Egipt
Strona domowa W górę

Egipt

Kair-centrum 1 Kair-centrum 2 Kair-Nil 1 Kair-Nil 2 Giza-na piramidzie Giza-piramida i coś Giza-na wielbłądzie Giza-piramida Cheopsa Giza-piramidy 1 Giza-piramidy 3 Giza-piramidy 5 Giza-piramidy 7 Giza-piramidy 8 Giza-piramidy 9 Giza-piramidy 10 Giza-piramidy 11 Giza-piramidy 12 Giza-piramidy 13 Giza-piramidy 14 Giza-u podnóża piramidy Giza-sfinks 1 Giza-sfinks 2 Giza-zachód słońca 1 Giza-zachód słońca 2 

03.10.2002 wyleciałem wcześnie rano z Okęcia samolotem LOTu, obsługującym połączenie linii  Alitialia. Po krótkim locie, opóźnionym ze względu na mgłę, na pokładzie dość ciekawie wglądającego samolotu Embraer, wylądowałem na lotnisku Malpensa, koło Mediolanu. Tu przesiadłem się na samolot do Kairu. W czasie tego lotu miałem okazje podziwiać wspaniałe widoki min. wybrzeża Chorwacji, a przy podejściu do lądowania piramid w Gizie. Na lotnisku w stolicy Egiptu wymieniam pieniądze ( 20$=92 LE ), a następnie miejskim autobusem ( z parkingu ) jadę do centrum. Muszę się przesiąść na 2 terminalu, cała podróż trwa około 2 h i kosztuje 2 LE. Szczęśliwie wysiadam przy stacji kolejowe Ramzes. Znam tutaj ( z mojego poprzedniego pobytu , 5 lat wcześniej ) hotel "Ciao". Niestety okazuje się, że hotelu nie mogę zlokalizować i muszę wziąć taksówkę, która za 5 LE podwozi mnie kawałek ( a wystarczyło przejść na drugą stronę dworca ). W hotelu znowu rozczarowanie - podrożał znacznie od poprzedniego pobytu. Robi się jednak późno i po negocjacjach śpię w pokoju z łazienką i śniadaniem za 40 LE.  Kupuję bilet do Asuanu na następną noc. Podobno jest tylko I klasa, płacę za ten luksus 75 LE. Pomaga mi policjant "turystyczny". Chcę dowiedzieć się jeszcze o prom do Sudanu, ale już jest za późno. Na kolację jem falafela ( 3 kulki za 1 LE ), popijając wodę i colę ( razem 3 LE ). Bez problemu udaje mi się wysłać SMSy do domu ( sieć Vodafon ). Wieczorem chodzę sobie po mieście - ten zgiełk, ryk klaksonów, tłumy ludzi - ta metropolia naprawdę tętni życiem. Piję sok z trzciny cukrowej ( 0,50 LE ), a potem piwo Stella w hotelowej restauracji ( 6,50 LE ), wracam do pokoju i idę spać. W nocy robi się trochę chłodno.
Rano wypytuję się o możliwość kupienia karty ISIC, ale dostaje tylko propozycje kupienia wycieczki do Gizy ( 60 LE taksówką )  i przy okazji wstąpienia do odpowiedniego biura sprzedającego karty ( podobno miejsce zna tylko kierowca :-). Idę na dworzec kolejowy, do biura firmy żeglugowej ( tuż przy punkcie sprzedaży miejsc w wagonach sypialnych ), ale z okazji piątku biuro jest zamknięte. Pakuję się, oddaję bagaż na przechowanie. Jadę metrem do stacji Sadat, stamtąd idę do Nill Hilton Mall, gdzie wypłacam pieniądze z bankomatu. Niedaleko jest Muzeum Egipskie - mnóstwo policjantów, zwiedzanie odkładam na później. Spaceruje wybrzeżem Nilu, potem idę przez dzielnice na wyspie, aż docieram do ulicy Manyal ( Manial ) 23, gdzie za 52,5 LE wyrabiam legitymacje ISIC ( właściwie bez większych problemów ). Przechodzę przez most do dzielnicy Giza, tam łapię ( z wydatną pomocą miejscowych ) autobus miejski za 50 piastrów, który podwozi mnie pod same piramidy. Jeszcze minibus za 2 LE i  już jestem w rękach miejscowych naganiaczy. Choć z początku nie mam ochoty, ale w końcu decyduję się wynająć wielbłąda za 30 LE ( plus 10 LE napiwku dla poganiacza ). Mój przewodnik jest całkiem fajny, umie robić dość dobre zdjęcia. Zsiadam z wielbłąda pod piramidami i dalej zwiedzam już samodzielnie, wchodzę na wzgórze, skąd jest ładny widok, wspinam się na jedną z mniejszych piramid ( za mały napiwek dla strażnika, sam mi zaproponował ). Wszędzie mnóstwo naganiaczy, trudno się skupić na zwiedzaniu, trwają przygotowania do jakiegoś przedstawienia ( Aida ? ). Wreszcie przy piramidzie Hefrena spotyka mnie policjant na wielbłądzie i karze opuścić teren ( zamykają już o 16:00 ). Jeszcze oglądam Sfinksa, jem pizzę w Pizza Hut naprzeciwko piramid ( 30,5 LE ). Nie zostaje na widowisko "Światło i dźwięk", ale wracam taksówką na stację kolejową ( za 15 LE ). Trochę chodzę po okolicach dworca, pije piwo w hotelowej restauracji, a potem idę do pociągu. Wagony w "Nefretiti" są wręcz luksusowe, podróż przebiega sprawnie. Rano ucinam sobie pogawędkę ze współpasażerem, która schodzi na bardzo osobiste tematy ( dotyczące seksu itp ). Około 11:00 jestem na miejscu.

