Iran
Strona domowa W górę

Iran

Maku

28.06.2004 Przez granicę z Turcji przechodzimy bez problemu, ale aby wejść na terytorium Iranu, Ola musi założyć chustę.  Wymieniamy pieniądze u cinkciarza, dostając za jednego dolara 8 500 IRR ( chciał nas troszkę oszukać ). Dzięki pomocy jednego pana z dolmusza szybciej przechodzimy odprawę paszportową ( do której kłębi się niezły tłumek bez zbytniego porządku ). Celnicy nas przepuszczają bez żadnej kontroli. Łapiemy autobusik do Bazargan ( czyli bramy przejścia granicznego – 1 000 IRR ). Potem prowadzimy długie negocjacje na temat wynajęcia taksówki ( aż przepędza nas strażnik bramy przejścia granicznego ). Proponują nam kurs do Tabriz za 6$, my jednak decydujemy się na przejazd do Maku za 20 000 IRR. Kierowca zawozi nas na dworzec autobusowy, gdzie kupujemy bilety na autobus do Teheranu o 16:30 ( po 50 000 IRR od osoby ). Korzystamy z toalety na dworcu, w miarę czystej ( 500 IRR ). Idziemy na miasto coś zjeść, w pobliskiej lokancie za ¼ kurczaka z ryżem i zam-zam płacimy 20 000 IRR za dwie osoby. Chodzimy trochę po mieście, ale zaczyna padać, więc wracamy. Pan w lokancie stawia nam bezpłatną herbatkę. Wyjeżdżamy w deszczu i zimnie. Podróż przebiega całkiem sprawnie. Puszczają nam hinduski film miłosny i dają kubki na wodę. Jest sporo wolnych miejsc, można się rozłożyć, nawet się wysypiam ( Ola nie za bardzo ).

była ambasada USA 1 była ambasada USA 2 była ambasada USA 3 była ambasada USA 4 była ambasada USA 5 mauzoleum imama Chomeiniego - Ola mauzoleum imama Chomeiniego 1 mauzoleum imama Chomeiniego 2 mauzoleum imama Chomeiniego - ja mauzoleum imama Chomeiniego - kobieta mauzoleum imama Chomeiniego - kobiety 1 mauzoleum imama Chomeiniego - kobiety 2 mauzoleum imama Chomeiniego - kobiety 3 mauzoleum imama Chomeiniego - autobus na ulicy 1 na ulicy 2 piekarnia sklep z sukniami ślubnyminietypowy sklep

30.06.2004 Rano dojeżdżamy do Teheranu, jest trochę chmur i wieje. Bierzemy taksówkę do metra z dworca zachodniego, gdzie zakończył kurs nasz autobus ( 10 000 IRR ). W metrze 3 pierwsze wagony są przeznaczone tylko dla kobiet. Za 650 IRR / osobę dojeżdżamy do placu Imama Chomeiniego, skąd idziemy do hotelu Mashad. Dwójki bez łazienki kosztują od 50 000 IRR do 60 000 IRR, my bierzemy droższą, za to z oknem i większą ( właściwie czwórkę ). Po kąpieli i krótkim odpoczynku, około 12:00 wychodzimy na miasto. Jemy w kebabiarni na rogu placu – dwa hamburgery i zam-zam kosztują nas 16 000 IRR. Potem idziemy do Banku Mejli, zobaczyć kolekcję klejnotów, ale okazuje się, że w środę wystawa jest zamknięta. Wymieniamy pieniądze u cinkciarza po 8 500 IRR / 1$ ( podawał kurs 8 600, ale wziął prowizję ), podobny kurs oferowano nam w banku. Wracamy do metra, a potem jedziemy w stronę stacji kolejowej. Musimy jeszcze przejść około 1,5 km, robi się upalnie. Na bardzo eleganckim dworcu jest bardzo fajna informacja z telefonem zamykanym na kłódeczkę. Okazuje się ( zresztą zgodnie z tym co podawał przewodnik ), że bilety z wyprzedzeniem można kupić tylko w agencji niedaleko stacji. Dwie miłe panie z informacji objaśniają nam, jak tam dojść, i dają nawet karteczki. W agencji bez problemu kupujemy dwa bilety do Isfahanu po 33300 IRR ( czyli razem 67 000 IRR ). Wracamy i jedziemy metrem w okolice dawnej ambasady amerykańskiej. Jej mury pokrywają liczne hasła i malowidła. Chodzimy troszkę po okolicy, a wreszcie wracamy do plac Chomeiniego. Kolację jemy w knajpce Cactus 2 – kawałki kurczaka, frytki i sałatka kosztują 25 000 IRR, sałatka 4 000 IRR ( zam-zam lub herbata w cenie posiłku, dodatkowa herbata 1 000 IRR ). Kupujemy jeszcze wodę za 2 500 IRR/ butelkę – wcześniej widzieliśmy po 2 000 ) i zam-zam za 1 000 IRR. Po powrocie oddajemy rzeczy do prania ( 30 000 IRR ) za całą pralkę ), korzystamy z Internetu ( nie za szybkie połączenie modemowe, 10 000 IRR/h ) i idziemy spać.
Następnego dnia wstajemy dość późno i postanawiamy jechać do ogrodów i pałacu Golestan. Najpierw jednak chcemy znaleźć pocztę, aby wysłać kartki pocztowe. Jednak bez rezultatu. Poczta okazuje się zamknięta, bo jest czwartek, czyli dzień przed wolnym piątkiem. Z takiego samego powodu okazuje się zamknięty pałac Golestan. Dojeżdżamy do niego metrem – jedna stację z placu Chomeiniego ( wysiadamy na Pandzar-e-Khorolat ). Niedaleko znajduje się słynny bazar teherański. Jemy na śniadanie placek nazywany pizzą ( 4 000 IRR ), mający jednak niewielki związek z włoskim oryginałem. Sam bazar składa się z różnych części, całych kwartałów wypełnionych sklepami tego samego rodzaju – niektóre z nich są nowoczesne, inne staromodne. Można tam kupić biżuterię, dywany, przyprawy, ubrania. Postanawiamy jechać do grobowca Chomeiniego. Próbujemy dowiedzieć się, jak dojechać, pokazując stosowny napis w farsi z przewodnika Lonely Planet. Ale napis ma chyba błąd, bo mamy z tym problemy. W końcu jedziemy nie z dworca południowego, jak twierdził przewodnik, ale autobusem miejskim z placu Chomeiniego. Bilet kosztuje 500 IRR, kupuje je się w budce w postaci odpowiedniej długości wstęgi z biletami. Miły pan z pętli autobusowej objaśnia nam wszystko i pokazuje do którego autobusu wsiąść. W środku autobusu jest segregacja płci – metalowa rurka oddziela mniejszą tylnią część dla kobiet od przedniej dla mężczyzn. Podróż nie trwa długo, dość szybko dojeżdżamy do celu. Idziemy do grobowca. Musimy zostawić w depozycie plecaki i aparaty, buty oddać do przechowalni. Są oddzielne wejścia dla kobiet i mężczyzn. Budynek jest jeszcze niewykończony. Może po całkowitym zakończeniu budowy będzie to wyglądało ładnie, ale w momencie naszej wizyty budowla przypomina halę fabryczną z zielonym grobowcem. Ludzie rzucają pieniążki obok grobowca. Obchodzimy cały budynek. Jest tam supermarket ( kupujemy wodę, soki i grzebień ) oraz poczta ( nie mają niestety kartek pocztowych ). Troszkę odpoczywamy w małym parku, leżąc sobie na karimacie. Robię parę ciekawych zdjęć z ukrycia. . Wracamy znowu autobusem miejskim i szukamy urzędu telekomunikacyjnego.  Okazuje się, że z ogromnego, strzeżonego budynku w centrum nie można skorzystać, dają nam adres na kartce i karzą skorzystać z taksówki. Nie jedziemy. Kupujemy sobie falafele ( 3 500 IRR ). Po długich poszukiwaniach udaje się nam kupić wodę w butelkach ( 3 000 IRR ). Niedaleko naszego hotelu mieści się piekarnia sprzedająca płaskie chlebki w kształcie desek surfingowych. Chcemy kupić jeden. Sprzedawca nie chce rozmawiać wcale z Olą, tylko ze mną. Pakujemy się w hotelu i jedziemy na dworzec kolejowy ( metro + autobus ). Gdy chcemy coś zjeść w bufecie, zamykają nam go przed nosem. Aby wejść do poczekalni trzeba okazać paszport. dworzec jest bardzo elegancki i nowoczesny. Jakiś Amerykanin znający farsi pomaga nam kupić coś do picia.. Wsiadamy do pociągu. W naszym przedziale są fajni pasażerowie - dwa małżeństwa - jedno z bliźniakami i drugie jeszcze bezdzietne. Zaczynamy z nimi rozmawiać. Pracują w Teheranie, jadą do rodziców do Isfahanu. Wagon jest francuski, klimatyzowany, z pościelą. Dzieciaki trochę rozrabiają, ale śpię dość dobrze. Poznane Iranki śpią w chustkach. 

