Bangkok
Strona domowa W górę

 

 

 

Bangkok - kanały Bangkok - przekąskiBangkok - Wat Traimit - złoty Budda Bangkok - pałac królewski 1 Bangkok - pałac królewski 2 Bangkok - pałac królewski 3 Bangkok - pałac królewski 4 Bangkok - pałac królewski 5 Bangkok - pałac królewski 6 Bangkok - pałac królewski - malowidło Bangkok - wieżowce Bangkok - Khao San w nocy

04.10.2003 wyruszyłem wraz z dwójką kolegów do Bangkoku. Najpierw polecieliśmy małym samolocikiem do Wiednia ( Tyrolean Airlines ). Lotnisku w stolicy Austrii jest malutkie, odlecieliśmy stamtąd z opóźnieniem samolotem linii Lauda Air do celu naszej podróży . Podróż była długa i dość męcząca, monitorek przy moim siedzeniu się zepsuł. Nad ranem czasu miejscowego byliśmy na miejscu. Po odstaniu w długiej kolejce do odprawy - wreszcie byliśmy w Tajlandii. W skądinąd czystej toalecie na lotnisku dumnie paradował karaluch. Wymieniliśmy pieniądze ( 1 $ = 38,32 B ).  Za 100 B pojechaliśmy turystycznym autobusem. Wysiedliśmy gdzieś na KhaoSan Road i rozpoczęliśmy poszukiwania hotelu. Dość szybko zdecydowaliśmy się na Ninth Charoen Hotel -120 B za osobę w trzyosobowym pokoju wydało się nam ceną dość znośną. Musieliśmy odespać podróż. Źle znosiłem zmianę klimatu - wilgotne, lepkie powietrze, gorąco, spuchnięte ręce. Dopiero po południu wyszliśmy na ulicę. Tajskie jedzenie za kilkadziesiąt bathów zaspokoiło nasz głód. Postanawiamy pojechać do chińskiej dzielnicy. Niestety to niedziela i najwygodniejsze na tej trasie promy kursują dość rzadko. chcemy złapać tuk-tuka ( taka miejscowa odmiana rikszy motorowej ),ale za 30 B, chce nas najpierw obwieźć po sklepach. Po bezowocnych poszukiwaniach innego taniego tuk-tuka wsiadamy do miejskiego autobusu nr 1 przy pałacu królewskim i za 3,5 B dojeżdżamy na miejsce.  Odwiedzamy pagodę ze złotym Buddą ( 10 B ), trochę włóczymy się po okolicy . Wieczorkiem idziemy na Patpong. Dwie główne atrakcje tej okolicy to targ, gdzie można kupić różne pamiątki i podróbki markowych ciuchów, czy zegarków oraz różnego rodzaju lokale "erotyczne". Bary go-go, pokazy "Patpong show" ( strzelanie z banana, gaszenie świeczek itp. ). Wszędzie młode dziewczyny zaraz otaczają mężczyznę i namawiają go na kolejne piwo ( 60 B ). Wracamy tuk-tukiem za 65 B. Na ulicy Khaosan duży ruch - transwestyci ( których tu jest mnóstwo ) pokazują swoje wdzięki, namawiając do skorzystania z ich usług. 
Następny dzień zaczynamy od śniadania ( 80 B ). Jedziemy za 150 B tuk-tukiem do ambasady Birmy. Docieramy na miejsce około 11 i niestety jest to już dość późno. Kolejka jest spora, a urzędnicy obsługują petentów powoli. Musimy wypełnić formularze, przykleić znaczki ( brakuje oczywiście kleju ). Niestety do przerwy o godzinie 12 nie udaje się nam dojść do okienka. Zapisują nas na listę i zamykają ambasadę. Chodzimy po okolicy 