Asuan Asuan-na feluce Asuan-feluka 1 Asuan-feluka 2 Asuan-feluka 3 Asuan-na wyspie Kitchenera Asuan-feluki Asuan-rybacy 1 Asuan-rybacy 2 Asuan-rybacy 3 Asuan-wyspa Kitchenera 1 Asuan-wyspa Kitchenera 2 Abu Simbel 1 Abu Simbel i ja Abu Simbel 2 Abu Simbel 3 Abu Simbel-posąg Ramzesa 1 Abu Simbel-posąg Ramzesa 2 Abu Simbel-posąg Ramzesa 3 Abu Simbel-w środku Asuan-tama Wyspa File 1 Wyspa File 2 Wyspa File 3 Wyspa File 4 Wyspa File 5 Wyspa File i ja Wyspa File-napisy Wyspa File-kolumnada Wyspa File-kiosk Trajana Wyspa File 6

Na peronie w Asuanie czekają już na mnie Ania i Janek - razem odbędziemy tą wspaniałą podróż. Na początku idziemy do biura żeglugowego ( bardzo obskurnego ), gdzie za 192 LE kupuje bilet  pierwszej klasy na prom do Wadi Halfa. Mieszkamy w hotelu Noorhan ( miły i tani ). Po kąpieli idziemy na poszukiwanie wycieczki do Abu Simbel ( były i takie za 75$, ale jedziemy w końcu do świątyni Ramzesa za 50 LE ). W centrum są 2 bankomaty, w jedynym czynnym udaje mi się dokonać wypłaty pieniędzy.  Wynajmujemy felukę na rejs do wyspy Kitschenera ( 10 LE ), gdzie zwiedzamy przepiękne ogrody i kupujemy niesamowite, pachnące naszyjniki z owoców ( 1 LE ). Ponieważ nasz kapitan feluk jest miły, nie nagabuje nas, więc postanawiamy popływać jeszcze po rzece za 15 LE, aż do zachodu słońca. Jemy w bardzo dobrej knajpce naprzeciwko hotelu ( 3 LE za "fasolię" i wywar z kurczaka , 1 LE za sałatkę ). 
Następnego dnia wstajemy o 3:30 i około 3:45 już czekamy na minibus. Potem zbieramy pozostałych uczestników wycieczki z innych hoteli. Czekamy na zebranie się całego "konwoju" i przed świtem wyjeżdżamy z miasta. Po mniej więcej 3 godzinach jazdy przez pustynię jesteśmy na miejscu, w Abu Simbel. Wstęp kosztuje 36 LE, dla studentów 19,5 LE. Przy wejściu jest kontrola bagaży, Jankowi zabierają nóż. Cały teren jest strzeżony, są tam kamery. Wspaniałe posągi Ramzesa, które widzę  po raz drugi, robią na mnie niezapomniane wrażenie, jednak Janek jest zawiedziony. Oglądamy jeszcze widoki jeziora Nassera i wracamy. Widzę fatamorganę. Odwiedzamy Wielką Tamę Asuańską ( High Damm ). Nie jest to coś niesamowitego, ale zobaczyć warto. Na tamie panuje niesamowity upał - czuję, jakby ktoś wbijał mi w ciało szpilki. Następny punkt wycieczki to wyspa Philae ( wstęp 20 LE, studenci 10 LE, łódka na wyspę   3 LE ). W planach jest jeszcze niedokończony obelisk ( 10 LE ), ale my rezygnujemy ( i inni też ). Wracamy do hotelu, odpoczywamy i idziemy coś zjeść. Za radą spotkanych podróżników idziemy do restauracji Asawa Moon, mieszczącej się na barce zacumowanej na Nilu. Panuje tam super atmosfera i są piękne widoki, ale jedzenie jest drogie ( ryba + frytki 15 LE, piwo 6 LE + 15% podatku i opłaty za obsługę ) i raczej nie najlepsze. Razem z nami je czeska wycieczka i "overland tour". Po posiłku korzystam z internetu ( 15 minut - 5 LE ), kupuje wodę mineralną ( 1,5 LE ) i wracam do hotelu. W budynku obok odbywa się wesele.
07.10.2002, to dzień odpływania promu do Sudanu. Ranek zaczyna się dla mnie niezbyt miło - mam ból brzucha ( chyba po wczorajszej kolacji ). Jednak krople żołądkowe pomagają i idę wysłać kartki na pocztę ( kartka 1 LE, znaczek do dowolnego kraju 1,25 LE  ). Potem pakujemy się, łapiemy spod dworca kolejowego taksówkę do High Damm ( 15 LE - nie było łatwo, jeżdżą tam tanie lokalne pociągi, ale nie mieliśmy już czasu ). Egipskiej waluty wyzbyłem się do tego stopnia, że częściowo płaciłem dolarami ... Sama droga idzie wzdłuż linii kolejowej, krzyżując się z nią, przez hałdy. 

prom do Wadi Halfa-barka z towarami prom do Wadi Halfa 1 prom do Wadi Halfa 2 prom do Wadi Halfa 3 prom do Wadi Halfa 4 prom do Wadi Halfa-modlitwa na promie do Wadi Halfa Abu Simbel z promu 1 Abu Simbel z promu 2 Abu Simbel z promu 3 Abu Simbel z promu 4 Abu Simbel-statek wycieczkowy