dom pogrzebowy muzeum historii naturalnej budynek publiczny plac Imama 1 plac Imama - chłopiec plac Imama - kobiety 1 plac Imama - kobiety 2 plac Imama - fontanna plac Imama - kobiety 3 plac Imama - meczet - kopuła plac Imama - po modlitwach plac Imama - widok z pałacu Ali Ghapu 1 plac Imama - widok z pałacu Ali Ghapu 2 pałac Ali Ghapu pałac Ali Ghapu - kolumny pałac Ali Ghapu - okno 1pałac Ali Ghapu - okno 2 pałac Ali Ghapu - schody  Ali Ghapu - sala muzyczna Ali Ghapu - wnętrze 1 Ali Ghapu - wnetrze 2 Ali Ghapu - wnętrze - obraz detal 1 detal 2 meczet Imama 1 meczet Imama 2 meczet Imama 3 meczet Imama 4 meczet Imama - kopuła meczet Imama - mihrab meczet Imama - minarety meczet Imama - Ola meczet Imama - portal meczet Jame 1  most Si o Se 1 most Si o Se 2 most Si o Se - herbaciarnia nad brzegiem rzeki rzeka pałac Chehel Sotun - kolumny pałac Chehel Sotun - park pałac Chehel Sotun - wnętrze ogród pałacu Chehel Sotun - knajpka ogród pałacu Chehel Sotun - knajpka - szisza pałac Chehel Sotun - restauracja w parku - szisza - Ola ptasi targ 1  ptasi targ 2 ptasi targ - sprzedawca z Iraku ptasi targ - zakupy meczet Jame 2 meczet Jame 3 meczet Jame - detal meczet - kopuła okolice meczetu Jame w domu

02.07.2004 Poznani w pociągu Irańczycy pomagają nam dostać się autobusami do hotelu Amir Kabir ( specjalny z dworca, a potem normalny miejski ), płaca nawet za nasze bilety. Dwójka kosztuje 80 000 IRR, ale stargowujemy do 70 000 . Po odpoczynku wyruszamy na miasto. Jemy śniadanko w knajpce niedaleko hotelu ( jajka, kanapki  ) za 10 000 IRR. chcemy odwiedzić pałac Chechel Sotun, ale ponieważ jest piątek, jest zamknięty do 15:00.  Idziemy na sławny plac Chomeiniego. Akurat skończyły się modlitwy i ludzie wychodzą z meczetów. Zwiedzamy pałac Ali Ghapu - piękny,  duże wrażenie robi sala muzyczna, z akustycznym sufitem ( otwory w kształcie różnych instrumentów muzycznych ).  Wstęp kosztuje  3 000 IRR. Tyle samo płacimy za wejście do wspaniałego meczetu Lofollaha po drugiej stronie placu. Potem chodzimy trochę po mieście, właściwie włóczymy się - oglądamy pamiątki, kartki pocztowe itp. Odwiedzamy Chechel Sotum 
( 3 000 IRR ). Pałac jest bardzo ładny, ciekawie położony nad niewielkim jeziorkiem. Bardzo przyjemna jest kafejka w pałacowym parku. Palimy sobie sziszę ( 4 000 IRR ), jemy lody i pijemy dobrą herbatkę ( 3 000 IRR ). Wieczorem idziemy nad słynny most Si o Se. Tam zagaduje nas pewien Irańczyk ćwiczący swój angielski. Stawia nam herbatę, a potem my fundujemy jemu. Opowiada nam o sobie, swojej rodzinie, życiu w Iranie. Bardzo miły człowiek. Zarabia około 5$ dziennie pracując na budowie.  Uczy się angielskiego samodzielnie i szlifuje język rozmawiając z obcokrajowcami. Ma narzeczoną, z którą spotyka się raz w tygodniu, oczywiście pod okiem jej ojca. Zaprasza nas na następny dzień na 20:00 na obiad. Musimy się zastanowić. Wracamy do hotelu, korzystam z Internetu ( 10 000 IRR/h ), następuje przerwa w dostawie prądu.
Następnego ranka śpimy trochę dłużej. Oddajemy rzeczy do prania ( 25 000 IRR ). jemy śniadanie ( jajka, chleb z miodem i kawa za 17 000 IRR ). Postanawiamy zobaczyć meczet Jameh. Po drodze wchodzimy na bazarze do stoisk, gdzie sprzedają różne ptaki. Mają różnokolorowe kurczaczki, które pakują do foliowych torebek. W klatkach są kury, gołębie, króliki. Rozmawiamy chwilę z pewnym Irakijczykiem z Bagdadu, które handluje gołębiami. Po wyjściu z bazaru kierujemy się do meczetu ( wstęp  2 500 IRR ). Budowla ta jest zbudowana w kilku różnych stylach, bo była przebudowywana. Ma fragmenty z X-XI, ciężkie, ceglane i późniejsze, bogato zdobione. Podziemia są głownie wykonane z cegły, a dziedziniec wykładany mozaiką. Oglądamy wspaniale zdobiony mihrab. Potem wyrzucają nas, bo zaczyna się czas modlitw. Chodzimy po bazarze, aby wrócić około 14:00 i kontynuować zwiedzanie Część sal jest odnawiana, ale w taki sposób, że raczej to meczetowi nie przysporzy uroku. Po południu chcemy zwiedzić największy i najważniejszy obiekt sakralny w Isfahanie, czyli meczet Imama Niestety pogoda się trochę psuje - nadciągają chmury, zaczyna wiać. Wstęp kosztuje tylko 3 000 IRR. Podobno ceny dla cudzoziemców są od niedawna takie same, jak dla  Irańczyków. Niestety w środku meczetu cały plac został zastawiony rusztowaniami i płachtami dla ochrony wiernych przed słońcem w czasie modlitw. Po największą kopuła jest wspaniałe echo, gdyż ma ona dwie warstwy, miedzy którymi jest pusta przestrzeń. Kopuła jest teraz restaurowana - został zdjęty jej kawałek,  na którym są wymieniane płytki. Człowiek zajmujący się konserwacją pokazuje nam odnawiany fragment i próbuje sprzedać kawałek starej kopuły ( nie bierzemy ). W świątyni jest ciekawy mały dziedziniec.  Niestety przychodzi wycieczka, bodajże z Francji i już nie jesteśmy sami. Wychodzimy na plac. Kupujemy kartki pocztowe ( 2 000 IRR ). Niestety nie możemy ich wysłać, bo poczta jest zamknięta. Na bazarze kupujemy trochę pamiątek i podarunków. ( obrus za 35 000 IRR, szal, czajniczek za 35 000 IRR, torebkę za 3 000 IRR ). Fajne są noże i malowidła na kości wielbłąda, ale niestety dość drogie. Idziemy do mostu  Si o Se, gdzie jesteśmy umówieni z naszym wczorajszym znajomym. Ali Akbar jest punktualnie. Zabiera nas taksówkami, pokazuje inne mosty, ogród botaniczny ( od zewnątrz, bo dla cudzoziemców wstęp jest drogi ). Jedziemy do niego do domu na obiad. Mieszkanie jest skromne, ale czyste. Mieszka wraz ze swoimi braćmi. Pochodzą ze wsi i zarobione pieniądze wysyłają ojcu, który inwestuje je w sad. Opowiada troszkę o zwyczajach na wsi ( nie widział przez wiele lat nigdy włosów swojej matki, dopiero niedawno nastąpiło pewne "rozluźnienie" obyczajów ). Obiad jest bardzo dobry - mięso, ryż, woda, napoje. Bracia wyciągają dla swoich gości najlepszą zastawę.  Na wideo oglądają filmy karate z wypożyczalni oraz krążące w "drugim obiegu" kasety z występami irańskich artystów z USA. Przyniósł je kuzyn naszego gospodarza, nastawiony raczej antyrządowo ( pali papierosy ). Dostajemy w prezencie od kuzyna pudełko na chusteczki. Inny krewny naszego gospodarza odwozi nas swoim samochodem do hotelu. Proponują nam objazd po mieście następnego dnia, ale my już wyjeżdżamy. Jeszcze wieczorny zam -zam, Internet, odebranie prania i idziemy spać.
Wstajemy około 6:30, aby zdążyć na autobus do Shiraz. Jedziemy miejskim autobusem na dworzec dalekobieżny, kierowca nie chce od nas pieniędzy. Jem śniadanie w knajpce na dworcu, za bułę i zam-zam płacę 4 000 IRR. Podróż przebiega miło i spokojnie, po drodze mamy jeden postój ( herbata i zam-zam ).

droga z Isfahanu cytadela 1 cytadela - dziedziniec 1 cytadela - dziedziniec 2 cytadela - ja cytadela - Ola cytadela - wycieczka dziewczyn mauzoleum Hafeza 1 mauzoleum Hafeza 2 Persepolis - brama 1 Persepolis - brama 2 Persepolis - droga Persepolis - droga procesyjna 1 Persepolis - droga procesyjna 2 Persepolis - droga procesyjna 3 Persepolis - droga procesyjna 4 Persepolis - droga procesyjna - fragment Persepolis - jaszczurka Persepolis - kolumny Persepolis - kapitel kolumny Persepolis - kolumnada Persepolis - koń 1 Persepolis - koń 2 Persepolis - napis Persepolis - my Persepolis - Ola Persepolis - walka bohatera 1 Persepolis - walka bohatera 2 Persepolis - widok i ja Persepolis - widok Perspolis - uskrzydlony byk i Ola Persepolis - grobowiec króla Persepolis - płaskorzeźba Shiraz - cytadela 2 Shiraz - meczet