( oglądamy m in. pobliską hinduską świątynię, kupujemy pocztówki za 7B/sztuka i znaczki 15B + 5B prowizji sklepu ). Niedaleko ambasady znajduje się biuro podróży sprzedające bilety do Rangunu - 6200 B  Mayanmar Airways, 7800 B Thai Airways. Po południu wpuszczają nas do ambasady. Choć jeden z kolejkowiczów ma stertę paszportów obsługa idzie sprawniej i oddajemy nasze paszporty do wizowania. Niestety po południu nie możemy już skorzystać z najszybszej ścieżki i na wizy poczekamy 2 dni ( 810 B ). Po wyjściu z ambasady postanawiamy się przejść trochę po mieście. Zwiedzamy park miejski, znajdujący się tuż za pomnikiem króla. Mam okazję podziwiać zbiorowy aerobik, który wydaj się być tutaj bardzo popularny. Zarówno w mniejszych grupkach, jak i bardzo zorganizowany, z prowadzącą stojącą na drewnianym podeście.  W tym drugim przypadku wszystko zaczyna się od odśpiewania hymnu państwowego w postawie "na baczność" Wieczór postanawiamy spędzić w innej dzielnicy rozrywki - Sukumvit . Dojeżdżamy tam "sky-train" - supernowoczesnym pociągiem na poduszkach magnetycznych za 25 B. Sukumvit obfituje w liczne bary, zarówno "normalne", jak i go-go. Mnóstwo straganów z pamiątkami - zasuszone pająki i skorpiony, różnego rodzaju robaki do konsumpcji. Na Khaosan wracamy tuk-tukiem za 120 B. Odwiedzamy jeszcze klub ( piwo 60-65 B ). Obserwujemy poznanego wcześniej Szweda. Chodzi on dłuższy czas po  ulicy w tam i z powrotem. Szuka "panienki". Ale większość prezentujących swoje wdzięki to transwestyci. Zastanawiamy się, jak to naprawdę jest z ta prostytucja tutaj.  
Ponieważ poszliśmy spać późno nie chce się nam wstać rano i wstajemy dopiero około 11:00 Na śniadanie jem zestaw z omletem, grzankami i kawą za 80B. Niestety zaczyna się typowa tropikalna ulewa - wygląda to jakby ktoś nieustannie wylewał z nieba wiadra wody. Właściwie nie ma co robić - można siedzieć w knajpce, pójść na internet ( od 30 B za godzinę ). Około 14:00 przejaśnia się na tyle, że możemy się ruszyć. Idziemy na przystań promową i wykupujemy objazd po kanałach za 700 B. Przejażdżka opóźnia się, bo trwają przygotowania do ceremonii przepłynięcia barki królewskiej i policja zamyka rzekę na jakiś czas. Pływamy sobie po kanałach - ogólnie wycieczka taka sobie, darowujemy sobie odwiedzenie farmy krokodyli i węży. Fajne jest przepłynięcie śluzą oddzielającą kanał od rzeki i obserwacja kąpiących się dzieciaków. Z powodu przygotowań do uroczystości kończymy naszą przejażdżkę niedaleko świątyni leżącego Buddy. Zwiedzamy ją ( 20 B ). Jest całkiem fajna, a ogromny posąg robi wrażenie. Zaczyna padać deszcz. Chronimy się na przystani promów. Tam ludzie czekają, aby móc obejrzeć próbne przepłynięcie barki królewskiej ( miejsca po 200-300 B ). Prawdziwe uroczystości mają się odbyć z okazji spotkania państw rejonu Pacyfiku 20 października. Trochę przeczekujemy deszcz i wracamy do hotelu. Moi koledzy idą na Patpong, a ja jem kolację ( smaczny ryż z kurczakiem za 80 B i cola 20 B ), idę sobie do klubu ( piwo Heineken po 65 B ). Jestem obiektem niewielkich zaczepek ze strony miejscowych panienek, ale je ignoruję :-) Idę spać. 