W porcie przechodzimy kontrolę "bezpieczeństwa" ( prześwietlanie bagażu !, filmy udaje mi się od tego uchronić ), paszportową, celną ( dla nas bezproblemowa ). Zabierają nam część kwitków, w zamian wydają inne. Wreszcie wchodzimy na statek. Jest on całkiem nowoczesny ( produkcji chyba niemieckiej ), pierwsza klasa to dwuosobowe kabiny z klimatyzacją, druga klasy - wspólne ławki na niższym pokładzie, ale też klimatyzowana. Do promu doczepiona jest metalowa barka, na której są załadowane przewożone samochody ( w tym "overlanda" ) oraz ładunki. Załadunek trwa nieustannie, przez kilka godzin. Tymczasem dostajemy smaczny posiłek , wliczony w cenę biletu (zupa, sałatka z gujawy, chleb - pita, bób ). Można zakupić na miejscu napoje ( cola 1,5 - 2 LE ). Są dwie kantyny - dla pierwszej i drugiej klasy. Różnią się dość znacznie jakością jedzenia i obsługi. W kantynie drugiej klasy nawet cola jest w mniejszych buteleczkach ( zarazem tańsza ). Opryskliwy sprzedawca w brudnym fartuchu pali papierosa nawet wydając posiłki - klimaty, jak z Misia. Do mojej kabiny "dokwaterowują" mi bardzo miłego Chilijczyka. Prom odbija dopiero o 17:00, po całkowitym załadunku, tuż przed zachodem słońca. Modlący się muzułmanie obracają się w stronę Mekki, dostosowując się do ruchu statku.  Wieczór spędzamy na rozmowach - zarówno z kilkorgiem podróżujących białych, jak i Sudańczykami. Bardzo pomaga nam zwłaszcza jeden Sudańczyk bez ręki, mający dość duże znajomości. Okazuje się, że przewożenie samochodu jest kosztowne - za wóz kempingowy płaci się 600$, a za ciężarówkę ( "overlandy" ) - 1000$. Oddajemy nasze paszporty, mamy je odebrać rano. W nocy śpię całkiem dobrze, choć jest bardzo zimno ( klimatyzacja ).
Rano jem śniadanie ( 8 LE - bób, pita, biały serek, dżem, dziwne warzywa; herbata z mlekiem 1,5 LE ; cola 2 LE ). Około 11 mijamy Abu Simbel - widok z jeziora jest naprawdę niesamowity. Pozwalają nam nawet stanąć tuz przy mostku gdzie widok jest najlepszy. Biali , którzy płyną razem z nami, są często naprawdę dziwni, np. para Francuz i Niemka z dzieckiem ( sprzedali wszystko i jadą na południe Afryki ), para na motocyklu. Około 13:30 stajemy przy granicy ( wyznaczonej na jeziorze przez pływające beczki i linę ), jedna motorówka zabiera egipskiego policjanta, potem następna przywozi sudańskich. Około 17 przybijamy wreszcie do Wadi Halfy - jesteśmy w Sudanie.

Kair - Muzeum Egipskie - posąg 1 Kair - Muzeum Egipskie - posąg 2 Kair - Muzeum Egipskie - maska Tutenchamona