04.07.2005 Po dojechaniu do Shiraz bierzemy taksówkę do hotelu  Esteghlal ( 10 000 IRR ). Pokój z prysznicem po targowaniu kosztuje nas 70 000 IRR ( są też pokoje bez łazienki za 55 000 IRR ). Ola sprawdza pobliski hotel Zand ( bez prysznica 60 000 IRR, mniejsze pokoje ). Całe targowanie odbywa się przez telefon. Obsługa hotelu nie mówi po angielsku, więc zadzwoniła do znajomego taksówkarza, który robił za tłumacza. Dowiadujemy się o wyjazd do Persepolis - taksówkarz chce 120 000 IRR i nie za bardzo można coś utargować.  Po rozlokowaniu się w hotelu idziemy na miasto. Wchodzimy do potężnej cytadeli ( 2 000 IRR ).W środku spotykamy wycieczkę szkolną młodych dziewczyn, bardzo się nami interesującą. Cytadela w środku wygląda dość ciekawie, jest sporo drzew. Po jej zwiedzeniu szukamy jeszcze innej taksówki, ale dostajemy oferty na około 160 000 IRR. Decydujemy się   więc jechać z taksówkarzem z hotelu. Postanawiamy coś zjeść. Idziemy do pizza bar. Pizza kosztuje 16 000 IRR, spaghetti 7 000, sałatka 2 000 IRR, cola 1 000 IRR, porcje są małe.   Po kolacji jedziemy autobusem numer 14 ( numer 2 też pasuje ) do mauzoleum Hafeza ( 500 IRR ). Hafez był słynnym poeta, o znaczeniu porównywalnym do Mickiewicza. Przed wejściem kilku taksówkarzy próbuje nas namówić na wyjazd do Persepolis. Grobowiec odwiedzają liczni młodzi ludzie, całują go i dotykają na szczęście. Cały park został rozbudowany za czasów ostatniego szacha. Zaczepia nas pewien chłopiec - chce porozmawiać po angielsku. Okazuje się, że jego ojciec, inżynier z firmy gazowniczej, był w Polsce w 1998 roku i nawet pamięta parę zwrotów w naszym języku. Chłopiec świetnie mówi po angielsku, chce wyjechać do USA. Po rozmowie chcemy pójść do kawiarni, ale ceny są wysokie ( lody i herbata po 4 000 IRR ). Siedzimy chwilę w parku na ławeczce, a potem wychodzimy z parku. Chcemy wrócić autobusem do hotelu, ale przez dłuższy czas nie przyjeżdża. Bierzemy więc taksówkę za 10 000 IRR. Jemy lody  i pijemy napoje w ulicznej budce - jeden jest mdło słodki, a drugi landrynkowo - słodki. Ponieważ są wymieszane z lodem, to są przynajmniej zimne 
( kosztują po 2 000 IRR ). Wracamy do hotelu. Po zabiciu znalezionego w łazience karalucha możemy iść spać.
05.07.2005. Wstajemy wcześnie, bo o 7:00 rano już jest umówiony taksówkarz. Najpierw jedziemy na dworzec autobusowy, gdzie kupujemy bilety do Yazd na 20:00 po 28 000 IRR . Na czas przejazdu przez policyjna kontrole siadam z przodu i zapinam pasy. Dojeżdżamy do zbiornika wody i tam jemy śniadanie przygotowane przez żonę naszego kierowcy. Jedzenie jest bardzo dobre - płaski chlebek, biały ser, dżem. Rozmawiamy. Według naszego rozmówcy życie było dużo lepsze  za szacha. Pracował on wtedy w zakładach petrochemicznych, miał tanią kantynę, stały kurs riala do dolara. Opowiadał też o ekstrawagancjach szacha - klimatyzowanych namiotach dla zagranicznych gości na uroczystości w Persepolis. Wyruszamy dalej. Dojeżdżamy na miejsce. My idziemy zwiedzać, a nasz kierowca czeka na nas. Bilety kosztują nas tyle samo, co Irańczyków - 3 000 IRR. Zwiedzamy cały teren - od bramy wejściowej, przez drogę procesyjną do grobowców. Spotykamy tą samą wycieczkę dziewczyn, jakąś rodzinę chyba z okolic Zahedanu ( sądząc po ubiorze ), ale poza tym jesteśmy sami w ruinach. Wracamy. Nasz kierowca narzeka, że za długo nas nie było. Jedziemy do grobowców królów perskich - Dariusza i Kserksesa oraz rzeźb z okresu państwa Partów. Wracamy. Po drodze nasz samochód się zagrzewa i musimy czekać, aż ostygnie. W Yazd jesteśmy z powrotem około 13:00. Nasz kierowca chce, żebyśmy dopłacili, ale się nie zgadzamy. W hotelu za pranie chcą raptem nie 30 000 IRR, ale 40 000. Po pewnej dyskusji płacimy im tyle. Pakujemy się i płacimy za pobyt. Gdy chcemy zostawić nasze rzeczy na parę godzin ( do czasu odjazdu autobusu ) kobieta od prania chce za to aż 30 000 IRR. Idziemy stamtąd - nie polecamy tego hotelu nikomu !Jedziemy taksówką na dworzec ( 10 000 IRR ). Szukamy tam przechowalni bagażu. Niestety jest długo zamknięta, a gdy w końcu zjawia się ktoś z obsługi nie chce przyjąć naszego bagażu. Zostawiamy go więc w biurze naszej linii autobusowej i za 7 000 IRR jedziemy na plac Ahmadi. Chcemy wejść do Mauzoleum Shah-e Cheragh, ale nas nie wpuszczają ( podobno meczet jest otwarty tylko dla muzułmanów ). Próbujemy więc znaleźć pocztę, aby wysłać nasze kartki.  Dochodzi do śmiesznego nieporozumienia. Nasze pytania o "post office"  u portiera w pewnym budynku są zrozumiane jako "boss office" i zostajemy zaprowadzeni do gabinetu szefa jakiejś ważnej instytucji. Tam też wszyscy starają się nam pomóc, ale okazuje się, że ta instytucja została przeniesiona gdzieś daleko od centrum i trzeba by tam jechać taksówką. Idziemy więc zobaczyć meczet Vakil. Ale i tam nie sprzyja nam szczęście - wpierw musimy czekać na otwarcie, a  potem okazuje się, że wstęp nadal kosztuje tu 15 000 IRR. Nie oglądamy więc świątyni, za to chodzimy sobie po bazarze ( wisiorek - 15 000 IRR ). Wracamy do centrum i jemy coś w lokalu typu "Mac Donald`s" - nazywa się 110 Hamburgers i jest tam dość drogo ( 2 hamburgery i 1,5 l coli to wydatek 28 000 IRR ). Wracamy taksówką na dworzec za 10 000 IRR Odjeżdżamy z opóźnieniem ( szukanie pasażerów do kompletu ). Mam możliwość oglądania filmu hinduskiego. Ponieważ mamy miejsca na samym przedzie autobusu, musimy zapinać pasy, gdy tylko przejeżdżamy obok policji. Mamy jeden postój, troszkę udaje się nam zdrzemnąć. 

meczet Jame 1 meczet Jame 2 meczet Jame - mężczyzna meczet Jame - mozaika 1 meczet Jame - mozaika 2 meczet Jame - widok z dachu widok z meczetu Jame meczet Jame - wnętrze Stare Miasto 1 Stare Miasto 2 kontrukcja na procesje Stare Miasto 3 Stare Miasto - komin Stare Miasto - wieza wiatrów Stare Miasto - dom kupca Stare Miasto - plac zabaw Stare Miasto - ulica wieża milczenia 1 wieża milczenia - Ola wieże milczenia - budynki pomocnicze Chak Chak 1 Chak Chak - brama Chak Chak - ołtarz świątynia Zoroastrian 1 światynia Zoroastrian 2 świątynia Zoroastrian - święty ogień napis billboard Amir Chakhmagh 1 Amir Chakhmagh 2 Amir Chakhmagh 3 Amir Chakhmagh - ja Amir Chakhmagh - Ola wieże wiatrów