08.10.2003 Rano chciałem iść sobie pozwiedzać, ale znowu pada. Odnoszę więc tylko moje rzeczy do prania ( 30 B/kg ). Idziemy na śniadanie, a mi udaje się gdzieś zgubić klucz od kłódki - musimy prosić obsługę hotelową o pomoc w jej przecięciu. Potem rezerwujemy bilety do Rangunu w "Educational Center" - 6000 B w obie strony, Myanmar Airlines. Jadę z Adamem do ambasady odebrać nasze wizy ( tuk-tuk 140 B ) - co w sumie udaje się załatwić dość sprawnie. Wracamy "express boat"  za 10 B. Wieczorem idziemy z Jankiem na Patpong. Chcemy wpierw dojechać tam autobusem, ale po dość długim i bezowocnym  oczekiwaniu na przystanku bierzemy tuk-tuka za 50 B do Siam Square, skąd jedziemy już "sky-train" na miejsce. Chodząc po miejscowym targu gubimy się trochę, ale udaje się nam odnaleźć. Zaczynamy odwiedzać miejscowe atrakcje. Idziemy do baru "go-go", ale takiego lepszego - dla biznesmenów. Piwo kosztuje 75 B, goście to rzeczywiście głównie biznesmeni pracujący w Tajlandii - ucinamy sobie pogawędkę z Australijczykami.  Potem odwiedzamy kolejne atrakcje. Jest tam kilka tzw. salonów masażu, czyli domów publicznych. Wreszcie lądujemy w innym barze. Piwo kosztuje tu 80 B. Największe zainteresowanie wzbudzają Japończycy - ustawia się do nich kolejka chętnych dziewczyn. Do nas też przysiadają się dwie dziewczyny. Stawiamy im piwo i tzw. "tajską whisky" ( bardzo rozcieńczoną ). "Moja" dziewczyna ma 27 lat, jest z północy, w Bangkoku pracuje już kilka lat. Noc z nią to wydatek 2000 B + 500 B odstępnego dla baru, jeżeli wyjdzie się przed godziną 2:00. Dziewczyny mówią nam, że średnio mają jednego klienta tygodniowo. Do tego prowizję od drinków. W sumie miesięcznie wyciągają około 15000 B. Część zarobków wysyłają na północ rodzinie. Janka "dziewczyna" jest bardziej wymagająca i musi on stawiać jej drinki - ja w zasadzie nie. Siedzimy wspólnie i rozmawiamy aż do godziny 2:00, czyli zamknięcia lokalu. Wracamy na Khaosan. Znowu transwestyci, prostytutki, obserwujemy tym razem Holendra spacerującego po ulicy w tą i z powrotem .... Na  stoisku ulicznym  kilka dziewczyn i jeden trans sprzedają różne smażone robaki. Dają nam spróbować, kupujemy konika polnego za 10 B. Po krótkiej konwersacji, proponują nam siebie.... Dostajemy nawet adres e-mail od jednej z nich, gdybyśmy chcieli się zdecydować. Wracamy do hotelu i idziemy spać. 
09.10.2004 Poranek jest dość pogodny. Odbieramy bilety na samolot, jemy śniadanie i kupujemy bilety na autobus na lotnisko (najtańszy kosztuje 50 B ) . Musimy jechać o 15, bo o 16 zamykają drogę w związku z przygotowaniami do szczytu APEC.  . Postanawiam zwiedzić pałac królewski. Zapamiętałem go z poprzedniego pobytu w Bangkoku, jako kwintesencję azjatyckiego stylu - kapiący od złoceń i ozdóbek. Bilet wstępu - 200 B. Niestety mam krótkie spodenki, więc muszę pobrać miejscowe ( bezpłatnie, depozyt 100 B ). Oglądam pałac królewski i główną świątynię ze świętym posążkiem szmaragdowego Buddy. Wracam do hotelu, pakujemy się i jedziemy na lotnisko. Jest duży ruch i korki. Odprawa przebiega sprawnie, musimy uiścić 500 B opłaty wylotowej. Lecimy wspólnym rejsem Mayanmar Airways i Thai Airways ( dobrze, że nie kupiliśmy droższego biletu na tajskie linie ) - lot przebiega sprawnie, serwują dobre jedzenie, na pokładzie nie ma zbyt dużo pasażerów. Rozdają nam sporo formularzy, które musimy wypełnić i oddać przy odprawie.