01.11.2002 znowu wróciłem do Asuanu.  Po wydostaniu się z  promu idziemy szybko do odprawy. Tam prześwietlają nasze bagaże. Niestety, mam kłopoty w związku z nożami, które kupiłem jako prezent. Jednak po obejrzeniu mojego paszportu i wyjaśnieniach zostaję przepuszczony. Rozglądam się, aby wymienić sudańskie dinary, które mi zostały, ale nic z tego. Bierzemy taksówkę do miasta ( 20 EP ), od razu na dworzec kolejowy. Tam panuje straszliwy rozgardiasz, bo szwankuje system komputerowy rezerwacji. Ania stojąc w kolejce dla kobiet dostaje się do kasy, ale okazuje się, że biletów na dziś wieczór już nie ma, a po bilety na jutro trzeba przyjść później - może system już będzie działał.  W tej sytuacji idziemy do hotelu Noorhan, gdzie za 7,5 EP od osoby dostajemy ładną trójkę z łazienką ( za 6 EP są pokoje bez łazienki ). W pobliskiej restauracji jemy fasoliję ( 1 EP ) i smażonego kurczaka  ( 5 EP za połówkę ). Potem odwiedzamy stację autobusową ( ostatni autobus do Kairu za 65 EP odjechał o 15:30 ) i udajemy się znowu na dworzec kolejowy, aby kupić bilety na jutro. Jednak zagaduje nas gruby tragarz, który obiecuje nam załatwić bilety na dzisiejszy pociąg. Mam przyjść o 19:00. Ucinamy sobie pogawędkę ze znajomymi Sudańczykami z pociągu i promu ( właśnie walczą o bilety na pociąg, nawet proponują nam pomoc w ich kupnie, ale my nie możemy nim jechać - nie jest dla turystów ), a potem żegnamy się z nimi. Ruszamy na zakupy na bazar ( czerwona papryczka za 1 EP za opakowanie, dwie czapeczki nubijskie za 15 EP, szafran za 8 EP ) a potem do hotelu na kąpiel. Wymeldowujemy się i idziemy na stację z nadzieją, że zdobędziemy bilety. I rzeczywiście  - po chwili niepewności mamy je w reku ( 1 klasa "Nefretiti" ze zniżką studencką 65 EP ). Gruby odprowadza  nas do wagonu i chce pieniędzy za przysługę -  20 EP od osoby. Po dłuższych dyskusjach dostaje razem 35 EP + 5 EP dla obsługi pociągu. Około 20:00 ruszamy. Do Luksoru pociąg jest pusty, dopiero tam dosiadają się inni pasażerowie - Arabowie. Jazda jest całkiem fajna, może tylko jest za zimno ( włączona klimatyzacja ). Rano około 10:00 docieramy do Kairu. Metrem dojeżdżamy do stacji Sadat. Na początku chcemy spać w hoteliku Meramees ) ( polecanym nam przez Chilijczyka w Wadi Halfa ), ale po jego odnalezieniu okazuje się droższy niż inne ( choć całkiem ładny ). Po drodze cały czas zaczepiają nas różnorodni naciągacze ( a już się odzwyczailiśmy od tego w Sudanie ), na przykład mówiąc nam, że na ulicy jest niebezpiecznie ...W hotelu Dahab wynajmujemy trójkę z