06.07.2005 Jesteśmy w Yazd o 4 rano. Bierzemy taksówkę do hotelu Amir Chakkmagh. Z powodu wczesnej pory jest on jednak zamknięty, a nasze próby obudzenia kogoś nie dają rezultatu. Zaczynamy szukać innego hotelu. Nie jest to jednak proste. - Aria jest pełny, inne drogie , hotelu Behesty nie możemy odnaleźć. Gdy tak krążymy po mieście dostajemy smaczny świeży chlebek od piekarzy w Amir Chakmagh. Wracamy zmęczeni na skwerek przy pierwszym hotelu i siedzimy na ławeczce. Wreszcie około piątej udaje mi się waleniem do drzwi obudzić recepcjonistę. Bierzemy pokój używany jako czwórka ( 80 000 IRR, dla czterech osób 120 000 IRR ). Po solidnym wyspaniu się, po południu idziemy na miasto. Postanawiamy zjeść jakiś miejscowy tradycyjny posiłek. Zamawiamy zupę . Dostajemy ją w kamiennym garnku wraz z mięsem, cebulą oraz tłuczkiem do zmiażdżenia i wymieszania zawartości. Siedzimy na drewnianych podestach pokrytych dywanami. W sumie jest fajnie, choć jedzenie jest dość tłuste. Po jedzeniu udaje nam się wreszcie odnaleźć urząd pocztowy. Wysyłam aż osiem kartek pocztowych  ( 1 000 IRR za znaczek ). Pomimo klimatyzacji panuje senna atmosfera, obsługuje tylko jedna pani. Potem idziemy  skorzystać z Internetu ( 12 000 IRR za godzinę ). Gdy już wysłaliśmy wszystkie maile ruszamy wreszcie na zwiedzanie. Idziemy do meczetu Jameh. Budynek jest piękny, połączenie cegły i mozaiki. Dzięki uprzejmości pana z pobliskiej kafejki internetowej wchodzimy na dach ( jest otwarty bo trwają prace remontowe ). Gdy już obejrzymy meczet chodzimy po Starym Mieście. Najsłynniejsze budowle - to wieże wiatrów łapiące każdy powiew, aby schładzać wnętrza domów, taka starodawna klimatyzacja. Inne ciekawe budowle to cysterny na wodę. Oglądamy Mazuzoleum Seyed Roknaddin. Postanawiamy odnaleźć meczet 12 imamów i więzienie Aleksandra ( według legendy Aleksander Wielki więził tutaj pokonanego władcę Persów ). Trudno jednak się kogokolwiek dopytać więc błądzimy w labiryncie wąskich uliczek. Na szczęście spotykamy turystę z Teheranu, który idzie w to samo miejsce. Na miejscu spotykamy jeszcze pewnego Amerykanina pochodzącego z Yazd. Razem idziemy do tradycyjnego, odnowionego domu kupca - Khan-e-Lari. Zaglądamy jeszcze do hotelu zbudowanego w tradycyjnym domu . Chodzimy po uliczkach, rozmawiamy o Iranie, Polsce itp. Amerykanin opowiada o swoim dzieciństwie w Yazd. Rozstajemy się pod meczetem  Jameh. On ma coś jeszcze kupić i nas dogonić. Ale już się nam nie udaje spotkać. Po drodze do hotelu kupujemy jeszcze lody ( 2 000 IRR ) Wykupujemy wycieczkę na następny dzień do Chak-Chak. Ponieważ oprócz nas chętny jest tylko jeszcze pewien Duńczyk, więc musimy zapłacić po 60 000 od osoby ( przy 4 osobach normalna cena wynosi 45 000 IRR ).  Na kolecję jemy kebab 
( 5 000 IRR ) w knajpce niedaleko hotelu . Jeszcze woda w supermarkecie za 2 000 IRR i idziemy spać. 
Następny dzień rozpoczynamy pobudką o 6:00. O 7:00 wyruszamy. Najpierw jedziemy do wież milczenia.  W tych budowlach Zaroastrianie chowali swoich zmarłych. Właściwie trudno nazwać ich ceremonie pogrzebowe "chowaniem". Ponieważ ich religia nie pozwala na zanieczyszczanie ziemi ciałem zmarłego zostawiali je w tych budowlach na wysuszenie i rozdziobanie przez dzikie ptactwo. Obecnie podobno zalewają  ciała zmarłych w betonie. U podnóża wież znajdują się budynki, gdzie przygotowywano ciała do złożenia, ubierano itd. Wszystko to robi dość niesamowite wrażenia. Po wizycie w wieżach robimy krótkie zakupy ( ciastka, soczki itp ) i jedziemy przez kamienistą pustynię  porośniętą gdzieniegdzie krzaczkami. Docieramy do Chak-Chak. Musimy sporo wdrapać się w górę, aby dotrzeć do świątyni. Całe to miejsce jest teraz opuszczone. Tylko raz w roku zjeżdżają tutaj Zaroastrianie z całego świata, aby przez kilka dni świętować. Resztę roku pilnuje je samotny strażnik. Otwiera nam pięknie zdobione drzwi do groty-świątyni. W środku jest skromnie - znajduje się tam ołtarz na którym rozpalany jest ogień oraz trochę symboli religijnych. Przed wejściem trzeba zdjąć obuwie, do środka nie mogą wchodzić kobiety w czasie menstruacji, trzeba założyć nakrycia głowy. Strażnik musi się czuć bardzo samotnie, więc oprowadza nas bardzo chętnie. Dajemy mu na zakończenie troszkę pieniędzy ( 10 000 IRR, tyle samo Duńczyk ). Wracamy przez pustynię i o 12:30 jesteśmy z powrotem. Przeprowadzamy się do mniejszego pokoju za 60 000 IRR. Wieczorem wychodzimy na miasto. Kupujemy bilety na autobus do Kerman. Za dwa bilety płacimy tylko 28 000 IRR. Potem idziemy do świątyni Zaroastrian. Została ona zbudowana w 1940 roku, ale ogień płonie w sposób nieprzerwanie od 2 500 tysiąca lat ( jest przenoszony ). Jest za szyba, aby go nie zanieczyścić oddechami, specjalny kapłan dba o dokładanie drewna, a popiół jest wyrzucany. Na ścianach świątyni sentencje z pism Zaratustry. Dajemy datek 5 000 IRR i wracamy. W sklepie po drodze kupujemy tuńczyka w puszce ( około 5 000 IRR ), bułki, jogurty i inne produkty - to będzie nasza kolacja.  Okazuje się, że kompleks  Amir Chakmagh jest otwarty i za 1500 IRR od osoby można wejść na górę. Po schodkach wspinamy sobie na taras pod minaretami, wyżej nam się nie chce. Z góry roztaczają się piękne widoki, roimy zdjęcia. Potem idziemy na bazar, kupujemy torebki po 17 000 IRR. Wracając w supermarkecie koło hotelu kupujemy jeszcze ogórki kiszone i wodę ( sprzedawca dał nam ogórki za darmo ... ) Robimy i zjadamy smaczną kolacyjkę. Idziemy wcześnie spać, bo autobus mamy o 8:30 i trzeba wstać o 6:45.
Następnego dnia wstajemy rano, myjemy się i pakujemy. Płacimy za hotel ( w sumie wyszło 140 000 IRR ), łapiemy taksówkę na dworzec autobusowy ( 10 000 IRR ). Na dworcu jest trochę dziwnie, bo kierują nas do biura innej linii ( choć autobus jest jednak tej linii w której kupiliśmy bilety ) , a nasz autobus odjeżdża w końcu o 8:10. Podróż jest jednak dość przyjemna ( autobus bez klimatyzacji, z drewnianymi podłokietnikami, zapinanie pasów przed posterunkami policyjnymi ), jedziemy przez pustynię, miasto Rafsanjah ( skąd pochodził prezydent Iranu ) i o 13:15 jesteśmy w Kerman

 Rayen - mury 1 Rayen - mury 2 Rayen - twierdza 1 Rayen - twierdza 2 Rayen - twierdza 3 Rayen - twierdza 4 Rayen - twierdza 5 Rayen - twierdza 6 Rayen - twierdza 7 Rayen - twierdza - zabudowania - wnętrze Rayen - twierdza - Ola Rayen - twierdza - ja Rayen - twierdza - zabudowania Rayen - twierdza - mur z gliny Rayen - twierdza z zewnątrz 1 Rayen - twierdza z zewnątrz 2 Mahan - widok Mahan - ogrody Shahzade Mahan - ogrody Shahzade - Ola Mahan - mauzoleum 1 Mahan - mauzoleum 2