 Bangkok - Khao San

02.11.2003 Wracam do Bangkoku z Birmy. Odprawa przebiega sprawnie, za 100 B jadę na Khaosan. W tym samym hotelu, co poprzednio chcą
300 B za noc w jedynce z łazienką - nie chce mi się szukać innego miejsca - zostaję. Mam chęć zjeść jakieś "normalne" jedzenie - jem w Burger King za 140 B. Potem jeszcze Internet, rozmowa na temat biletów na następny do Ubon Rachatani, piwko w knajpce i idę spać.
03.11.2003 W nocy nie spałem najlepiej - budziła mnie głośna muzyka. Po śniadaniu znowu idę na Internet, a potem chcę kupić bilety, ale okazuje się, że są z tym problemy. Nie ma miejsc w pociągu sypialnym. W końcu decyduję się jechać autobusem do Ubon Rachatani za 650 B. Mam chęć kupić nowy obiektyw do aparatu, ale w końcu rezygnuję.  Zostawiam w hotelu w przechowalni część moich rzeczy ( ceny to 15 B/do wieczora, 30 B/cały dzień, 70 B/tydzień ). Jadę taksówką do Pantip Plaza ( 60 B ). Jest to ogromny budynek, gdzie handluje się komputerami, elektroniką, grami itp. Można kupić pirackie płyty z muzyką po 120 B/CD, programami komputerowymi za 130 B/CD i filmami po 150 B/CD. Po obejrzeniu tej ogromnej " giełdy komputerowej" trochę chodzę po okolicy Siam Square. Wracam promem pływającym po rzece. Korzystam z Internetu i jem kolację. Potem idę do agencji, gdzie kupiłem bilet. Zawożą na dworzec autobusowy 
( północno - wschodni )  minibusem mnie i pewną turystkę jadącą do Chiang Rai. Tam kierowca minibusa wręcza mi bilet na autobus wart 369 B ( !!! ). Przed odjazdem zdążam jeszcze coś zjeść w KFC. Autobus jest wygodny, ma klimatyzację ( jest tak zimno, że dają kocyki do nakrycia się  ), po drodze serwują zimne napoje i ciasteczko. Po drodze jest jeden postój, puszczają na wideo jakiś film ( ale przerywają w połowie :-) ). Ogólnie podróż jest bardzo miła, drogi bardzo dobre. 
04.11.2003 Rano o 5:30 jesteśmy na miejscu, dostaję chusteczkę odświeżającą. Autobus jedzie jeszcze dalej, ja jadę tuk-tukiem ( 50 B ) na dworzec autobusowy. Tam akurat udaje mi się złapać przerobioną ciężarówkę jadącą do jakiejś miejscowości ( 20 B ) , gdzie po chwili czekania jest następna ciężarówka do Chong Khong ( 25 B ). Rano jest dosyć zimno. Granica jest już otwarta. Musze szukać Immigration po obu stronach.

Bangkok - nowy pałac królewski Bangkok - portret króla na ulicy Bangkok - Vinamenek 1 Bangkok - Vinamenek 2 Bangkok - Vinamenek - tańce ludowe