łazienką za 15 EP od osoby. Oddajemy rzeczy do prania ( 50 pts za sztukę, polar 1 EP ). Godna podziwu jest winda w budynku, w którym mieści się hotel - pochodzi z XIX wieku i ciągle działa ! Człowiek z hotelu proponuje nam interes ze sklepem wolnocłowym. Ponieważ właśnie przyjechaliśmy do Egiptu mamy prawo kupić tam alkohol. W zamian za 10 EP dokonamy tych zakupów dla niego. Podobno jest teraz duży popyt na trunki, bo nadchodzi ramadan i sprzedaż alkoholu będzie zakazana. Godzimy się i umawiamy na później. Tymczasem wychodzimy na miasto, wymieniamy pieniądze ( 1$=4,62 EP, nikt nie chce wymienić pieniędzy sudańskich ), jemy śniadanie w KFC ( zestaw 9,50 EP ), odwiedzamy księgarnię na Uniwersytecie Amerykańskim. Są tam piękne, ale drogie ( 120 - 190 EP ) albumy ze zdjęciami. Wracamy do hotelu akurat na czas, aby pojechać taksówką do sklepu wolnocłowego. Tam wbijają nam pieczątki do paszportów, całe zakupy załatwiają za nas, a potem wypłacają obiecane pieniądze.  Widać, że to dobrze zorganizowany biznes. Przy okazji mamy okazje poznać trochę inny Kair - sklep mieści się w bardzo eleganckiej dzielnicy. Potem jadę na dworzec autobusowy, aby kupić bilety na autobus do Dahab ( 62 EP ) i idę zwiedzać Muzeum Kairskie. Wstęp tam kosztuje 20 EP ( studenci 10 EP ), bilety na fotografowanie 10 EP, bilet do sali z mumiami 40 EP ( studenci 20 EP ). Niestety jest mnóstwo turystów, ciężko jest podziwiać wspaniałe zbiory, gdy ciągle przechodzi jakaś grupa zwiedzających. Jak przy poprzedniej wizycie znowu zachwycają mnie posągi Chefrena, białej pary, przewodniczącego wioski. Ogromne wrażenie robią mumie ( w tym Ramzesa II ) oraz zawartość grobowca Tutenchamona.  Niemniej ciekawe są sarkofagi, czy posągi faraona Echnatona z grubymi ustami. Jak i poprzednio mam wrażenie, że mniej ważnymi zbiorami nikt się zbytnio nie interesuje i leżą zapomniane, pokryte kurzem. Środki bezpieczeństwa są teraz znacznie ostrzejsze niż kiedyś, wnoszony bagaż jest dwa razy prześwietlany, a potem jeszcze ręcznie sprawdzany. Na zwiedzaniu spędzam kilka godzin i wychodzę tuż przed zamknięciem. Wieczorem idę wraz z moimi towarzyszami podróży na pożegnalną kolację - jutro rano się rozstajemy. Jemy w Pizza Hut, a potem jeszcze pijemy soki i palimy sziszę w pobliskim barze. Mamy chęć napić się piwa, ale jedyny w okolicy ( polecany przez przewodnik ) lokal o nazwie Stella wygląda raczej niezbyt zachęcająco. Wracamy więc do hotelu, ja idę jeszcze na internet ( szybki dostęp jest na parterze budynku z naszym hotelem, 3 EP/30 minut ).