  08.07.2004 W Kerman mamy adres hotelu ( ze strony innych podróżników ). To Milad Guesthose. Taksówka kosztuje nas 10 000 IRR. Do wyboru mamy pokój z prysznicem za 70 000 IRR lub malutki bez za 55 000 IRR. Wybieramy ten z prysznicem. Trochę odpoczywamy, oddajemy rzeczy do prania ( 7 000 IRR za pralkę ) i idziemy na miasto. Trochę po nim błądzimy. Dochodzimy do placu Azadi. Tam próbujemy znaleźć agencję turystyczną "Kerman Tours", ale jest zamknięta. Jemy hamburgera, popijając colą - 
10 000 IRR. Postanawiamy pojechać do Jemal Guest House. Podobno tam można zorganizować jakąś wycieczkę po okolicach. Jednak taksówkarze nie wiedzą gdzie to jest. W końcu jakiś miły młody człowiek zabiera nas taksówką do biura swego ojca ( a raczej dwoma taksówkami ). jest on 21 letnim studentem anglistyki. Opowiada nam o swojej rodzinie, w tym o wujku, który zginął na wojnie z Irakiem. W biurze, które znajduje się niedaleko miejsca, gdzie według przewodnika jest hotel, tez nie mogą nam pomóc. Dają nam telefony do różnych agencji turystycznych. W końcu postanawiamy pojechać na bazar ( 5 000 IRR ). Chodzimy i oglądamy. Na kolację kupujemy sobie melona ( 5 000 IRR ). Jedziemy na plac Valiasr, gdzie jest kafejka Internetowa ( różna szybkość działania, koszt 10 000 IRR / h ). Jeszcze nabywamy w sklepie bułki i tuńczyka. W sklepiku koło hotelu postanawiamy dokupić biały serek ( 6 000 IRR ) i duży kubek jogurtu
( 5 000 IRR ).W sklepie zagaduje do nas pan organizujący różne wycieczki w okolicach Kermanu - na przykład do nomadów  - po 20$ od osoby, do miasta Rayen zwanego "małym Bam"  i Mahan - 30$ za dwie osoby. Decydujemy się jechać jutro, a do rana musimy się zdecydować co chcemy zobaczyć. Umawiamy się z nim na 9:00 rano następnego dnia. Wracamy do pokoju i spożywamy na kolację zakupione wcześniej wiktuały.
Następnego dnia wstajemy przed 8:00 aby być gotowi na 9:00 na umówione spotkanie. Tak się spieszę, że zacinam się przy goleniu. Okazuje się, że pośpiech był zupełnie niepotrzebny. Gdy schodzimy do recepcji, naszego przewodnika nie ma. Czekamy i czekamy, ale on nie przychodzi. Dzwonimy do innego przewodnika ( jego telefon wywieszony był w recepcji ) - proponują za tą trasę 50 -70 Euro. W końcu zjawia się nasz przewodnik. Tłumaczy swoje spóźnienie mało przekonująco i gorąco namawia nas na wyjazd do nomadów. Jednak my chcemy zobaczyć tylko miasta ( pieniądze odgrywają tu największą rolę ). Jedziemy taksówką do jego biura, gdzie zostawiamy plecaki. Następnie jedziemy na dworzec autobusowy. Nie ma biletów do Bander Abbas. Chcemy kupić bilet na pociąg do Teheranu, ale też już nie ma. Wracamy jeszcze raz do biura linii autobusowych i po rozmowie naszego przewodnika z kierownikiem  znajdują się dwa bilety 
( 76 000 IRR ). Następnie jedziemy do biura Iran Air i kupujemy bilety lotnicze na powrót z Bander Abbas do Teheranu ( dwa bilety to koszt 
712 000 IRR ). Wreszcie możemy jechać na wycieczkę. Daję przewodnikowi zaliczkę - 10 $ w rialach. Jedziemy do miejsca postojowego taksówek. Nasz przewodnik zakupuje wodę i soki, no i oczywiście wynajmuje taksówkę. Nasz pierwszy cel to Rayen. Podjeżdżamy pod cytadelę, ale jest zamknięta - klucznika poszedł na modły ( jest piątek ). Nasz przewodnik się wścieka na taką organizacje. Będziemy czekać na powrót klucznika w restauracji. mieści się ona w ogrodzie. Obiad kosztuje nas 
20 000 IRR( kebab z ryżem, zam-zam i herbata ). Nasz przewodnik dzwoni do klucznika - podobno jest na miejscu. Udaje się nam wejść do środka. Rzeczywiście jest to bardzo interesujące miejsce - cała twierdza wykonana z gliny. Zarówno siedziba gubernatora, mury obronne, jak i domy mieszkańców. Oglądamy straszliwe zdjęcia cytadeli w Bam, zniszczonej w trzęsieniu ziemi. Za wstęp musimy niestety sporo zapłacić - po 20 000 IRR. Nie dostajemy żadnych biletów, pieniądze przekazujemy klucznikowi. Dorabia on sobie wyrabiając broń, podobno Rayen z tego słynie. Następnie jedziemy do do Mahan. Najpierw oglądamy ogród przy pałacu. Jest całkiem ładny, choć woda w fontannach jest brązowa ( wstęp 2 500 IRR /osobę ). przewodnik kupuje nam dla ochłody zam-zam i herbatkę. Ucinamy sobie pogawędkę ze studentem informatyki. Zaprasza nas do odwiedzenia go w domu w Hamadan, gdzie niedługo wraca ( studiuje w Kerman ). Po odpoczynku w ogrodzie jedziemy do mauzoleum, gdzie spoczywają prochy mędrca sofistycznego ( derwiszy ) Shah Nematollah Vali. Przepiękne zdobione drzwi i mozaiki. Wracamy do Kerman. Nie udaje się nam zobaczyć zachodu słońca w jakiejś uliczce miasta. Zatrzymujemy się przy piątkowym targu - to "nowoczeny" targ, podobny do naszych. Stamtąd taksówką i autobusem wracamy do biura naszego przewodnika. próbuje nam sprzedać torby nomadów ( cena wyjściowa 20$, schodzi do 10$ ). Bierzemy nasze plecaki i jedziemy taksówką na dworzec autobusowy ( 5 000 IRR, kierowcą jest sympatyczny dziadek, mówiący po angielski, podobno był wojskowym za szacha ). Mamy trochę czasu, więc jemy kebabiki ( 1300 IRR każdy ). Wsiadamy do autobusu. Mamy miejsca przy kierowcy, ale tym razem nie puszczają żadnego filmu. Rozmawiamy troszkę po angielsku z sympatycznym kierowcą, częstuje nas herbatą Jest trochę niewygodnie, mało miejsca na nogi. Rozmawiamy, trochę śpimy.

kobiety Ola port w sklepie wyspa Hormoz - widok wyspa Hormoz - wybrzeże wyspa Hormoz - bulwar wyspa Hormoz - kąpiel wyspa Hormoz - dzieci 1 wyspa Hormoz - dzieci 2 wyspa Hormoz - przystań 1 wyspa Hormoz - przystań 2 wyspa Hormoz - przystań 3 wyspa Hormoz - przystań 4 wyspa Hormoz - w masce 1 wyspa Hormoz - w masce 2 wyspa Hormoz - statki łódź na wyspę Hormoz 

10.07.2005. W Bander Abbas jesteśmy o 5:00 rano. Jest gorąco i wilgotno. Bierzemy taksówkę do hotelu Hormozgan za 15 000 IRR. Jednak okazuje się, że taksówkarz nie zna tego hotelu - jeździ, pyta się, w końcu zawozi nas pod luksusowy hotel Hormoz i twierdzi, że to ten. Inne kierowca tłumaczy mu gdzie jest ten hotel, ale okazuje się, że w tamtym miejscu go nie ma. W końcu wysadza nas pod hotelem Hormoz, a my mu nie płacimy. Inny taksówkarz zawozi nas do hotelu Darya za 5 000 IRR. Oferują nam pokój z aklimatyzacją za 90 000 IRR - bierzemy. Klimatyzacja w pokoju nie działa tak dobrze jak w hotelowym lobby, ale jednak jest wyraźnie chłodniej niż na korytarzach. Odpoczywamy, kąpiemy się ( łazienki zewnętrzne ). Wychodzimy na miasto. Jemy miejscowe wyroby cukiernicze, podobne do pączków ( za kilka sztuk 5 000 IRR ). Chcemy jechać autobusem do portu. Pytamy się pasażerów ( w tym pewnego Pakistańczyka ). Mimo ich twierdzeń okazuje się, że autobus wywiózł nas w drugą stronę - do parku. Łapiemy taksówkę - po długim tłumaczeniu zawozi nas do przystani, skąd odpływają łódki na wyspę Hormoz ( z 20 000 IRR zeszliśmy do 10 000 IRR ). Na przystani widzimy żebrzącą kobietę w masce na twarzy ( nie zgadza się na zdjęcie ). Maski te to charakterystyczny dla tego regionu fragment ubioru kobiecego. Podróż łódką ( z mocnym silnikiem ) kosztuje 15 000 IRR za dwie osoby. Mocno skacze na falach, chyba ładunek jest nierówno rozłożony ). Na wyspie idziemy w stronę ruin twierdzy, ale nie ma tam nikogo, kto by nam otworzył. Robię trochę zdjęć dzieciakom. Gdy wracamy zapraszają nas do domu. Ponieważ maja klimatyzację możemy odetchnąć od obezwładniającego upału. Zostajemy poczęstowani wodą z limonką i lodem oraz herbatą. Pani domu zaprasza nas na obiad. Nikt z domowników nie mówi po angielsku, my w farsi, więc komunikujemy się gestami i rynkami. Ola rysuje z dzieciakami. Gdy przychodzi ojciec wszystkie dzieciaki uciekają w popłochu, rozlewając wodę. Ponieważ wydaje się nam, że pan domu, nie jest zbyt entuzjastycznie nastawiony do naszej wizyty, nie zostajemy na obiad. Zostajemy podwiezieni motorem na przystań. Tam już czeka spora grupa pań czekających na transport. Większość z nich jest w maskach. Gdy widzą nasze zainteresowanie, zakładają jedną maskę Oli i robię jej kilka zdjęć. W drodze powrotnej  mocno buja naszą łódką. Gdy jeden z pasażerów zakłada kapok, zaczynam się martwić. Jednak bez problemów dopływamy do stałego lądu. Jeden ze współpasażerów płaci za wszystkich. Wracamy taksówką do hotelu. Ustalamy cenę 5 000 IRR. Taksówkarz opowiada nam, że nie ma wolności w Iranie ( "No azadi in Iran", azadi to wolność w farsi ), oraz wypytuje nas , czy nie mamy "whisky" na sprzedaż. Nie może znaleźć naszego hotelu, błądzi, twierdzi, że ten hotel nie istnieje !. Gdy docieramy na miejsce daję mu jeszcze dodatkowo 2 000 IRR. Odpoczywamy. Około 18:00 wychodzimy ponownie na miasto. Idziemy na Internet ( 10 000 IRR/h, dają darmową kawę ! ). Pytamy się w biurze tłumaczeń, jak dojść do bazaru. Okazuje się, że zarówno bazar, jak i port są stosunkowo niedaleko naszego hotelu.. Niepotrzebnie jeździliśmy autobusami i taksówkami. Rano po prostu źle skręciliśmy. Tak to jest, jak się nie ma planu miasta. Idziemy na bazar, włóczymy się po nim, kupujemy maski na twarz ( dwie po 15 000 IRR ). Wracamy do hotelu, po drodze jemy dobrą kolację w Persian Restuarant ( kebab za 17 000 IRR ). Idziemy spać - następnego dnia musimy wstać o 6:00 rano.
Następnego ranka wstajemy zgodnie z planem, pakujemy się. gdy w recepcji chcemy płacić, recepcjonista chce 120 000 IRR, a nie 90 000 IRR, jak było uzgodnione poprzedniego dnia. Po krótkiej, ale intensywnej kłótni oddaje nam paszporty. Za taksówkę na lotnisko płacimy 10 000 IRR. Odprawa przebiega w miarę normalnie, do samolotu idziemy na piechotę. Lot przebiega spokojnie. Podają jedzonko i Iran News po angielsku. Po około 2 h jesteśmy w Teheranie.
 