08.11.2003 Znowu w Tajlandii, na tym samym przejściu granicznym. Proponują nam taksówkę do Ubon Rachatani za 700 B. Są też bezpośrednie autobusy do Bangkoku za około 400 B. Decydujemy się jechać miejscowymi autobusami ( pierwszy to ciężarówka, drugi to prawdziwy autobus ) za 25+20 B. Dojeżdżamy pod stację kolejową. Szwajcarzy jadą do Kambodży, ja kupuje bilet sypialny do Bangkoku za 431 B, Irlandka - siedzący. Idziemy na bazar coś zjeść. Po drodze  kupuję kartę telefoniczną 
( w 7/11 ) za 50 B i próbuję dodzwonić do Austrian Airlines, ale nikt nie odbiera. Na bazarze kupuję tylko banany ( 10 B za 1/2 kg ). Na stacji oddaję bagaże w przechowalni ( 10 B ) i biorę prysznic ( 3 B ). Jem zupkę z makaronem ( 25 B ) i piję colę ( 10 B ). Trochę rozmawiam z Irlandką, aż podstawiają pociąg. Odjeżdża z opóźnieniem - o19:45, zamiast 19:15. Wagon sypialny nie  ma przedziałów, ale są zasłonki i dają pościel, materace, poduszeczki i kocyki. Pan z obsługi rozkłada i ściele wszystkie posłania. Śpię dość dobrze. 
Do Bangkoku dojeżdżamy z około godzinnym opóźnieniem, o 7:25. Ze stacji jedziemy autobusem nr 53 ( 3,5 B ) i potem jeszcze idziemy kawałek na piechotę, aby dotrzeć do Khaosan Rd. Irlandka idzie do znanego jest hoteliku, a ja poszukuję miejsca w paru miejscach, w końcu jednak decyduję się zostać w Ninth Cherone Guesthouse za 300 B. Po  odświeżeniu się chodzę po turystycznym getcie, a potem postanawiam trochę pozwiedzać. Idę do "Golden Rock" - niedaleko od monumentu demokracji. Wchodzę na górę, buty trzeba zdejmować dopiero przed samym posągiem - inaczej niż w Birmie. Z góry roztaczają się całkiem fajne widoki. Potem idę w kierunku Vinamen Mansion. Ale przed pałacem królewskim trwają przygotowania do jakiejś parady wojskowej. Myślałem, że nie można zwiedzać historycznego pałacu i poszedłem sobie, ale chyba się myliłem. Po powrocie na Khaosan Rd chodzę wzdłuż ulicy i spotykam nieoczekiwanie Niemkę, z którą jeździłem po Birmie. Umawiam się z na piwo, a w trakcie rozmowy przy piwie obiecuję jej pokazać Bangkok "by night". Odbieram moje rzeczy z pralni  ( zapłaciłem ponad 50 B, trochę tego było ). Wieczorem jadę znowu na Patpong - tuk-tuk ( 60 B ) i sky-train ( 15 B ). Trochę błądzimy, wreszcie zachodzimy na pokaz w lokalu, gdzie poprzednio byłem z kolegami - tylko 80 B/piwo ( gdzie indziej było nawet po 200 B ) Tam Karina spotyka jakiegoś Niemca z hiszpańską bródką i sobie z nim rozmawia. Ja obserwuję jak zabawia się pewien starszy jegomość - dziewczyny "robią mu dobrze", a on z małą latareczką ogląda ich miejsca intymne. Po skończonym pokazie jeszcze jedzonko w MC Donald`s, powrót taksówką ( 100 B - taksówkarz nie chciał wg licznika, bo już po północy, ale i tak nie wyszło drogo ). Szukamy jeszcze miejsca na wypicie piwa ( jest już po 2 w nocy i oficjalnie nie można sprzedawać alkoholu), i sprzedają nam je w barze w środku pewnego hotelu - małe / duże piwo 60 B / 80 B. Potem żegnamy się wylewnie ( z całuskami w policzek ;- )  z Kariną. Jeszcze chwile krążę po ulicy, a potem idę spać.
10.11.2003. W ostatni dzień w Bangkoku wstaję dość wcześnie - około 7:00. Po umyciu idę na śniadanie. Zamawiam sałatkę z tuńczyka - dają mi warzywa ( nawet nie przemieszane ), oddzielnie tuńczyka, majonez i sos vinegre . Sam sobie mam pomieszać. Dzwonię do linii lotniczych, aby potwierdzić mój lot, zostaje mi prawie cała karta. Płacę 300 B za dzień w hotelu ( będę w nim do 20:00 ) i kupuję bilet na autobus na lotnisko na 20:00 za 50 B. Niespodziewanie na ulicy spotykam Karinę - ostatni raz w Bangkoku ( pokazuję jej miejsce z tanim Internetem ). Idę do Vinamenek Mansion. Droga jest dość długa . Bilet wstępu kosztuje 100 B ( jeżeli się ma bilet z pałacu królewskiego - bezpłatnie, Tajowie - 75 B ). Główny budynek zwiedza się z przewodniczkami. Niestety zmieniają się one co chwilę, a z ich angielskiego mało rozumiem. Potem oglądam tajskie tańce ludowe 