Dahab 1 Dahab 2 Dahab - zachód słońca Dahab w nocy

03.11.2002 Jadę na dworzec autobusowy ( współdzielona taksówka kosztuje 6 EP, czyli 2 EP od osoby ). Elegancki, klimatyzowany autobus odjeżdża punktualnie o 7:15. Niestety w czasie jazdy daję się skusić na jedzenie i picie. Myślałem, że jest bezpłatne ( jak w Sudanie ), a tu przyszło zapłacić 20 EP. Liczne kontrole paszportów, zwłaszcza po przejechaniu tunelu pod kanałem sueskim.. Przejeżdżamy przez Sharm el Sheikh i około 15:30 jestem w Dahab. Wynajmuje pokój za 10 EP od osoby, jem przepyszny posiłek za 31 EP. Dahab to prawdziwy kurort z promenadą. Jest tutaj nawet bank i bankomat. Główne atrakcje dotyczą nurkowania ( jest tutaj nawet Polska Baza Nurkowa ), choć jest też parę plaż. Wieczorem jem bardzo dobrą rybę za 30 EP. Dość długo chodzę po promenadzie, oglądam sklepy. Następnego ranka, po śniadaniu kontynentalnym ( 6 EP ,  sok 4 EP  ) jadę taksówką  ( 5 EP ) na dworzec autobusowy. Bilet do Nuweiby to koszt 11 EP. Wyjeżdżamy o 10:30. Po drodze jest kilka kontroli i przepiękne krajobrazy. Droga jest miejscami zniszczona przez ulewne deszcze, które przeszły niedawno ( i odcięły na 3 dni Dahab od świata ). Na miejsce docieramy około 11:40. Biorę taksówkę do terminala, gdzie sprzedają bilety ( 5 EP ). Jednak zanim odnajduję kasę sprzedającą bilety jest już za późno, aby zdążyć na prom o 12:00. Kupuję zatem za 45 $  bilet na szybką łódź o 15:00 ( wolniejszy prom kosztuje 32$, drugi tego dnia odpływa o 18:00 ). Wracam w okolice wejścia do portu, korzystam z bankomatu, a potem siedzę sobie w knajpce ( cola 3 EP ). Około 13:00 idę do portu. Po drodze czeka mnie kontrola i prześwietlanie bagażu, aczkolwiek jest bardzo miło. Potem jeszcze kontrola paszportowa ( bardzo długa kolejka, na szczęście ktoś "wyławia" białych z kolejki i ustawia ich w oddzielnej kolejce ). Na odpłynięcie czekam dość długo, bo prom się opóźnia i wyrusza dopiero około 16:00. Na statku jest mało pasażerów, dużo wolnych miejsc. W czasie rejsu wymieniam 10$ po kursie 1$ = 0,64 JD ( jak się później okaże raczej niekorzystnym ). Płyniemy około 1,5 h ( według rozkładu miała być tylko godzina ), praktycznie cały czas przy brzegu. W końcu zapada zmrok, widać światła Akaby ). Dobijamy. Przed wyjściem zabierają nam paszporty. Autobusem podjeżdżamy do budynku, gdzie odbywa się odprawa. Tam czekam na zwrot paszportu. Zmieniają mi w nim ważność wizy na 14 dni. Jestem już w Jordanii.