 

pałac Golestan pałac Golestan - sala tronowa pałac Golestan - tron pałac Golestan - ściana pałac Golestan - wnętrze pałac Golestan - ozdoby pałac Golestan - portret 1 pałac Golestan - portret 2 pałac Golestan - budowla letni pałac szacha 1 letni pałac szacha 2 letni pałac szacha i ogród letnia rezydencja szacha - samochód braci letnia rezydencja szacha - resztki pomnika - ja rezydencja szacha - resztki pomnika - Ola ulica plac Chomeiniego dworzec autobusowy i monument wolności

11.07.2004 Po przylocie do Teheranu i odebraniu bagaży dopytujemy się w informacji, jak dojechać do miasta komunikacją publiczną. Wsiadamy do autobusu. Niestety wysiadamy za wcześnie. Spytani przechodnie pomagają nam jednak wsiąść do innego autobusu. Jego kierowca nie chce od nas pieniędzy. Dojeżdżamy do placu Chomeiniego, skąd dochodzimy do hotelu Mashad. Bierzemy pokój za 60 000 IRR - mieszkał w nim dotąd chłopiec z hotelu, ale recepcjonista go wyrzuca. Odpoczywamy, oddajemy rzeczy do prania 
( 30 000 IRR ). Idziemy do banku Mejli, obejrzeć klejnoty. Wstęp kosztuje 30 000 IRR od osoby. W skarbcu, strzeżonym przez uzbrojonych strażników można obejrzeć wspaniałe zbiory - Pawi Tron, diament Pav-i-nur, korony szachów, globus wykonany ze szlachetnych kamieni i inne. Chcemy jechać do północnych ogrodów szacha. Jedziemy metrem do ostatniej stacji, a potem autobusem. do placu Tajrish ( jak nam podpowiedział miły pan w metrze ). Gdy dojedziemy na miejsce, mówią nam, że to nie Tajrish, co jest nieprawdą. Ponieważ jest jednak już 17:30, a my jesteśmy zdezorientowani, postanawiamy wracać. Kupujemy jeszcze ciastka w pobliskiej ciastkarni 
( rodzaj kokosanek, 1 kg kosztuje 15 000 IRR ) i bułeczki na śniadanie 
( 1500 - 3000 IRR ). Oglądamy miejscowy bazarek, owoce dość drogie, brzoskwinie kosztują 20 000 IRR/kg. Wracamy, analogicznie, jak przyjechaliśmy, autobus długo jedzie przez korki ). Kolację jemy w knajpce Cactus 2. W sumie płacimy 30 000 IRR za sandwicza, spaghetti, napoje i sałatkę ) Po powrocie do hotelu rozmawiamy trochę z Polakami, którzy tam zamieszkali. W nocy pada deszcz.
12.07.2004 Wstajemy około 8:00, jemy kupione poprzedniego dnia bułeczki, pijemy herbatkę. Ucinamy pogawędkę z Polakami z hotelu - będą zwiedzać ogrody szacha z poznaną poprzedniego dnia młodą Iranką - Lejlą. My jedziemy metrem, do ogrodów Golestanu. Wstępy do różnych pałaców kosztują 2500 - 3000 IRR, postanawiamy odwiedzić wszystkie poza galerią malarstwa. Najważniejszy jest pałac z marmurowym tronem szacha, na którym władcy w XIX wieku przyjmowali na audiencjach, odbierali defilady itp. Inny pałac to połączenie stylów perskiego i europejskiego. Ściany pokryte są licznymi szkiełkami. Ciekawa jest także wystawa starych fotografii. Muzeum etnograficzne jest zamknięte. Park który otacza pałace jest ładny, ale malutki. Wokół postawione są koszmarne nowe budynki. Po wyjściu z Golestan idziemy do położonego naprzeciwko bazaru. Trochę błądzimy po ogromnym terenie, szukamy jakiś sklepików z pamiątkami. To co znajdujemy nie jest jednak zbyt ciekawe. Po drodze oglądamy sklepy z tkaninami, dywanami ( tu nas zaciągają do środka, dywany i kilimy są ładne, ale nie tanie ), złotem. Wymieniam 50 $ po kursie 8 500 IRR/$ . Po opuszczeniu bazaru chcemy zarezerwować bilety do Quazvin. Biuro centralnej rezerwacji biletów pomaga nam znaleźć miły pan, ale okazuje się, że autobusy tamże jeżdżą co 30 minut i bilety się kupuje przed odjazdem. Pan który nam pomagał, okazuje się być przewodnikiem turystycznym, proponuje  nam swoje usługi, transfer na dworzec, zaprasza na herbatkę. Nie jest jednak zbyt natarczywy, delikatnie się go pozbywamy. Po drodze do metra zakupujemy prezenty - zdobione jajko ( 15 000 IRR ), puzderko ( 10 000 IRR ), czapeczka ( 21 000 IRR ). Jedziemy powtórnie do północnych ogrodów szacha. Tym razem z ostatniej stacji metra bierzemy taksówkę za 30 000 IRR. Tam również za wstęp do poszczególnych pałaców płaci się 2500 - 3000 IRR. Postanawiamy odwiedzić biały pałac, zielony pałac i muzeum wojska. Zielony pałac jest w stylu perskim, z rozlicznym lustrami i wspaniałymi dywanami. Niedaleko znajduje się ciekawe muzeum, poświęcone podróżom dwóch braci Omidvar - w środku można zobaczyć piękne zdjęcia z ich pobytu u Eskimosów, w lasach Amazonii, na Saharze, w Tybecie ( transport pierwszego samochodu dla Dalaj-Lamy ). Przed muzeum można podziwiać ich "cytrynkę", którą zjeździli taki kawał świata . W muzeum wojskowym są wystawione na manekinach stroje żołnierzy perskich od czasów starożytnych, broń ( na przykład uzi będące prezentem dla szefa sztabu wojsk szacha do szefa sztabu wojsk Izraela ). Niestety zanim wszystko zdołaliśmy obejrzeć zamykają muzeum i musimy sobie iść. Ostatni oglądamy Biały pałac. Jego wnętrza są w stylu francuskim, bo we Francji kształcił się ostatni szach, który w nim rezydował. We wszystkich pokojach niesamowite, ogromne dywany. jesteśmy oprowadzani przez przewodniczkę mówiącą po angielsku. przed wejściem do pałacu stoją ogromne buty wojskowe odlane z brązu - to jedyna pozostałość po pomniku szacha w stroju wojskowych, wysadzonym w czasie rewolucji islamskiej. Nie możemy wyjść inna bramą, tylko tą samą bramą, którą przyszliśmy, bo jest już dość późno i zamykają. Bierzemy taksówkę do placu Tarjsih, stamtąd dwa autobusy ( bo jeden omyłkowo ), metro. Wysiadamy na stacji  Saadi, korzystamy z Internetu, jemy kolację ( dwie kanapki z kurczaka i duży sprite 21 000 IRR ).Wracamy do hotelu. Odbieramy nasze pranie - niestety trochę zafarbowało. Idziemy spać.
Następnego ranka jedziemy metrem i autobusem na dworzec zachodni. Stamtąd odchodzą autobusy do Quazvin. Płacimy 15 000 IRR za dwa bilety. Czekając na odjazd robię jeszcze zdjęcie pobliskiego monumentu wolności. Autobus jest całkiem OK, podróż trwa około 3 godzin.