( bezpłatne, fotografowanie - 20 B ). Aby wejść do pałacu trzeba oddać plecak  do przechowalni ( bezzwrotna opłata 20 B ), oraz zostawić tamże buty ( po budynku chodzi się w skarpetkach ). Vinamenek Mansion to największy na świecie budynek z drewna tekowego - zbudowany dla króla na początku XX w, potem zaniedbany, od 1982 roku pełni rolę muzeum. W środku można obejrzeć różne przedmioty należące do króla w tamtych czasach oraz trochę współczesnych, a także tron królewski. Potem idę do budynku tronowego, czyli właściwego pałacu królewskiego z początku XX w. Obecnie mieści się tam wystawa wyrobów rękodzieła pod patronatem królowej. Także trzeba zdjąć buty i zostawić plecak w przechowalni, ale tym razem bezpłatnie. Oglądam jeszcze wystawę regaliów królewskich oraz różnych pojazdów posiadanych przez króla - od "luksusowego" tuk-tuka do powozów konnych.  Na tym kończę zwiedzanie kompleksu - jest tam jeszcze parę budynków do odwiedzenia, ale mniej ciekawych, a ja jestem zmęczony. Idę w kierunku Pantip Plaza i w końcu łapię tuk-tuka ( 50 B ). Na miejscu chcę kupić jakiś program komputerowy. Jednak tym razem sprzedawcy się pochowali ( nalot policji ? ) i nie ma gry, którą chciał mój bratanek. W końcu kupuję Max Payne 2 za 200 B ( 2 CD ). Wracam tuk-tukiem - tylko za 20 B, bo z odwiedzeniem sklepu ( a właściwie zakładu, gdzie szyją gotowe ubrania ). Chcą 500 B za ubranie z kaszmiru ( 2 dni robocze na wykonanie ). Całkiem ciekawe doświadczenie - w sklepie przesiedziałem z 15 minut 
( o tyle prosił kierowca ), a z uwagi na duży ruch cała podróż zajęła mi około 40 minut. Robię ostanie zakupy na KhaoSan Road - chipsy, tradycyjna piłka, T-shirt. Nic poważniejszego nie kupiłem, bo albo było drogie, albo mi się nie podobało. Na chwilkę idę na Internet, kąpię się, pakuję i opuszczam hotel. Chcę coś jeszcze zjeść, ale przygotowywanie hamburgera trwa dłużej niż myślałem, więc płacę tylko za colę ( 20 B ) i rezygnuję z reszty - bałem się, że się spóźnię na autobus. Na lotnisku jestem około 21:00. Jem w Burger Kingu ( muszę wyciągnąć pieniądze z bankomatu ). Na szczęście nie mam żadnych problemów z bagażem, choć ważył ponad 21 kg.  Robię zakupy w sklepie wolnocłowym ( tajska whisky 150 B, perfumy Hugo Boss 1900 B, wódka 14$, owoce dragon-fruit 150 B ). Troszkę późno wchodzę do samolotu, bo terminal jest daleko ( ogromne jednak to lotnisko ). Za mną siedzą Polacy z dzieckiem ( ale mają obce paszporty ). Lot przebiega OK, nawet trochę śpię. Niestety nie widać świateł Rangunu, ale rozświetlony Bangkok z góry wyglądał fajnie.
11.11.2003. Rano oglądam ładnie oświetlony Budapeszt. Punktualnie przylatujemy do Wiednia. Już przy wychodzeniu z samolotu oglądają nasze paszporty. Zapominam wziąć moich notatek i biletu na dalszą podróż. Nie mogę się wrócić do samolotu, ale miłą pani z obsługi mi je przynosi. Czekam na samolot do Warszawy i ponownie oglądam małe lotnisko. Ceny w sklepach nawet niższe niż w Bangkoku, ale mały wybór. Samolot do Warszawy jest niewielki, nie ma bezpłatnego posiłku. Wreszcie w listopadowy poranek docieram do domu.