Dahab - restauracja na plaży

08.11.2002 Wróciłem znowu do Nuweiby. Najpierw czekamy na statku około pół godziny, aż podjadą autobusy i będziemy mogli zejść, potem na jeszcze odprawę. Wszyscy turyści z promu postanawiają razem jechać do Dahab. Gdy już wyszliśmy na miasto taksówkarze próbują nas przekonać, że odjechał ostatni autobus i proponują transport za 20 EP  . W końcu jeden nawet mówi o 10 EP, ale okazuje się, że autobus jeszcze nie odjechał, więc za 11 EP jedziemy nim. Po godzinie jazdy, około 17:00 docieramy na miejsce. Z dworca do tzw. "wioski Beduinów"  bierzemy pickupa - wychodzi tylko po 1 EP od osoby. Wynajmuje znowu pokój  w Coral Reef za 10 EP ( choć tym razem trochę gorszy ). Zjadam  kolację we Friend`s Restaurant ( kebab z kurczaka za 20 EP ) i jadę na stację autobusową kupić bilet na następny dzień do Kairu ( po przyjechaniu z Nuweiby nie mogłem tego zrobić, bo właśnie zapadł wzrok i wszyscy jedli ). Wracam nad morze, chodzę po promenadzie, kupuje parę upominków ( 2 flakoniki na perfumy za 75 EP, onyksowe jajko za 10 EP, koraliki za 5 EP ). Tak się rozpędzam z tymi zakupami, że  muszę skorzystać z bankomatu. Dość późno idę spać.
Następnego ranka  jem na śniadanie pyszne naleśniki z bananem ( 6 EP ) i piję sok ze świeżych pomarańczy ( 3 EP ). Spędzam czas na słodkim lenistwie - trochę się opalam ( gdy słońce wygląda zza chmur ), nawet moczę nogi w wodzie :-). Jem jeszcze owoce z lodami ( 7 EP ), a na obiad ziemniaki z tuńczykiem ( 8 EP ). W knajpkach można jeść na sposób starożytnych Rzymian - w postawie półleżącej, na kanapach postawionych na plaży. Wszędzie jest mnóstwo kotów, ale jakże odmiennych od sudańskich. Miejscowe są dobrze odżywione i mniej namolne. Do ich odstraszania obsługa rozdaje butelki z wodą ( polewa się z nich koty strumieniem wody ). Przygotowanie posiłku niestety często trwa bardzo długo - tutaj nikt się nie śpieszy. Np. na obiad przez odjazdem czekałem około godziny i musiałem zrezygnować z deseru. Wziąłem na dworzec taksówkę ( 5 EP tym razem ) i o 14:30 wyjechałem autobusem do Kairu. Jazda odbywała się bez większych problemów ( kilka kontroli po drodze, tym razem nie dałem się nabrać na "rozdawane" jedzenie ). Około 23:00 jesteśmy na miejscu.

Kair -dzieci Kair - meczet Al Hussein Kair - Al Azhar 1 Kair - Al Azhar 2 Kair - Al Azhar 3 Kair - Al Azhar 4 Kair - Al Azhar 5 Kair - Al Azhar 6 Kair - Al Azhar 7 Kair - Al Azhar 8 Kair Kair - meczet ibn Tulun - iracki 1 Kair - meczet ibn Tulun - iracki 2 Kair - meczet ibn Tulun - iracki 4 Kair - meczet ibn Tulun - iracki 3 Kair - mury miejskie Kair - prezydent Mubarak