Quazvin - brama teherańska Quazvin - pałac Chechel Sotun Quazvin - pałac Chechel Sotun - kobieta 1 Quazvin - pałac Chechel Sotun - kobieta 2 Quazvin - pałac Chechel Sotun - ogród Quazvin - piekarnia Quazvin - grób Husseina Quazvin - grób Husseina - wnetrze Quazvin - meczet Quazvin - meczet - fragment Quazvin - dziewczynka Quazvin - przed meczetem 1 Quazvin - przed meczetem 2 Quazvin - zachód słońca Alamut - ja Alamut - kobieta Alamut - Ola Alamut - ruiny twierdzy Alamut - widoki 1 Alamut - widoki 2 Alamut - widoki 3 Alamut - widoki 4 Alamut - żuczek gnojarz droga do Alamut Quazvin - centrum 1 Quazvin - centrum 2 Quazvin - starsi mężczyźni Quazvin - chłopiec Sultaniye 1 Sultaniye - ja Sultaniye - Ola Sultaniye - fragment Sultaniye - ściana Sultaniye - sklepienie Sultaniye - dalszy budynek Takab - tron Salomona - ja Takab - tron Salomona - jaszczurka Takab - tron Salomona - jezioro 1 Takab - tron Salomona - jezioro 2 Takab - tron Salomona - Ola 1 Takab - tron Salomona - Ola 2 Takab - tron Salomona - piknik Takab - tron Salomona - rodzina i Ola Takab - tron Salomona - wejście Takab - więzienie Salomona - ja Takab - więzienie Salomona - Ola Takab - więzienie Salomona - kobieta Takab - więzienie Salomona - mężczyzna Takab 1 Takab 2 Takab 3 Takab 4 jezioro Orumiye