 

 

Napisz do mnie  :  mail<wytnijtoooo>@zoch.pl

Reklama
Mazury Mielno noclegi Łeba noclegi

Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Etykiety piwne z różnych krajów Rok 1999 - przez Rosję i Chiny do Bangkoku Rok 2000 - w krainie Inków Marzec 2001 - Berlin i Hanower Maj 2001 - w siedem dni dookoła Syrii Sierpień 2001 - krótka wizyta w Pradze Jesień 2001 - w kolebce ludzkości Sierpień 2002 - Lwów Jesień 2002 - śladami Stasia i Nel - Sudan Egipt Jordania Miasto nad Newą Wilno Jesień 2003 - znowu w Azji Birma Tajlandia Laos Turcja i Iran 2004 Ojców i Kraków Holandia 2004 Londyn 2004 Warmia i Mazury 2005 Afryka 2005 Zdjęcia Kalifornia - maj 2006 Zdjęcia Belgia - maj 2006 Zdjęcia Berlin - lipiec 2006 Zdjęcia Rzym, Watykan, Mediolan - sierpień 2006 galerie Jemen Stambuł południowe Indie luty 2007 Azja 2007 - Jemen, Stambuł, południowe Indie Zdjęcia Norwegia czerwiec / lipiec 2007 podróż do Norwegii czerwiec / lipiec 2007 Zdjęcia Barcelona listopad 2007 Zdjęcia Petersburg kwiecień 2008 Zdjęcia Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Rzym - sierpień 2008 podróż 2008 Indonezja , Dubaj , Zurich kwiecień / maj 2008 Zdjęcia Portugalia - wrzesień / październik 2008 Zdjęcia Gwatemala , Honduras i Belize - luty / marzec 2009 Zdjęcia Prowansja - czerwiec 2009 Zdjęcia Paryż - lipiec 2009 Zdjęcia Supraśl - październik 2009 Zdjęcia Orissa , Bangkok , Birma - luty / marzec 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 podróż 2009 Gwatemala , Honduras , Belize luty / marzec 2009 podróż 2010 Orissa , Bangkok , Birma luty / marzec 2010 Zdjęcia Praga Biebrza Roztocze Pólnocne Włochy - Toskania - 2010 Zdjęcia Kraków - 2011 Zdjęcia Narew - 2011 Zdjęcia Poznań - 2011  podróż Oman , Zjednoczone Emiraty Arabskie styczeń 2011

Barcelona 2007 Belgia 2006 Berlin 2006 Gwatemala Honduras i Belize 2009 Indie 2007 Indonezja 2008 Jemen 2007 Norwegia 2007 Paryż 2009 Petersburg 2008 Portugalia 2008 Prowansja 2009  Rzym 2008 Stambuł 2007 Supraśl 2009 USA Kalifornia 2006 Włochy 2006  Orissa Bangkok i Birma 2010 Zdjecia Oman , ZEA ( Dubaj ) - styczeń 2011 Praga 2010 Biebrza 2010 Roztocze 2010 Północne Włochy i Toskania 2010 Kraków 2011 Narew 2011 Poznań 2011