W Kairze czekają na mnie niemiłe niespodzianki. Po pierwsze jakaś woda zalała mi plecak ( na szczęście chyba z klimatyzacji, a nie z toalety ), a po drugie autobus zakończył trasę daleko od centrum. Nie do końca jestem pewien, czy to nie jakieś miejscowe oszustwo. Dość długo dyskutuję o cenie za taksówkę ( "pomaga" mi policjant turystyczny, który najwyraźniej trzyma stronę taksówkarzy, a później chce bakszysz, którego mu zresztą nie daję ). Wreszcie jadę do hotelu Dahab za 25 EP, na koniec kłócąc się z kierowcą, który chce mnie wysadzić wcześniej. W hotelu wynajmuję dość obskurny pokój bez łazienki za 20 EP.
10.11.2002 Po oddaniu kilku moich ciuchów do prania idę do biura Alitalii w hotelu Hilton, gdzie potwierdzam mój lot. Potem chcę coś zjeść, ale z powodu Ramadanu prawie wszystko jest pozamykane ( nawet KFC, Mc Donald1s i Pizza Hut ). Pojedyncze otwarte knajpki albo są drogie, albo nie wzbudzają mojego zaufania. Zadowalam się dwoma snikersami. Jadę taksówką do Khan-al-Khallili ( 5 EP ). Kupuję tam trochę prezentów ( poduszka + chusta - 35 EP, narzuta - 35 EP, bardzo dobry jakościowo T-shirt 15 EP, papirus 5 EP, 0,5 kg herbatki carcade - 5 EP, flakonik na perfumy gorszej jakości - 6 EP ). Potem  zwiedzam uniwersytet Al-Azhar ( nic nie płacę za wstęp ), gdzie spędzam dłuższą chwilę, obserwując uczących się, modlących lub tylko odpoczywających ludzi. Stamtąd podjeżdżam taksówką ( 5 EP ) do meczetu w stylu irackim ( Ibn Tulun ), gdzie nawet wchodzę na minaret ( wstęp 10 EP wrzucane do skarbonki, meczet w trakcie remontu ). Rozdaję dzieciakom trochę flamastrów, które zostawili mi Ania i Janek ( wcześniej rozdawałam w Petrze, ale i tak sporo przywiozłem do domu, jakoś mi to nie szło ) Wracam na piechotę przez stary Kair - obok cytadeli, bazaru a potem aż do murów miejskich. Jest to ciekawy fragment miasta, choć trochę zbyt turystyczny. Widać, że trwają liczne prace renowacyjne. Na ulicach wszedzie słychać strzelające kapiszony - rzucają je nawet dorośli. Przy starej bramie miejskiej spotykam miłych starszych dziadków, czekających na zachód słońca i głos muzeina, oznajmiający, że można już zacząć jeść. Przed wieloma restauracjami wystawione są stoły, gdzie po zachodzie słońca będzie można szybko zaspokoić głód. Łapię taksówkę i bardzo miły pan zawozi mnie za 5 EP w okolice dworca "Ramzes". Robię zdjęcie ciekawego billboardu z prezydentem i wracam metrem w okolice mojego hotelu. Ulice są wyludnione - wszyscy właśnie jedzą. Na stołach przed restauracjami porozrzucane naczynia świadczą o pośpiechu z jakim konsumowano pierwszy posiłek. Ja jem w Piza Hut ( średnia pizza, sałatka i picie za 32 EP ). Obsługa rusza się jak muchy w smole. Potem jeszcze idę do cukierni, gdzie kupuję do spróbowania w domu słodkie arabskie ciastka ( 1 kg około 12-16 EP ), a potem korzystam z internetu (chciałem zapłacić dolarami, ale pani odmówiła, w ten sposób pozbyłem się reszty funtów egipskich ... ).  W hotelu zamawiam taksówkę na jutro rano ( 30 EP ) i idę spać.
11.11.2002. Muszę wstać około 2:30, aby zdążyć się umyć i spakować. Około 3:00 czeka już taksówka dla mnie. Ciekawe, jak dużą prowizję wziął dla siebie hotel, bo taksówkarz nie jest zbyt zadowolony z kwoty, jaką mu płacą. Ruszamy na lotnisko, jadąc przez naprawdę eleganckie dzielnice. Mijamy ładnie oświetlone budynki rządowe i panoramę wojny z 1973 roku. Przed wyjazdem na parking przy lotnisku taksówkarz chce ode mnie 2 EP, ale ja nie mam już wcale funtów. Nic mu nie daję, zresztą od razu znajduje klienta na jazdę powrotną. Przy wchodzeniu do budynku jest sporo kontroli, ale udaje mi się uchronić moje filmy od kolejnego prześwietlenia. Jeszcze zakupy w sklepie wolnocłowym i kawa w barku ( 1 $ lub 4,25 EP ). Cała obsługa, korzystając że jest jeszcze przed wschodem słońca, je śniadanie. Wylatujemy do Mediolanu w miarę punktualnie, o 5:00. Na pokładzie nie serwują  żadnego alkoholu, a pierwszy posiłek rozdają bardzo szybko, zanim wzeszło słońce ( Ramadan ). Nie mam miejsca przy oknie, ale i tak niewiele widać, bo niebo przykrywają chmury. 
 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011