie – 5,70 euro za prawie 3 godziny ( 3 euro za godzinę ). Świeci słońce, jest ciepło, niedaleko portu przechodzi grupa młodych chłopaków – niektórzy są poprzebierani, grają muzykę z boomboxa, a jeden jest kompletnie nagi ( oprócz skarpetek i butów). Przechodzimy koło Soboru Uspieńskiego, przez plac targowy znajdujący się przy porcie (sprzedają pamiątki, dania z ryb i surowe ryby, warzywa i owoce ). Oglądamy klasycystyczny Plac Senatorski z pomnikiem cara Mikołaja przy którym liczni turyści z Rosji robią sobie zdjęcia. Zaczyna padać, idziemy na dworzec główny – ogromna, monumentalna budowla w stylu późnego art deco z zielonkawego kamienia. Helsinki - ulica Przeczekujemy Helsinki - kościół w skale deszcz chodząc po sklepach ( kosmetyki w aptece dużo droższe niż u nas). Przejaśnia się , więc wędrujemy do Kościoła w skale. Przed budynkiem mnóstwo czekających turystów – głównie Japończyków i Rosjan. Godziny zwiedzania są bardzo krótkie, bo jest sobota i w kościele odbywają się śluby. Chronimy się przed deszczem w pobliskim sklepie z suwenirami. Wychodzi para młoda, wszyscy klaszczą, nowożeńcy odjeżdżają BMW z przyczepionymi z tyłu puszkami. Tłum czekających turystów wlewa się do kościoła. My też wchodzimy. Kościół jest piękny – skalne ściany przykryte przezroczystą kopułą. Niestety zachowanie niektórych ludzi jest żenujące – podchodzą do ołtarza, mówią coś przez mikrofon śmiejąc się („ Jesus Loves You” z rosyjskim akcentem), przepychają się, robią zdjęcia wchodząc sobie ciągle w kadr. Po kilkunastu minutach obsługa wyprasza ( a właściwie wyrzuca ) wszystkich popychając, bo zaraz zaczyna się następny ślub. Niestety na zewnątrz mocno pada, czekamy chwilę, a gdy się przejaśnia wracamy do portu. Przechodzimy m.in. główną ulicą handlową – Esplanadi. Chcemy jeszcze zwiedzić dzielnicę za Soborem Uspieńskim ( podobno są tam secesyjne kamieniczki ), ale zaczyna lać. Chowamy się do samochodu. Zbliża się godzina wypłynięcia więc podjeżdżamy do wjazdu na prom. Sprawdzanie biletów i paszportów odbywa się w deszczu. Czekamy jeszcze ok. 20 minut na przypłynięcie promu. Wjeżdżamy na pokład, samochody przymocowują za koła pasami. Siedzimy na decku pasażerskim, w sklepiku kupujemy czekoladki na prezent za 5,40 euro. Kupujemy herbatę – 1,80 euro, Ola szabruje troche cukru, bo nasz zapas już się skończył.
Tallin - dach ratusza Dopływamy – w Estonii pogoda jest lepsza. Jedziemy do Hotelu Dzingel – znajduje się kilka kilometrów od centrum. Dużo gości – mówią po rosyjsku, angielsku. Po odświeżeniu sięLitwa - Góra Krzyży - stary krzyż jedziemy do miasta ( autobus nr 5 ). Bilety kupujemy w autobusie po 15 koron, podobno w kiosku są po 10 koron ( wcześniej wymieniliśmy 20 euro na 300 koron). Dojeżdżamy w okolicę Starego Miasta. Robimy zakupy w supermarkecie – chyba troche drożej  niż w Polsce. Potem idziemy na Stare Miasto – rynek główny, uliczki, zamek – piękne, w różnym stylu. Chcemy coś zjeść w jakiejś knajpce na Starym Mieście, ale wszędzie tam dość drogo. Pijemy piwo ( 40 koron) w pubie, a potem idziemy do Mc’Donalds – za zestaw i sałatkę  + płatny keczup płacimy 90 koron – troche drożej niż w Polsce. Wracamy autobusem do hotelu. W barze hotelowym pijemy jeszcze po jednym piwie (30 koron). W hollu grupa młodych ludzi – rozmawiają ze sobą po angielsku, ale część to Polacy, pozostali  to Rosjanie lub Estończycy. Wracamy do pokoju, idziemy spać ok. 2.00.
Litwa - Góra Krzyży8.07.2007 Litwa - Góra KrzyżyWstajemy o 8.00, pakujemy się, idziemy na śniadanie – w cenie pokoju, bardzo obfite. Zajeżdżamy na stację Statoil aby zapłacić kartą muszę podać numer paszportu. Przejeżdżamy przez Estonię na Łotwę. Tutaj drogi w większości kiepskie, tylko część wyremontowana z funduszy europejskich. Mijamy kurorty położone na wybrzeżu Bałtyku, wolno, bo są korki. Potem objeżdżamy Rygę i kierujemy się drogą na Szawle (Siaulis). Przejeżdżamy przez granicę z Litwą, znowu sprawdzają dowód rejestracyjny samochodu. Zaczyna padać. Zajeżdżamy na Górę Krzyży – jest tam mnóstwo większych i mniejszych krzyży. Kiedyś były tam stawiane aby upamiętnić walczących w Powstaniu Styczniowym. Władze carskie je niszczyły, ale ciągle pojawiały się nowe. Góra Krzyży stała się miejscem pielgrzymkowym. Później władze radzieckie również starały się zlikwidować to miejsce kultu, ale nie udało się. Wśród niepoliczalnej masy krzyży z intencjami znajdujemy krzyż  z datą śmierci jakiegoś uczestnika Powstania Styczniowego. Przy Górze Krzyży budują właśnie centrum pielgrzymkowe. Jedziemy dalej przez Szawle – strasznie pokręcona droga. Zaczyna porządnie lać, jedziemy do autostrady na Kowno, potem drogą na Mariampol i Warszawę. Litwa - Góra Krzyży Na autostradzie policjanci łapią, a na poboczu kilka popsutych samochodów w strugach deszczu.
Dojeżdżamy do Litwa - Góra KrzyżyMariampola. Maleńki hotel Sudavija, miły właściciel. Trochę przestaje padać, więc idziemy zjeść do pobliskiej restauracji „Magic”. Jedzenie jest dobre; płacimy ok. 46 L. Oglądamy jeszcze troche TV – są 2 polskie programy (TVP1 i Polsat).
9.07.2007 Wstajemy, idziemy na śniadanie. Wyruszamy ok. 9.15 miejscowego czasu. Ruszamy trasą na Warszawę, ale musimy wrócić się do miasta, bo po drodze nie widać żadnej stacji benzynowej. Na Statoil paliwo sporo tańsze niż u nas. Przejeżdżamy przez granicę; znowu sprawdzają dowód rejestracyjny. Jedziemy przez Suwałki, Augustów, Ostrów Mazowiecką , Wyszków i Radzymin – spory ruch. W domu jesteśmy ok. 14.15 naszego czasu. Koniec podróży J.
 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011