13.07.2004 W Quazvin wysiadamy przy Teheran Gate. Bierzemy taksówkę do Iran Hotel ( 5 000 IRR ). Za pokój w hotelu ( dwójka z łazienką ) płacimy 80 000 IRR. Dość długo czekamy na przygotowanie pokoju po poprzednich gościach. Gdy odpoczywamy nadchodzi burza i to niesamowita - jakby ktoś lał z węża strażackiego. Około 17 ulewa mija i wychodzimy na miasto. Wszędzie płyną potoki wody - nie można przejść sucha nogą przez główny plac miasta. Oglądamy więc park wokół Chechel Sotun Palace ( sam pałac jest zamknięty niestety ). Gdy już woda trochę spłynęła szukamy pralni. Oddajemy rzeczy do prania ( 3500 IRR sztuka ). Idziemy do grobowca Hoseeina. Po drodze mijamy piekarnie, w których płaski chlebek produkuje się ciekawie - wygląda to trochę jak druk gazety. W jednej z piekarni widzimy jak klientki same obracają chleb na blasze. Dochodzimy do grobowca z XVI w - jednego z najświętszych miejsc szyityzmu. Budynek jest cały wyłożony płytkami szklanymi, ma oddzielne wejście dla kobiet, oddzielne dla mężczyzn. W środku dużo modlących się. Robię zdjęcie, ale delikatnie dają mi do zrozumienia, że nie powinienem. Wokół grobowca liczne płyty pamiątkowe na cześć poległych w wojnie z Irakiem. Następnie odwiedzamy meczet Jameh - dość zniszczony, ale ma swój czar. Gdy wracamy do hotelu, zatrzymuje nas jakiś młodzieniec, słabo mówiący po angielsku i zaprasza do domu. Tam czekają na nas jego brat, siostra i rodzice. Opowiadają o sobie. Najstarszy brat jest w U.S.A. Ojciec, taksówkarz jest dosyć schorowany, miał zawał, ma cukrzycę. Gdy dowiaduje się, że Ola jest lekarzem zaczyna jej pokazywać EKG, zdjęcia rentgenowskie itd. Starszy syn inżynierem ( podobno dobrze mówi po francusku ), córka jest nauczycielką nauczania początkowego, najmłodszy syn studiuje grafikę i maluje. Szkoda, że słabo mówią po angielsku, bo trudno się nam dogadać, a są bardzo mili. Zapraszają nas na kolację, ale jest już dość późno. Syn odprowadza nas aż do hotelu. Postanawiamy jednak coś zjeść ( czyli mogliśmy zostać u rodziny ). Zaczynamy szukać jedzenia. Wchodzimy do dobrej knajpy ( Eghbeli )- ceny są jednak wysokie ( za posiłek 30 000 - 40 000 IRR ). Szukamy zatem kebabiarni, żadna nam jednak nie pasuje. W końcu jemy hamburgery ( po 5 000 IRR ), popijając colą ( 750 IRR ). Ponieważ wcześniej zgubiłem część od aparatu, szukamy jej także w parku przy muzeum. Jest on ładnie podświetlony, ale ławeczka na której my siedzieliśmy jest ukryta w cieniu i przytula się tam do siebie jakaś para, która jest bardzo przestraszona naszym widokiem. Wracamy do hotelu i idziemy spać.
14.07.2004 Wstajemy około 7:00 - chcemy pojechać do zamku Asasynów. Bierzemy taksówkę na terminal autobusowy ( 5 000 IRR ). Podobno o godzinie 12 odjeżdżają minibusy do Alamut. Spotykamy Hiszpanów z dzieckiem, pragnących pojechać w to samo miejsce i postanawiamy wziąć taksówkę. Po długich negocjacjach ( trudno się było dogadać ) uzgadniamy cenę 200 000 IRR za przejazd w obie strony. Wydaje nam się, że gdybyśmy jechali sami, to byśmy zapłacili 100 000 IRR, a może 150 000 IRR
( wcześniejsze propozycje innego taksówkarza ). W każdym razie jedziemy. Droga wiedzie przez piękne góry, zakręca ładnymi serpentynami, mijamy po drodze ludzi jadących na osiołkach. Dojeżdżamy do ruin zamku. Podejście jest dość strome. Miejsce przygotowane jest dla turystów - drewniane schodki itd. Z samego zamku niewiele zostało ( wcześniej z samochodu widzieliśmy inny, lepiej zachowany ), jednak widoki z góry zapierają dech w piersiach. Schodzimy i czekając na Hiszpanów idziemy do pobliskiego hoteliku . Pijemy tam colę za 2 000 IRR. Maja fajne pokoiki i telewizorem po 90 000 IRR. Wracamy z małym postojem na colę. Z Teheran Gate bierzemy taksówkę do hotelu. Odbieramy nasze ładnie wyprane i wyprasowane rzeczy i oddajemy następne do prania. Siedzimy sobie na głównym placyku. Na ławeczkach siedzą głównie starsi dziadkowie z różańcami w rękach i gadają. Taka fajna, senna mało miasteczkowa atmosfera.. Potem idziemy na bazar, gdzie kupujemy czterokilogramowego arbuza ( 1500 IRR/kg ) i do cukierni ( duża porcja lodów o dość dziwnym smaku , ciągnących się - 3 000 IRR ). Szukamy Internetu. Wreszcie znajdujemy na ulicy Khaytami - Cafe Net - szybki Internet po 8 000 IRR/h. Chłopcy z obsługi zachowują się w sposób "gejowski" - trzymanie się za ręce, pocałunki w policzki, ale tutaj to dość normalne i nie ma takich konotacji. Na kolację jemy hamburgera za 5 000 IRR z zam-zamem ( 1 000 IRR ), a przed spaniem zjadamy jeszcze naszego arbuza.
Następnego dnia postanawiamy pojechać do Sultaniye. Jedziemy taksówką na miejsce skąd odjeżdżają autobusy do Zanjan. Tam jedni chcą nas wziąć do samochodu, inni ciągną do autobusu - wybieramy autobus. Podróż trwa 3h i kosztuje 10 000 IRR od osoby. W autobusie za nami siedzi pewien nauczyciel arabskiego, mówiący trochę po angielsku i zaczynamy pogawędkę. Jako chyba pierwsza osoba w Iranie porusza kwestię wojny w Iraku, retorycznie pyta, dlaczego nasze wojska zabijają niewinne kobiety i dzieci. Jeszcze jeden pasażer wysiada na skrzyżowaniu w Sultaniye, razem jedziemy taksówką do samej miejscowości ( 2 000 IRR od osoby ). Wchodzimy do mauzoleum. Budowla jest ogromna, mocno zniszczona, całe jej wnętrze wypełnione jest rusztowaniami. Wstęp kosztuje 3 000 IRR/osobę. Podobno jest to największa ceglana kopuła na świecie. Wchodzimy na galerie na I i II piętrze. Niektóre elementy w środku są przepiękne. Budowla jest zbudowana w dwóch stylach - część to nagie cegły, a część jest otynkowana i pomalowana. Podobno to przejaw przejścia sułtana z szyityzmu na islam sunnicki. Odwiedzamy kryptę w podziemiach, ale jest pusta. Umówiliśmy się z taksówkarzem, więc na nas czeka i podwozi do innych budowli ( chyba są to grobowce, stojące samotnie w szczerym polu, wyglądają dość niesamowicie ), a potem do głównej drogi ( 10 000 IRR ). Łapiemy współdzieloną taksówkę ( 10 000 IRR od osoby ) do najbliższego miasta i stamtąd autobus do Quazvin ( po dłuższym oczekiwaniu ) za kolejne 10 000 IRR  Z dworca autobusowego jedziemy taksówką za 5 000 IRR na główny plac miasta ( Azadi , czyli wolności ). Robimy zakupy na kolację - chleb, ser, soki - w sumie za 27 000 IRR W sklepie natykamy się na pana z hotelu - zaczyna się nas o coś pytać, ale nie możemy się z nim porozumieć. W hotelu, ktoś nam tłumaczy, że on się pyta, gdzie byliśmy dwie ubiegłe noce. Na początku jesteśmy oburzeni takim wścibstwem, ale tłumaczą nam, że to tylko troska o nasze bezpieczeństwo. Odpowiadamy mu, zgodnie z prawdą, że spaliśmy w hotelu. Zaczynamy się wypytywać pana, który tłumaczy, o dojazd do tronu Sulejmana, ale nie za bardzo wie. Po odpoczynku idziemy do sklepu ze starociami i kupujemy na prezent  widzianą wcześniej szablę ( a właściwie bagnet, jak się później okaże ) za 100 000 IRR ( nic się nie da wytargować ze sprzedawcą ). Odbieramy pranie i idziemy do hotelu, gdzie idziemy spać - następnego dnia musimy wcześnie wstać.
16.07.2004 Wstajemy przed 6:00, jedziemy na dworzec, gdzie udaje się nam załapać na autobus o 7:00 do Tabriz. My wysiadamy w Zanjan ( 10 000 IRR od osoby, czyli mniej niż poprzedniego dnia ). Podjeżdżamy taksówka za 5 000 IRR do innego dworca skąd odchodzą minibusy do Takab. Za bilet płacimy 12 000 od osoby. Nasz pojazd to stary rzęch, a pasażerowie to głównie starsi dziadkowie. Sama podróż przebiega całkiem przyjemnie, przez góry i doliny. Mijamy liczne pola uprawne. Właśnie trwają żniwa, widzimy kombajny. Co pewien czas mijamy wioskę, z chatami z gliny. Z czasem podróż staje się nużąca, nie za bardzo wiemy gdzie jesteśmy, ile czasu zostało do celu. Zaczynamy jechać przez zupełne odludzie. Po 3,5 h jazdy docieramy wreszcie do Takab. Od razu kupujemy bilety do Quazvin na 20:00 na autobus do Teheranu ( koszt biletu to 22 000 IRR ).  Zaczynamy szukać transportu do tronu Sulejmana. Znajdujemy taksówkę za 50 000 IRR w obie strony z dwiema godzinami czekania. Pojazd, do którego wsiadamy nie chce ruszyć, inni taksówkarze go pchają, leją wodę do chłodnicy itd. Wysiadamy - nie chcemy, aby się gdzieś zepsuł po drodze. Drugą taksówką kieruje młody chłopak. Chce skrócić czas pobytu na miejscu, ale się nie godzimy. Dojeżdżamy. Wstęp kosztuje 2500 IRR od osoby. Są to ogromne ruiny z wulkanicznym jeziorem w środku. Jest to miejsce piknikowe. Mężczyźni się kąpią. Niedaleko jeziora jest małe muzeum i sprzedaż pamiątek malowanych na kształt oryginalnych mozaik ( 10 000 sztuka, 9 w komplecie ).Chodzimy sobie nad jeziorem. Jestem zachęcany do kąpieli, a jakaś rodzina zaprasza nas na obiad ( nie korzystamy z braku czasu ). Postanawiamy jeszcze podjechać do tzw. więzienia Salomona, czyli wulkanicznej góry z bardzo głębokim kraterem. Wchodzimy na górę ( bezpłatnie ). Ze szczytu rozciągają się wspaniałe widoki na całą  okolicę.  Wracamy do miasta. Płacimy taksówkarzowi ( wyglądało, jakby oczekiwał napiwku, ale nic mu nie daliśmy ). Szukamy jakiejś restauracji, aby cos zjeść. W końcu jemy kebaby ( 4 000 IRR sztuka ) w niewielkiej restauracji przy rondzie. Po wyjściu w kanale ściekowym Ola znajduje dwa małe kotki ( jeszcze ślepe ), które ktoś wyrzucił ścieku i wyjmuje je. Otacza nas mały tłumek, ale wszyscy raczej są zdziwieni naszym zainteresowaniem kociakami. Właściwie powinniśmy je zabić, ale nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Zostawiamy je. Po kontakcie z kociakami trzeba umyć ręce i w tym celu kupujemy mydło i korzystamy z ubikacji na dworcu autobusowym. Jest to dość przykre przeżycie. Jeszcze trochę chodzimy po mieście ( otoczeni gromadą dzieciaków ). Wielu ludzi chodzi w tradycyjnych strojach. Kobiety są ubrane na czarno, a mężczyźni noszą ubrania przypominające przepasane kombinezony robocze. Wracamy na dworzec. Wsiadanie do autobusu to cała operacja - pan usadza ludzi, przesadza nas, sprawdza bilety. Ruszamy z opóźnieniem. Podróż jest długa i męcząca. Mamy jeden postój pod Zanjan, przy zajeździe, gdzie stoją liczne autobusy min. do Baku i Istambułu. W Zanjan wjeżdżamy na autostradę i przejeżdżamy zjazd do Quazvin. Gdy dopytuje się, to mówią mi, że jedziemy do Teheranu. Robię straszliwą awanturę. Zawracamy na zjeździe do Alamut i zostajemy wysadzenie na rondzie na obrzeżach Quazvin, skąd bierzemy taksówkę do hotelu za 10 000 IRR. Nasz hotel jest zamknięty. Gdy dobijanie się nie daje rezultatu, zaczynamy się przygotowywać do pozostania do rana na skwerku. Na szczęście recepcjonista się budzi i nas wpuszcza. Ciekawe co o nas pomyślał w świetle rozmowy poprzedniego dnia ? Gdy idziemy spać jest 3:30. 
Następnego ranka wstajemy po 8:00 i po spakowaniu się i zapłaceniu ( w sumie 320 000 za te kilka dni ) jedziemy na dworzec autobusowy ( 5 000 IRR )Okazuje się, że jedyny autobus do Tabriz odjechał o godzinie 7:00 Możemy albo jechać następnego dnia, albo łapać autobusy jadące z Teheranu. Idziemy na drugą stronę ronda. Szczęśliwie się składa, że już ktoś łapie autobus w tym samym kierunku. Stoimy i czekamy. Pijemy soczki ( 2 x 2 000 IRR ) O 10:30 jest wreszcie autobus. Jednak po przejechaniu przez miasto psuje się i musimy przesiąść się do drugiego. Płacimy za przejazd po 40 000 IRR. To chyba jednak za dużo, wygląda że nas naciągnęli. W Zanjan wysiada sporo ludzi, robi się pusto w autobusie. Po paru godzinach jest postój, knajpka. ( kurczaka z ryżem za  10 000 IRR ), ale pijemy tylko zam-zam. Podczas postoju chcą, abyśmy przenieśli się do drugiego autobusu. Nie wiemy dlaczego, ale skoro nic nie musimy dopłacać, to nam wszystko jedno. Jedziemy przez tunele wykute w górach aż do Tabriz. Aby złapać transport do Orumye musimy przejechać na drugi dworzec 
( taksówka za 5 000 IRR ) Kupujemy bilet do Orumye - 62 000 IRR za dwie osoby. Okazuje się, że jedziemy zbiorczą taksówką. Ma tachograf, nie może przekraczać 80 km/h ( zapala się czerwona lampka ). Droga jest dobra. Dojeżdżamy do promu i przepływamy nim na drugą stronę jeziora ( ciekawe widoki ). Potem jeszcze kontrola policyjna ( sprawdzają tachograf naszego samochodu ) i już jesteśmy na miejscu. Z dworca autobusowego bierzemy taksówkę na ulicę Emama za 5 000 IRR. Udaje nam się wymienić 20$ po kursie 1$ = 8 500 IRR. Idziemy do hotelu  Khorran. Dwójka kosztuje 110 000 IRR To dość drogo, ale pokój jest czysty i na jedną noc możemy sobie pozwolić na takie luksusy. Po krótkim odpoczynku idziemy na miasto. Próbujemy kupić wody w butelce. Większość sklepów już jest pozamykana w innych proponują nam wodę w szklance, albo że naleją do butelki wody z kranu. Postanawiamy cos zjeść. Idziemy do restauracji Lokanta. Zamawiamy kebab z kurczaka  z ryżem za 20 000 IRR, zupę za 2 000 IRR i sałatkę też za 2 000 IRR. Duży zam-zam kosztuje 4 000 IRR, a mały 2 000 IRR. W sumie płacimy 30 000 IRR, ale jedzenie jest dobre, a obsługa miła. Wracamy do hotelu. Po drodze jemy lody ( po 1500 IRR kulka ). Idziemy spać. Spało się nam całkiem dobrze, choć nie działała klimatyzacja
18.07.2004 Wstajemy rano, pakujemy się i jedziemy taksówką ( 5 000 IRR ) na dworzec autobusowy. Proponują nam zawiezienie do przejścia granicznego w Sero za 50 000 IRR, ale to trochę za drogo. Chcemy czekać na autobus, który podobno ma jechać. W końcu decydujemy się na taksówkę zbiorczą - po 10 000 IRR za osobę. Ponieważ jednak nie możemy się doczekać ostatniego pasażera w końcu dopłacamy za niego i za 30 000 IRR jedziemy do granicy. Przed granicą jest kontrola policyjna, ale nas przepuszczają bez sprawdzania. Tuż przed terminalem granicznym wymieniamy irańskie riale na tureckie liry, ale po bardzo niekorzystnym przeliczniku. 50 000 IRR na 6 000 000 TL. Przez odprawę przechodzimy bez problemu. Opuszczamy Iran i wjeżdżamy do Turcji.
 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011